niedziela, 27 maja 2012

60.Album


Ja i moja wredota obudziłyśmy się wcześnie rano. Powód? Moja kochana córeczka była głodna. Szybko ją nakarmiłam i przebrałam.  Ubrałam ją w różowe śpioszki i zeszłam z nią na dół.  Zrobiłam sobie omleta po czym go zjadłam. Nie miałam za bardzo co robić. Bawiłam się z małą.  Była jeszcze za mała żeby wziąć ją na dwór.  
 Kolejne dni mijały beztrosko.  


-Już jutro chrzciny.-Zamyśliłam się. 
-Tak, a za kilka dni Angela urodzi.-Wyszczerzył się Tom. W domu panowało ożywienie. Miałam chwilę spokoju. Mała właśnie zasnęła. Do salonu wszedł Bill. 
-Mam zdjęcia.-Rzucił kopertę na stolik. Otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej dosyć dużo zdjęć. 
-Pomożecie wypełnić album?-Spytałam się zebranych. Mała dostała album od bliźniaków. Moim obowiązkiem było wypełnianie go różnymi zapiskami i zdjęciami.  Już po chwili wszyscy siedzieliśmy przy stoliku i wybieraliśmy zdjęcia.  Pierwsza kąpiel i takie tam. Zapatrzyłam się na jedno ze zdjęć. Przedstawiało ono jak leżeliśmy we trójkę na łóżku. Ja po lewej Kuba po prawej, a w środku Aniela. Po chwili obraz się zmienił. Zamiast Kuby był Miłosz, Geo i jeszcze jakiś chłopak. Te obrazy trwały i za każdym razem nie widziałam Kuby. Odłożyłam zdjęcie. Po godzinie kilka pierwszych stron było wypełnionych.(A trzeba dodać,że były ich tam setki)  


 Mała jadła już z butelki. Myślałam,że będzie gorzej. Na szczęście miałam pełno wolnego czasu, który poświęcałam na naukę.  Aniela była rozchwytywana przez wszystkich, tak więc nie nudziło się nikomu.  Całe dnie pochłaniała mi szkoła. Jak mijał mi dzień? 
 Rano pobudka. Śniadanie. Do szkoły. Szkoła. Dom. Obiad. Granie dla małej"Dla Elizy"(tylko przy tej melodii zasypiała). Lekcje, czas wolny. Zajmowanie się małą. Kolacja. Kompanie małej. Granie dla niej"Dla Elizy". Zajmowanie się sobą i Kubą. 


-Wszyscy już zaproszeni?-Oczywiście Jost zawsze o wszystkim pamiętał. Chwała Bogu,że polubił małą. Mieliśmy go zawsze pod ręką.   
-Tak. Rodzina Kuby, znajomi. Rodzina zespołu. Mam nadzieję,że Kanada się nie spóźni(czyt. Jess i reszta). 
 Po kościele mieliśmy iść na salę. Najpierw trzeba było małą ochrzcić. Matką chrzestna miała być Jessica. Ojcem Tom. Cała ceremonia była nawet znośna. Gorzej na sali. 

 Na sali rozbrzmiewa muzyka. Szwedzki stół zdał egzamin. Potrawy były pierwsza klasa. Wszyscy tańczyli, śpiewali i takie tam. Mała spała w pokoiku na górze, gdzie hałas nie dochodził. Tańczyłam wtulona w Kubę. Nagle stanęliśmy. Obróciłam się, a przed nami Stała Marlena. 
-Co ty tu robisz? 
-Przyszłam do Kuby. 
-Po co?-Nie dawałam za wygraną. 
-Nie twoja sprawa. 
-A właśnie,że moja. 
-Jak chcesz. Kuba ,będziesz ojcem. Mam nadzieję,że się cieszysz. 
Stałam w osłupieniu. Na szczęście po sekundzie znalazła sie przy mnie Jessica. 
-Anita, spokojnie. Ona cię tylko podpuszcza. 
-Ty się z nią pieprzyłeś?!-Wydarłam się. Na szczęście mój wrzask zagłuszyła muzyka. Nikt ie raczył mi odpowiedzieć.-Uznaję to za"tak".-Wnerwiona wyszłam z imprezy. Najpierw szłam,ale po chwili biegłam już. Całą siłę wkładałam w ten bieg. Dotarłam do parku. Usiadłam na ławce. Cała się trzęsłam z nerwów. 
-Jak mogłam być taka głupia? 
-Kto powiedział,że jesteś głupia?-Wszędzie poznałabym ten głos. Ale było niemożliwe, aby dane mi było go słyszeć. Odwróciłam. Stałam twarzą w twarz z Miłoszem. 
-To niemożliwe. 
-Mylisz się. 
-Przecież byłam na twoim pogrzebie. Jakim cudem ty żyjesz? 
~~~~~~ 
A może mnie wcale nie ma?
może to tylko
jakieś odbicie w zwierciadle?
takim normalnym
co z lewego robi prawe -
bezprawnie!
może mnie nigdy nie było?
może się wszystko przyśniło?...
...tylko skąd ta miłość?
najprawdziwsza -
choć jej ani zobaczyć
ani dotknąć
ani usłyszeć
fizycznie -
nie waży nic
i jest bezkształtna
chemicznie -
bezwonna
i bezbarwna...
...tylko boli naprawdę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz