niedziela, 27 maja 2012

67.Półfinał


Te kilka dni minęło tak szybko. Nawet nie zorientowałam sie, kiedy trzeba było przygotować się do półfinału. Sama nie wierzyłam,że przeszłam dalej. Przez cały czas łaziłyśmy po mieście. Wieczorami zasiadałam do laptopa i pisałam zakończenie do mojej powieści o ile można było nazwać to co udało mi sie napisać. Tak więc oto dalsza część.  

  Stanęłam wyprostowana. To był ten moment. Czułam go całym ciałem. Już za chwile moje ciało miało runąć bez życia na podłogę. Moje oczy miały pozostać puste, a ja miałam wyglądać jakbym spała. Mogłam zginąć z rąk każdego, ale nie jej. Sama myśl o tym,że taka istota mogłaby mnie dotknąć przerażała mnie. A co dopiero zabić. Nie bałam się śmierci. Było to coś upragnionego, coś czego oczekiwałam. Ale sama myśl,że sprawczynią mogłaby być Marlena... Aż ciarki przechodziły po plecach. Na twarzach zgromadzonych widziałam mieszane uczucia. Najwięcej było jednak wstrętu i obrzydzenia. Tak, to było to co jednoczyło w danej chwili nas wszystkich. 
-Dalej. No... na co czekasz? Boisz się? -Zaśmiałam się.
-Nie. 
-To dlaczego?hmm? Spójrz mi w oczy!-Ostatnie zdanie wykrzyknęłam. Dziewczyna lekko poruszona zbliżyła się powoli do mnie. Widać było,że ociąga się. Stała na tyle blisko,że mogłam poczuć jej ohydny oddech na skórze. Nie musiałam patrzeć, aby wiedzieć że właśnie wyciąga sztylet. Ten sam, który wisiał w mojej sypialni nad łóżkiem. Ten sam, którym ostał wyryty pentagram na moim brzuchu. Ostrze, które nie zdołał mnie zabić miało dokończyć dzieła. Czyt tak to wszystko powinno się skończyć. 

-Spójrz mi w oczy. Chcę abyś patrzyła mi w oczy.-Wykonała moje polecenie.Ostrze sztyletu zaczęło się zbliżać w miejsce, gdzie znajdowało się moje serce. Nie bałam się. Wiedziałam,że za chwilę spotkam się z ukochanym bratem. Sztylet tak ostry,że mógłby przeciąć skałę na pół,dotkną mojej skóry. Zaczął zagłębiać się w moim ciele. Czułam jak przechodzi przez kolejne warstwy mojego jestestwa, jak dociera do serca, po czym je przebija na wylot i brnie dalej, aż w końcu zatrzymuje się poza moim ciałem. Nie czułam nic. Zero bólu czy nawet najmniejszego ukłucia.Nic od samego początku. 

 Dziewczyna odsunęła się ode mnie na odległość dwóch metrów. Udało jej się. Dokonał czegoś,czego nikt do tej pory nie potrafił. I przez ten cały czas, kiedy wbijała stalowy przedmiot w moje ciało, patrzyła mi się w oczy. Poza zielonymi soczewkami nie było w nich nic. Nic co by świadczyło o tym,że jest człowiekiem. A dlaczego? Bo ona już dawno zatraciła człowieczeństwo. 
 Szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia po czym ruszyła pędem w stronę schodów. Nie udało jej sie. Ochrona złapała ja tuz przed pierwszym stopniem. 

 Moje ciało opadło bezwładnie na czerwoną podłogę. Czy była czerwona? Nie była biała. Leżałam w kałuży własnej krwi. Było jej tak dużo,że można było kałuże nazwać jeziorem.Wszyscy podbiegli do mnie.Uśmiechnęłam się lekko do nich i zamknęłam oczy. 
-Kocham was.-Tylko tyle udało mi się wydobyć z siebie. Krew była już nawet w moich ustach. Miałam udać się do krainy morfeusza ,by już nigdy z niej nie powrócić.  

 Poczułam sie lekka. Nic już nie czułam... nic nie słyszałam. Pozostawałam tyko ja i ta jasność wokół. A więc jednak komuś udało się mnie zabić. Skończyła się moja wędrówka. Trwałam w tej pustce... nic innego się nie liczyło... Pozostawały już tylko wspomnienia, które nie bledły. O nie... wręcz przeciwnie... stawały sie coraz to wyraźniejsze. 
 Podniosłam się. Byłam w tej samej czarnej sukience która nie była już poplamiona krwią. Rana zniknęła. Nie pozostał po niej nawet ślad.Wszystkie moje blizny, zranienia urazy ...zniknęły. Tak po prosty. Zobaczyłam przed sobą ścieżkę ułożoną z czerwonych płatków róży. Rozejrzałam się dookoła. Nie było nic prócz tej ścieżki i bieli, która mnie otaczała. Ruszyłam wyznaczoną drogą do lepszego świata. 

 Tak, to było najodpowiedniejsze zakończenie. Postanowiłam,że tak to zakończę. Odłożyłam sprzęt na szafkę nocną. Położyłam sie spać, ponieważ było grubo po północy. 
 Rano obudził mnie mój ukochany budzik. Wstałam i zaczęłam się ubierać. Czarne rurki i jakaś czarna bluzka w rozmiarze XXL na której były czaszki. Tak, teraz czułam się sobą. Poranna toaleta i już była jedenasta. Obudziłam Klaudię i poczekałam aż ona sie wyszykuje. Zeszłyśmy razem na obiad. 

 Na szczęście zdążyłyśmy. Klaudia panikowała,że się spóźnimy. Powodem tego była czapka, którą koniecznie chciałam założyć. Pasowała idealnie do stroju, więc przez godzinę byłam zajęta wywalaniem wszystkiego z szafek. 
 Jakimś cudem udało nam się dotrzeć na czas. Teraz miało odpaść ponad 50 uczestników. Do tej pory nie zwróciłam uwagi, kto przeszedł a kto nie. Jak zwykle miałam być na końcu. Usiadłam na widowni. W głowie starałam sobie przypomnieć tekst piosenki. Niestety na próżno. 

 Nadeszła moja kolej stanęłam i wyczekiwałam momentu w którym miałam zacząć śpiewać.  
Mama sag mir was du meinst
Sag mir warum es hier so dunkel ist
Mama sag warum du weinst
Ich weiss nicht warum du traurig bist
Sind das Sternschnuppen da oben
Was ist dort vorbei geflogen
Warum friere ich so sehr ?
Warum schlägt dein Herz so schnell
Wieso wird es dort hinten hell
Wo kommt dieser Donner her ?


Mama Ana Ahabak
Mama ich liebe dich
Mama Ana Ahabak
Komm doch und beschütze mich


Mama wohin soll'n wir geh'n
Ich will nach Hause
Es ist schon so spät
Mama warum niederknien
Was sagst du ist das nicht ein Gebet
Zieh nicht so an meiner Hand
Wieso drückst du mich an die Wand
Und warum geh'n die Lichter aus ?
Ich kann kaum noch etwas seh'n
Sag wieso müssen wir hier steh'n
Warum gehen wir nicht nach Haus ?


Mama Ana Ahabak
Mama ich liebe dich
Mama Ana Ahabak
Komm doch und beschütze mich
Mama Ana Ahabak
Ich seh' die Sterne nicht
Mama Ana Ahabak
Ich sehe nur dein Gesicht


Kannst du mir sagen wo wir sind
Wo laufen diese Leute hin
Sag mir ist unser Weg noch weit ?
Warum sagst du denn nichts mehr
Wieso sind deine Augen lehr
Sag bin ich Schuld ?
Es tut mir leid ...


Mama Ana Ahabak
Mama Ich liebe dich
Mama Ana Ahabak
Komm doch und beschütze mich
Mama Ana Ahabak
Denn wenn die Nacht anbricht
Mama Ana Ahabak
Sehe ich die Sterne nicht
Ich sehe nur dein Gesicht
Verlass mich bitte nicht 
 Występ zakończyły oczywiście oklaski. Byłam naprawdę wykończona. To latanie po scenie daje nieźle w kości. 
-I na to czekałem!-Odezwał się pierwszy bebs. 
-Chyba najwyższy czas ogłosić, kto przechodzi do finału.-Oznajmił Tom. Miałam zamiar zejść ze sceny, ale powstrzymał mnie.-A ty gdzie? Stawaj mi na miejscu i czekaj na pozostała dziewiątkę.-Na te słowa ogromnie się ucieszyłam. Jednak nie trwało to długo, ponieważ po wyczytaniu ostatniej osoby zamarłam. Nie miałam pojęcia,że w ogóle się tu dostała, a co dopiero do finału. Marlena przecież fałszowała tak,że aż szyby w samochodach pękały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz