niedziela, 27 maja 2012

58. 27 stycznia


 Powoli zaczynało robić sie ciepło. Koniec stycznia, ale i tak dosyć przyjemnie. Łażenie z takim brzuchem? Jakoś dawałam radę. Ten spacer był wyjątkowy. Otóż 27 stycznia zdarzyło się coś co nie powinno mieć miejsca. Szłam wczesnym wieczorem przez park. Po chwili poczułam,że ktoś łapie mnie w tali. Machinalnie sie odwróciłam. Serce zamarło mi na moment. Kuba. Potrzebowałam kilku sekund żeby to ogarnąć. 
-Po co tu wróciłeś.-Zapytałam opanowanym głosem. W odpowiedzi pocałował mnie namiętnie. Przywarłam do drzewa. To był chyba dąb.Czułam sie cudownie. 
-Ale jak... skąd ty...gdzie ta twoja Marlena?  
-To jest już nieważne. Jesteśmy teraz tylko we dwoje. 
 Patrzyliśmy sobie w oczy. W jego widziałam: 
-Żal. Żal za to co się stało. 
-Prośba o przebaczenie. 
-Skruchę. 
-Strach,że nigdy więcej może mnie nie zobaczyć. 
-Niepewność o każdą kolejną sekundę. O każdy kolejny oddech, uderzenie serca. Niepewność, która było pewna. 
-Niestałość, która mieszała się wraz ze stałością. Ze stałością naszych uczuć.  
-Miłość. Miłość,która łączyła nas. Miłość do mnie, do naszej córeczki.
 Kiwnęłam głową. Moje serce zatrzymało się na ułamek sekundy. Nic już nie czułam. Ani ruchów dziecka, ani nawet lekkiego powiewu wiatru. Czy ktoś włączył replay? Przytrzymałam się Kuby żeby nie upaść. Wszystko działo się w ułamkach sekundy. Przyjechała karetka. Potem szpital ,sala. Chwila i już trzymałam swoją córeczkę w ramionach. Byłam wycieńczona,ale i szczęśliwa. 
-Jak jej dasz na imię?-Do sali weszła kochana rodzinka(czyt. Bill, Gustav, Georg, Marlen, Tom i Angela) 
-Nie wiem. 
 Pielęgniarka weszła do pomieszczenia. Spojrzała na nas i już miała coś powiedzieć gdy jej przerwałam: Oni nie wyjdą. Kobieta pokręciła głową ze rezygnacją. Wzięła moje maleństwo i ułożyła w inkubatorze.  Nagle przypomniał mi się sen. Tak to było to. 
-Aniela. 
-Hmmm? 
-Tak samo jak Angela tylko że po polsku. Aniela. 
-Ślicznie. 
-Kubiii. Mam prośbę. Zadzwoń do Jessicy.  
 Jakoś minął nam ten wieczór. Koło 23 wszyscy wybyli a ja zasnęłam.  Następnego dnia (co było dosyć dziwne) odwiedziła mnie paczka z Kanady. Dostałam dla małej piękne zabaweczki i ubranka. Właśnie miałam na rękach małą. 
-Mogę? A właśnie Jessi, kiedy my będziemy mieć takie maleństwo? 
-A co chciałbyś? 
-Z tobą oczywiście. 
-Za kilka lat. 
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Czas szybko mijał. Potem odwiedziła mnie jeszcze reszta. Rana na plecach szybko się zagoiła. 
 Nareszcie w domu. Położyłam mała do łóżeczka i zeszłam do salonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz