sobota, 26 maja 2012
52.Szkoła
Siedzieliśmy wszyscy przy śniadaniu.Zaczęto temat szkoły. Jessica nie chodziła już do niej, tylko miała domowe nauczanie. Mi także bliźniacy zaproponowali takie rozwiązanie. Nie zgodziłam się wolałam pójść do szkoły. Sama nie wiem dlaczego. Bill do południa znalazł mi szkołę. Niestety musiałam iść już w poniedziałek. Jessi i Justi za tydzień mięli wyjechać do Paryża. Po co? Nie wiem. W głowie zrodził mi się pewien plan. Poprosiłam Biebera żeby zaprosił jednego ze swoich kolegów(Jessi oczywiście podpowiedziała mu kogo). Ja postanowiłam,że zaproszę Majkę.Dziewczyna zgodziła się od razu. Wysłałam po nią limuzynę. Christian przyleciał z rana następnego dnia, a Majka zaraz po nim. Widziałam, że rozmowa za bardzo się im nie kleiła.
Wieczorem podeszła do mnie Jessica.
-Kryśka cały czas się na ciebie gapi.
-To zrób coś, żeby gapił się na Majkę.
-Ani, ja cie nie poznaję.
-Tak, tak wiem.
-Ale on się kocha w tobie, a nie w niej. A z tego co wiem to też go kochasz.
-To nie ma znaczenia. Coś wymyślę.
-A co?
-Nie powiem.
-Oj no powiedz.
-Nie.
-Ale ty jesteś.
-No wiem.-Podeszłam do reszty.-Gramy w siedem minut w niebie!-Oznajmiłam. Usiedliśmy w kółku. Na środku położyłam butelkę.-Majka pierwsza.
Dziewczyna zakręciła. Wypadło na Christiana. Parka udała się do pokoju obok.
-Mówiłam, że coś wymyśle. Wyrzuciłam butelkę i oznajmiłam, że koniec gry.
-Ale ci się udało.-Zaśmiała się Jessi.
-Wiem. Cały czas miałam nadzieje, ze padnie właśnie na niego.
Po 20 minutach zaczynałam się zastanawiać co oni robią. Wyszli. Widać było na ich twarzach uśmiech.
Tak wiec cały tydzień spędzili razem. Tuż przed wyjazdem zostali parą. Jessica wyjechała wraz z Justinem. Tydzień dobiegł końca.-Jutro do szkoły-Pomyślałam. Chcąc nie chcąc położyłam się wcześniej spać. Rano zlazłam z łóżka niewyspana. Zaczęłam grzebać w szafach za luźna bluzką. Niestety mój brzuch był już za duży, żeby móc paradować w zwykłych bluzeczkach. Szybko przebrałam się i zeszłam na śniadanie.
-Za 10 minut masz być w samochodzie.-Oznajmił mi Bill. Szybko zjadłam kanapkę i przyszykowałam sobie bułeczkę z serkiem do szkoły. Szybko się spakowałam i poleciałam do auta. Za kierownicą siedział Bill a obok niego Tom. Jechaliśmy w ciszy.
Najpierw rozmawiałam przed szkołą z bliźniakami.
-Pamiętaj, masz się nie bić, słuchać nauczycieli, nie kłócić się z nimi.-Przypominał mi Tom.
-I lepiej żebyśmy nie byli wzywani już pierwszego dnia.-Dopowiedział Bill. Potem krótka rozmowa z dyrektorem. Pod klasa pożegnałam się z chłopakami po buziaku w polik i tyle ich widziałam.
Na szczęście pierwsza była wychowawcza. Wychowawczyni kazała mi wyjść na środek klasy i przedstawić się. Coś tam powiedziałam. Baba była nawet spoko. Uczyła muzyki.
-Usiądziesz z Joshem.
-Nie znam więc może mi pani wskaże?-Spytałam od niechcenia. Kobieta wskazała na wysokiego chłopaka, o czarnych włosach i błękitnych oczach. Usiadłam obok niego. Lekcja minęła nawet spokojnie. Wychowawczyni kazała Joshowi oprowadzić mnie po szkole. Na przerwie podeszła do mnie grupa wiary.
-Cześć, jestem Miłosz.-Przedstawił si.e blondyn.
-Elo. Też z polski?-Spytałam.
-Tak. To jest Michael, Monic, David, Wiktor, Jaden, Łukasz i Cody.
-Miło mi.-Podałam każdemu rękę.
-Michael chodzi z Monic, Jaden i Cody są bi, Łukasz chodzi z Emilii,a Wiktor jest wolny.-Ciągną dalej chłopak. Dzwonek na lekcje. Niestety chemia. Chcąc nie chcąc udałam się z resztą pod klasę.
Okazało się ,że chemiczka to twardy zawodnik. Nijak nie udał mi się jej złamać. Na szczęście materiał dobrze wykładała więc nie powinnam mieć kłopotów z tym przedmiotem. Potem francuski. Miałam drobny kłopot. Nie znałam tego języka. Na szczęście zaczęłam szybko go łapać. Na przerwach łaziłam z wiarą. Szkoła nawet mogła być. Niestety musiał się do mnie przyczepić jakiś plastik. Nie wytrzymałam. Po lekcjach złapała mnie za rękę i pociągnęła. Upadłam.Miłosz od razu podbiegł do mnie.Wyciągnął rękę,ale ja nie skorzystałam z jego pomocy. Wstałam o własnych siłach.
-O co ci chodzi?-Spytałam ze stoickim spokojem.
-Mnie? O to, że podrywasz mi chłopaka.-Wrzasnęła.
-Nikogo nie podrywam.-Nadal zachowywałam pozory spokoju. Niestety zaczął boleć mnie brzuch. Machinalnie złapałam się za niego. W duchu modliłam się żeby dziecku nic nie było.
-Anita?-Usłyszałam spanikowany głos Miłosza.
-Ccoooo?-Spytałam z trudem łapiąc oddech.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz