niedziela, 27 maja 2012

73.Prolog


Siedzieliśmy w restauracji. Bill znowu zapomniał telefonu, przez co Jost się wnerwił. Oczywiście cała wina spadła na mnie. Powoli zaczynałem mieć już tego wszystkiego serdecznie dość.  Przez ostatnie lata tyle się zmieniło. I ten pobyt w Japonii. Coś cudownego. Było to rok temu, ale pamiętam jakby zdarzyło się wczoraj. Tak, ten kraj jest wyjątkowy i piękny. A skoro już o tym mowa... Minęły trzy miesiące od Jej pogrzebu. Nadal nie potrafiłem się z tym pogodzić.
-Lecimy na święta do mamy? -Z zamyślenia wyrwał mnie głos brata.
-Jak chcesz. 
-Znowu o niej myślisz?-Wyczułem troskę w jego głosie. 
-Wydaje ci się. Idziemy? 
-Gdzie ty chcesz iść? 
-Mamy za pół godziny pojawić się na sesji. Zapomniałeś? 
-A no fakt. 
 Zapłaciliśmy za obiad. Do studia nie mięliśmy daleko , więc przeszliśmy się.  


 Sesja zdjęciowa trwała do późna. Najpierw pozował Bill. Zajęło to jakieś trzy godziny. Potem ja, czyli tak ze dwie. I na koniec razem. Wolałem nie patrzeć na zegarek. 

-No to jeszcze tylko jedziemy po jakąś kolację.-Uśmiechnął się Bill. 
-Julka? 
 W odpowiedzi skinął mi głową. Julka ,to jego dziewczyna. Ma 20 lat. Jak ją poznał? Otóż była najlepsza przyjaciółką Anity. 
 Weszliśmy do nocnego sklepu. Do koszyka trafiły mrożone pizzy, cola, alkohol. 
-Truskawki? 
-I bita śmietana. Powinno jej się podobać. 
-Może jakieś kwiatki? 
-Oj Bill. Prawie co dzień dajesz jej wielki bukiet. Nie ma już gdzie tego trzymać. Bądź sobą i postaw na oryginalność.  
-Co masz na myśli?  
-Pomyśl.-Tak, wiem. To było chamskie z mojej strony. Mój braciszek przecież nie potrafi myśleć. 
-Mam.-Wykrzyknął. 
-Nie drzyj japy idioto. 
-Nie jestem idiotą. 
-Taaa, akurat. 

 Po meczących zakupach wróciliśmy do domu. Oczywiście musiałem pomóc młodemu w przygotowaniu kolacji.  W salonie porozstawialiśmy świeczki, gdzie się tylko dało.  Rozsypaliśmy płatki róż po całym pomieszczeniu. 
-To ja idę zrobić coś do żarcia,a ty zrób resztę. 
 Nie miałem za dużo do roboty. Ugotowałem makaron i zrobiłem sos. Ledwo nałożyłem to na talerze jak rozległ się dzwonek do drzwi. Ruszyłem w stronę drzwi, przy okazji zaglądając do brata, który dał mi znak że już skończył wszystko przygotowywać. 
 Kiedy otworzyłem, moim oczom ukazała się brązowowłosa piękność o błękitnych oczach. Miała na sobie jasnozieloną sukienkę. Przywitaliśmy sie całusem w policzek. 
-Jest Bill? 
-Tak, chodź do salonu.- Przepuściłem dziewczynę po czym ruszyłem za nią. 

 Siedziałem w swoim pokoju i rozmyślałem po raz kolejny tego dnia nad tym co się stało. 
 Kolejne minuty mijały. Nikogo nie wpuścili do sali. Krążyłem po korytarzu cały w nerwach. Ileż można! Nikt nie raczył powiedzieć nam co z Nią. 
-Tom, proszę usiądź. Na pewno nikomu nie pomożesz łażąc tak bez celu. 
-Ale czemu nikt nic nam nie mówi? 
 Po chwili z sali wyszedł lekarz. Podszedł do nas powolnym krokiem. 
-Przykro mi, ale nic nie mogliśmy zrobić. 
 Wtuliłem się w brata. Nie potrafiłem już powstrzymać łez. Zjechałem po ścianie, o którą byłem wcześniej oparty. Siedziałem tak wtulony w czarnego. W okół nas panowała cisza.  
-Dlaczego?
-Nie wiem. 
-Ona była w pierwszym miesiącu ciąży. Miałem zostać ojcem. Billy, dlaczego musiało to spotkać akurat mnie? 
-Tego nikt nie wie. Widocznie tak miało być. 

 Siedziałem tak jeszcze ze dwie godziny. W końcu zebrałem w sobie siły i wstałem. Po drodze do łazienki zacząłem ściągać z siebie ubrania. Wziąłem szybki prysznic. Wytarłem się ręcznikiem i założyłem bokserki. Wróciłem do łóżka. Z pokoju obok doszły mnie odgłosy i jęki. Zaśmiałem sie pod nosem i zasnąłem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz