Zabij mnie jeśli potrafisz
niedziela, 27 maja 2012
77.Moja zguba
Od godziny chodziłem w kółko po pokoju. Nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca .Byłem strasznie podekscytowany tym co mam już za kilka minut usłyszeć. Jedyna rzeczą której w tamtym momencie było poznanie prawy. Bałem się jednak co usłyszę. Na dźwięk dzwonka do drzwi zamarłem. Nie potrafiłem się nawet ruszyć.
Leżałam na szpitalnej sali. Od kilku minut zarzucałam sobie lekkomyślność. Jak mogłam być tak nieodpowiedzialna? Usłyszałam,że ktoś wchodzi do mojej sali. Powoli otworzyłam oczy i spojrzałam na tą osobę.
-Coś ty sobie myślała? Co to niby miało być? Zostawić cie samą na godzinę ,a już lądujesz w szpitalu!-Na twarzy Jessicy było widać wściekłość. Myślałam, że mnie zabije.
-Nie krzycz. Głowa mnie boli.- Ledo wycharczałam. Nie miałam już siły aby coś jeszcze dodać.
-No i dobrze. Jak mogłaś być tak głupia? Kto normalny żre surowe ziemniaki i popija to alkoholem zmieszanym z lekami? Dziewczyno, cud że żyjesz.
-Własnie. Kto normalny. Ale kto powiedział ,że jestem normalna?-Mimo opieprzy jaki miałam dostać, cieszyłam się ze jest ze mną. Tak, to prawda. Nażarłam sie ziemniaków i popiłam to ta mieszanką. Efekty były niezbyt miłe. Cała noc spędziłam pod kroplówką. Oczywiście zanim zdążyli mi zrobić płukanie żołądka, zdążyłam wszystko zwymiotować. Pozostał mi ból głowy i brzucha.
Zastanawiałam sie skąd znałam polski. Po tym jak straciłam pamięć powiedziano mi, ze urodziłam sie w Los Angeles i nigdy stamtąd nie wyjeżdżałam. A to wspomnienie... To ewidentnie był szpital w Polsce. Nie wiem ile mogłam mieć wtedy lat. Co najwyżej 14. To było wyjątkowo dziwne. Musiałam jak najszybciej dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Miałam wrażenie jakby życie po odzyskaniu pamięci nie było moje. Skoro nie było moje, to czyje? Nie potrafiłam uwierzyć we wszystko co mówiła mi Luiza. Czy byłabym zdolna zabijać ludzi z zimną krwią? Po co w ogóle miałabym to robić?
-Jak to nic nie pamiętasz?-Luiza nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą powiedziałam.
-Po prostu.
-Wiec słuchaj. To było jakieś dwa może trzy lata temu. Miałaś dostarczyć towar do stałego klienta. Wszystko szło zgodnie z planem...
-Zaraz zaraz. Miałaś mi coś o mnie powiedzieć. Czym się zajmuję i takie tam. Tymczasem dowiaduję się, że pracuję w jakiejś mafii?- Byłam nieco zdenerwowana. No dobra, mocno wnerwiona.-O co tu w ogóle chodzi?!-Zapewne byłam już cała czerwona niczym burak. Głos niebezpiecznie mi drżał ze zdenerwowania.
-Nie powinnaś narzekać.-Luiza widząc moje pytające spojrzenie pośpieszyła z wyjaśnieniami.-Inne dziewczyny maja gorzej. W czasie kiedy ty przekazywałaś towar lub jakieś informacje inne dziewczyny musiały robić jako dziwki. Uwierz mi, to nie jest przyjemna praca.
Wyszłam z domu pomimo sprzeciwów Luizy. Musiałam sobie wszystko poukładać. Nie przeszkadzało mi ,to że zrobiło się już ciemno i chłodno. Postanowiłam pospacerować po ulicach. Tej nocy było wyjątkowo cicho co dało mi możliwość skupienia się na wspomnieniach jakie posiadałam. Bo tak naprawdę miałam tylko je i nic więcej.
Nadal nie potrafiłem uwierzyć w to co usłyszałem ani w to co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Najpierw słowa Julki ,a potem niezapowiedziana wizyta Veri. Chociaż nie powinienem jej już tak nazywać. Wszystko stało się w kilka minut. Najpierw Jula przekazała wspaniała wiadomość. Cieszyłem się jak małe dziecko. Bill próbował mnie uspokoić na różne sposoby. Podziałało dopiero gdy wylał na mnie z litr wody. Usiadłem na fotelu a z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Zastanawiałem się czy nie zadzwonić do niej. Problem rozwiązał sie sam. Było jakoś tak po 3 nad ranem. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie ruszyłem się by otworzyć.W progu stała właśnie ona. Uśmiechała się lekko.
-Nie przeszkadzam?-Spytała się tym dawnym ukochanym akcentem. Mogłem go słucha godzinami, ale i tak by mi się nie znudził.
-Nie, skądże. Wchodź.-Zabrałem od niej torbę, którą rzuciłem gdzieś w kąt. Chciałem ja przytulić. Wyciągnąłem w jej stronę ręce, ale dziewczyna tylko pokiwała przecząco głową i zaśmiała się. Spojrzałem na nią pytająco. W odpowiedzi na moje nieme pytanie wpiła mi się w usta. Nie powiem, spodobało mi się to przywitanie.
-Czym zasłużyłem sobie na takie miłe przywitanie?
-Przepraszam, że musiałeś tyle wycierpieć z mojego powodu. Od tej pory będzie inaczej. Obiecuję.-Nie za bardzo wiedziałem o co jej chodzi.
-Veri...
-Nie.
-Co nie?
-Nie Veri, od zawsze Anita i tylko Anita.
Uśmiech wkradł się na moją twarz. Zauważyłem ,że drzwi są nadal otwarte na oścież. Zamknąłem je i zakluczyłem. Kiedy odwróciłem sie nie mogłem znaleść Anity. Po przeszukani prawie całego parteru wiedziałem już gdzie ją znajdę. Zarzuciłem torbę na ramie i poszedłem na górę do swojego pokoju.
Siedziała na łóżku wpatrzona w ramkę na szafce nocnej. Ściągnąłem ciężar z ramienia i położyłem go obok szafy.
-Nie jesteś zmęczona?
-Ani trochę. -W jej głosie dosłyszałem smutek.
-Co się dzieje?
-Nie nic. Po prostu boje się, że będziemy mieli kłopoty.-Chwilę milczała rozglądając się po pomieszczeniu.-Nic się tu nie zmieniło.
-Nie zmieniaj tematu.
-Po prostu zwiałam. Tylko że z mafią, to nie jest takie proste.-Zawahała się pewnie oczekując mojej reakcji.- Będą mnie szukali. A kiedy już mnie znajdą... To na pewno dobrze sie nie skończy.
-Nie myśl teraz o tym.-Pocałowałem ja w czoło.-Poradzimy sobie jakoś. Teraz idź spać.
-Jakoś nie potrafię zmusić sie do snu.
-Spróbuj.
-Zaśpiewasz mi coś?- Zrobiła kocie oczy, więc nie mogłem odmówić. An szybko ściągnęła z siebie spodnie i bluzkę po czym wskoczyła na łóżko. Zaśpiewałem jedną z jej ulubionych piosenek. Już po chwili zapadła w spokojny sen, a ja zaraz po niej.
******
Jestem ciekawa jak ta notka wam się podobała. Zawiodłam się, ponieważ pod ostatnią notką były tylko 3 komentarze. Proszę o więcej, bo to właśnie one motywują mnie do myślenia i pisania kolejnych notek. Do następnej ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)