niedziela, 27 maja 2012
57.Zakupy
Blondynka wylosowała"namiętny pocałunek" i "usta". Zakręciła butelką. Wypadło na Chrisa. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Po godzinnym graniu, zmęczeni padliśmy i zasnęliśmy w salonie na kanapach.
Rano obudziłam się jako pierwsza. Postanowiłam trochę posprzątać to pobojowisko. Po skończonej robocie zrobiłam dla pozostałych śniadanko i wyszłam na mały spacerek. Łaziłam tak bez celu,a moją głowę wypełniał natłok myśli. Nie pamiętam ile czasu zajął mi ten spacer. Gdy wróciłam wszyscy byli już na nogach.
-Niedawno odbył się ślub Toma, prawda?-Zapytała Majka.
-No tak.
-Masz jakieś zdjęcia?
Włączyłam laptopa. Wszyscy zebrali się dookoła i zaczęliśmy oglądać foty. Na pierwszym był Tom, który trzymał na rękach pannę młodą. Kilka następnych przedstawiało sceny sprzed ołtarza. Ogółem zdjęć było ponad sto. Na fotach ze ślubu się nie skończyło. Przeszłam teraz do kolejnego folderu. Były to zdjęcia z wycieczki. Na pierwszej byłam ja, kiedy się rozpakowywałam. Kolejne przedstawiało Jak leżę z Miłoszem na kocu obok jeziorka. Kilka następnych jak razem pływaliśmy. Starałam się nie pokazywać emocji, które mną targały. Wyłączyłam laptopa.
-To co dziś robimy?-Zapytałam.
-Może małe zakupy? Masz już coś dla malutkiej?-Zapytał się Justin.
-Jeszcze nic nie kupowałam. Nie widziałam takiej potrzeby.
-No to teraz coś się kupi.
Szybko się wyszykowaliśmy i poszliśmy na miasto. Dobrze zamaskowani łaziliśmy od sklepu do sklepu.
-Który dziś jest?-Spytałam od niechcenia.
-3 grudnia.
-Trza kupić jakieś prezenty.-I tak przez ponad 4 godzinki łaziliśmy i szukaliśmy odpowiednich prezentów. Oczywiście całej paczce dałam je tego samego dnia. Weszliśmy na dział dziecięcy.
-Jakie malutkie.-Zaśmiała się Majka pokazując mi malutkie skarpeteczki.
-Są w innym kolorze?
-Tak, są niebieskie różowe i pomarańczowe.
-Mogłabyś wrzucić do kosza pomarańczowe i różowe?-Oczywiście mogłam zrobić to sama,ale byłam już tak zmęczona,że ledwo stałam na nogach no i oczywiście mała była coraz to większa. Podbiegł do mnie Justin i pokazał malutkie śpioszki w misie.
-Słodkie. Gdzie Jess?
-Poszła po czapeczki.
Zakupy zajęły nam ze dwie godzinki, a i tak nie kupiliśmy za wiele. Zadzwoniłam do bliźniaków i oznajmiłam im,że przylecę dopiero na Boże Narodzenie. Tak więc mieliśmy dużo czasu dla siebie. Codzienne spacery dodawały mi sił. Z dnia na dzień czułam się lepiej. Niestety to co dobre szybko sie kończy. Dzieciarnia odprowadziła mnie na samolot.
Pół godzinki przed przylotem zadzwoniłam do Toma żeby po mnie przyjechał.
-I jak było?-Spytał się kiedy już wsiadłam do auta.
-Wspaniale. Obudź mnie jak dojedziemy.-Odpowiedzi już nie usłyszałam ponieważ zapadłam w sen.
-Wstawaj-Ktoś mną potrząsł.Leniwie otworzyłam oczy. Odpięłam pas i wysiadłam.
-Zaniosłem już twoje rzeczy.
-Dzięki.-Wyszłam z garażu i poszłam do salonu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz