niedziela, 27 maja 2012
62.Witam śpiochy
-Dzięki. Ciocia z Gordonem jeszcze są?
-Tak. Powinni być w kuchni.
-Dobra, to ja do nich idę.-Poszłam do kuchni. Przy stole siedział Gordon, a Simon wyciągała coś z lodówki.
-Cześć.
-Cześć. A ty co taka nie wyspana?-Ciocia jak zwykle była podejrzliwa.
-A, nie spałam dzisiaj w domu. Będę musiała podziękować Jessi i Justinowi za opiekę nad małą.
-Wczoraj byłaś jakaś podenerwowana. Stało się coś?
-W zasadzie to tak. Ciociu, nie widzieliście przypadkiem Kuby?
-Niestety nie.
Usłyszałam płacz małej.Weszłam po schodach ledwo trzymając się na nogach. Weszłam do pokoju. Aniela zapłakana domagała się śniadanka i przewinięcia. Szybko się z tym uporałam i przebrałam ją w czyste ciuszki. Nie obchodziło mnie gdzie był Kuba. Dałam mu szansę,którą zmarnował. Wzięłam Aniele na ręce i zeszłam na dół. Połowa gości pojechała już w nocy. Tak samo rodzina Kuby. Miałam nadzieję,że pojechał z nimi.
Wsadziłam małą do bujaka. Na jakiś czas miałam ją z głowy.Dałam jej do rączek słodkiego i miłego w dotyku misia, którego dostała od Jessicy. Na szczęście nie musiałam nic w domu robić. Remont był zaplanowany na czerwiec. Jakiś impuls kazał mi wziąć na ręce małą i zanieść ją do Jessicy.
W pokoju było cicho. Mała zaśmiała się. Jej twarzyczka była uśmiechnięta. Zapewne ucieszyła się na widok wujostwa.
-Witam śpiochy. Widzę,że nieźle się u was w nocy działo.
-Daj nam spać.-Powiedziała wnerwiona Jessica nawet nie podnosząc głowy.
-Śpi się w nocy. Macie pod opieką Aniele. Mleko jest w lodówce. Mój numer macie.
-A ty gdzie?
-Muszę coś załatwić.-Ucałowałam córeczkę i posadziłam ją na pościeli.
Wyszłam i skierowałam sie do pokoju Angeli i Toma. Weszłam bez pukania.
-Hej. A gdzie Tom?-Angela siedziała na łóżku bawiąc się telefonem.
-Hej, w łazience.-Usiadłam obok niej.-A o co chodzi?
-Chciałam się zapytać, czy nie widzieliście Kuby.
-Przykro mi skarbie, ale niestety nie. Zastanawialiśmy się z reszta czy nie zrobić przyjęcia-niespodzianki dla Georga.
-Rzeczywiście, on ma w sobotę urodziny.-Siedziałyśmy przez chwilę w ciszy. Wydawało mi się,że Angeli zaczęły się skurcze.
-Tom! Radzę ci się szubko ubrać i iść do auta.
-Dlaczego?-Dobiegł mnie głos z łazienki.
-Bo Angela rodzi. Właśnie odeszły jej wody.-Już po sekundzie Tom stał obok.
Siedzieli już w samochodzie.
-Spakuje jej torbę i będę tak za dwie godzinki, bo muszę coś jeszcze załatwić.-Obiecałam im. Odjechali z piskiem opon. Pobiegłam do ich sypialni i zaczęłam szukać wszystkich potrzebnych rzeczy. Znalazłam małą wyprawkę dla dziecka:
-kocyk
-pieluszki
-śpioszki
-smoczek
-ubranka
-i inne drobiazgi oraz ciuchy i kilka przydatnych rzeczy dla młodej mamy.
Szłam przez miasto z torbą zawieszoną na ramieniu. Chciałam znaleźć Kube. Może dlatego żeby przekonać się na własne oczy, że jest z nią szczęśliwy. Doszłam do parku. Przy ławce stali i kłócili się Kuba z Marleną. Z daleka spokojnie mogłam usłyszeć ich wrzaski.
-Jak mogłaś jej powiedzieć,że jesteś ze mną w ciąży? Przecież my nawet ze sobą nie spaliśmy!
-Nie denerwuj się tak.
-Jak mam się nie denerwować? Powiedz jak? Spieprzyłaś mi życie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz