niedziela, 27 maja 2012

74.Ramki

Kiedy tylko wstałem, spojrzałem na zegarek. No tak, 13. Można było się tego spodziewać. Przeciągnąłem się leniwie i wstałem z łóżka. Swoje kroki skierowałem w stronę pokoju mojego klona.  Wszedłem bez pukania. 
-Witam zakochańców. Wstawać! Za pół godziny widzę was na dole.-Nie czekając na odpowiedź , wróciłem do swojego pokoju. Otworzyłem szafę. Wyciągnąłem z niej czarne spodnie i koszulkę tego samego koloru. Oczywiście ciuchy o kilka rozmiarów na mnie za duże.  Skierowałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się. 

 Staliśmy właśnie przy żelkach, kiedy moim oczom ukazała się Ona. Ciemnobrązowe , proste włosy. Niska z odpowiednim wyposażeniem. No i ten zaokrąglony brzuszek. 
-Bill-Szturchnąłem brata i wskazałem głową na dziewczynę. 
-Wygląda dokładnie jak... 
-Anita. Ona też by miała teraz taki brzuszek.-Odpowiedziałem smutnym głosem.
-Idziemy coś zjeść? 
-Jasne. 
 
 Do świąt pozostało kilka dni, więc postanowiliśmy zrobić zakupy świąteczne.  Wieczorem wróciliśmy obładowani torami. Zakupy schowałem do szafy. 
-Tom, jutro rano zawożę Julke na lotnisko. Pójdziemy potem do jakiegoś baru?
-Ledwo dziewczyna wyjeżdża, a ty już szukasz kogoś do towarzystwa?-Zaśmiałem się. 
-Nie ja, tylko ty. 
-Bill, rozmawialiśmy już o tym. 
-Tak wiem. Chcę jednak odzyskać tego dawnego Toma, który co noc przyprowadzał inną dziewczynę.Tego, który był wiecznie roześmiany, z którym dało się porozmawiać. Chodź, porozmawiamy.
-Przecież rozmawiamy cały czas. 
-Ugh, użyj czasem mózgu. 
  
Wspięliśmy się po schodach i weszliśmy do mojego pokoju. Spocząłem na łóżku, po czym poklepałem miejsce obok siebie. Bill usiadł. 
-No więc o czym chciałeś porozmawiać? 
-Kochałeś ją? 
-Co to za głupie pytanie? 
-Kochałeś? Odpowiedz. 
-Kochałem.-Odpowiedziałem po kilku sekundach. 
-Jesteś tego pewien? 
Uśmiechnąłem się do siebie. 
-Tak, oczywiście że jestem tego pewien. 
 Mój brat w odpowiedzi westchnął, po czym uśmiechnął sie ciepło. 
-Wiem,że bardzo przeżyłeś jej śmierć,ale nie możesz żyć przeszłością. Całymi dniami przesiadujesz w swoim pokoju. Tak nie można. 
-Wiem. 
-To czemu nic z tym nie zrobisz? 
-A co mam zrobić? Nie radze sobie. 
-Po pierwsze, wyjść do ludzi. Po drugie, to znajdź sobie kogoś.
-Tylko, że ja nie chcę nikogo innego. 
-Nie marudź. Idziesz ze mną na dół? 
-Tak tak. Zaraz zejdę. 
 
 Kiedy Bill wyszedł wyciągnąłem album ze zdjęciami. Wtedy przyszło mi coś do głowy. Zbiegłem na dół do salonu. 
-Julka1 Masz jakieś zdjęcia z Anitą? 
-Jasne. Są gdzieś w torbie.  Kochanie, przyniesiesz? 
 Już po kilku sekundach cały stół był oblężony przez fotografie. Z każdym zdjęciem była związana krótka bądź dłuższa historia. Humor nieco mi sie poprawił. 
-Chcecie coś do picia?  
-Cole.-Bill nawet nie spojrzał na mnie, gdyż zapatrzył się w zdjęcie na którym była Jula z pieskiem na rękach. 
-Ja też poproszę.-Uśmiechnęła się dziewczyna.  
 
-Bill, mamy jakieś ramki na zdjęcia? 
-Tak, powinny gdzieś być. 
-Poszukaj. 
-Czemu ja? 
-Bo jesteś młodszy i ci karzę. 
 Brat w odpowiedzi warknął i wyszedł z salonu. Po chwili wrócił z jakimś kartonem.  
-Co to jest?
-Ramki. 
-Dawaj. 
 Wyciągnęliśmy szukane przedmioty. 
-Co masz zamiar z nimi zrobić? 
-Zobaczysz. 
 Po pół godzinie wszystkie ramki były ze sobą złączone. Zajmowały prawie całą ścianę salonu. Powkładałem w ramki zdjęcia tworząc nie małą wystawkę. 
-Jak się podoba?-Zapytałem z uśmiechem? 
-No no. Muszę przyznać,że czasem myślisz. 
-Czasem? 
-No dobra, prawie nigdy.  
-Radzę ci uciekać.-Zacząłem gonić brata po całym domu. Julka przyglądała sie tej gonitwie i śmiała się. Do porządku przywołała nas po jakiejś godzinie, kiedy to Bill już opadł z sił.   

 Rano obudził mnie budzik bliźniaka. Leniwie wstałem z łóżka. Nie miałem na nic sił, ponieważ była dopiero 9. Obiecałem Billowi,że pojadę z nim odwieść Julkę na lotnisko.  Szybko się ubrałem i zszedłem na dół. 
W kuchni, przy stole siedziała już dziewczyna. 
-Hej.-Przywitałem ją całusem w policzek.  
-No hej. Siadaj i jedź.  
Dopiero po chwili dojrzałem talerz wypełniony górą kanapek. Usiadłem na przeciwko Juli i zająłem się jedzeniem. 
-Smakuje? 
-Bardzo. Bill dobrze sobie wybrał przyszłą żonę. 
-Haha, bardzo zabawne, wiesz? Bill sam mówił,że nie weźmie nigdy ślubu. 
-Zobaczysz, jeszcze zmieni zdanie. 
-No nie wiem. 
-Ale ja wiem.
-Co mnie obgadujecie?-Do pomieszczenia wpadł Bill. 
-A kto powiedział,że ciebie?-Julka wystawiła mu język po czym się zaśmiała. 
 
 Odstawiliśmy Julkę na lotnisko. Pożegnałem ją całusem w policzek i oddałem ją bratu. Całowali się chyba z godzinę. Ledwo zdążyła na samolot. W drodze powrotnej Bill zaczął myśleć na głos. 
-Tak się zastanawiam. Dlaczego lekarz nie wpuścił nikogo na salę An? No i dlaczego trumna była zamknięta? 
-Możemy zostawić ten temat? Chociaż w sumie masz rację. To dosyć dziwne. 
-To co do baru? Czy wolisz robić coś innego? 
-Mieliśmy dzisiaj robić te kolczyki. 
-Oki. 

 W salonie byliśmy już po pół godzinie. Bill zrobił sobie kolczyk w wardze po przeciwnej stronie. Ja zrobiłem sobie obok pierwszego. Nie powiem, wyglądało to dosyć fajnie. Potem postanowiliśmy wrócić do domu i się spakować. W planach mięliśmy pobyt w Niemczech przez kilka tygodni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz