sobota, 26 maja 2012

55.Ślub


W tej chwili nie byłam już w stanie dłużej nad sobą panować. Zaczęłam się na niego drzeć. 
-To koniec. Przepraszam za to,że zdradziłem cię z nią. Wiem ,że nigdy mi tego nie wybaczysz... 
-Masz rację, nigdy ci tego nie wybaczę.-Szybkim krokiem wyszłam z domu. Starałam się nie biec. Jednak mi się nie udało. Popędziłam do hotelu. Zamknęłam się w pokoju by przemyśleć sobie wszystko. Rano wiedziałam już ,że to koniec. Postanowiłam dziś odwiedzić groby. Popędziłam do chłopaków żeby ich obudzić. Nie mając pomysłu na pobudkę zaczęłam skakać im po łóżkach. 
-Jestem głodna i mam już ze sto pomysłów na dziś. 
-Nie tak szybko mała, my jeszcze śpimy.-Mruknął Bill. 
-Macie godzinkę na wyszykowanie się. Będę czekać na was na dole.-Nie czekając na odpowiedź ubrałam buty, kurtkę i wybiegłam z hotelu na małe śniadanko. Kochana córeczka miała ochotę na pączki, więc co poradzić? Zjadłam ze trzy. Potem pochodziłam jeszcze trochę i wróciłam do hotelu. Nie czekałam na nich długo ,bo już po 10 minutach zeszli. Nic nie mówiąc szliśmy przez miasto. Spojrzałam na nich. Nadal byli na mnie źli.W sumie to nie dziwiłam im się, bo sama byłabym zła za tak wczesna pobudkę. No, ale cóż ja to ja. Wtedy postanowiłam,że nie będę zachowywać się jak jakiś dzieciak. Dorosła? Nie, to nie dla mnie. Postarałam się być bardziej poważną, trochę wydorośleć. Zastanawiało mnie jedno.Zaśmiałam się.  
-Co cie tak rozbawiło?-Spytał zirytowany Bill. 
-Zauważyliście? Zamieniliście się chyba osobowościami. 
-Nie rozumiem.-Zdziwił się Tom. 
-No do niedawna, to Bill był romantykiem, a ty chodziłeś na panienki. Teraz jest na odwrót. Ty się żenisz, a Bill co chwila ma nową dziewczynę.-Nikt nic więcej nie powiedział.  
Sag mir was ist bloß um uns geschehn 
Du scheinst mir auf einmal völlig fremd zu sein 
Warum geht´s mir nich mehr gut 
Wenn ich in deinen Armen liege 
Ist es egal geworden was mit uns passiert 


Wo willst du hin ich kann dich kaum noch sehn 
Unsre Eitelkeit stellt sich uns in den Weg 
Wollten wir nicht alles wagen, ham wir uns vielleicht verraten 
Ich hab geglaubt wir könnten echt alles ertragen 


Symphonie 
Und jetzt wird es still um uns 
Denn wir steh´n hier im Regen haben uns nicht´s mehr zu geben 
Und es ist besser wenn du gehst 


Denn es ist Zeit 
Sich ein zu gestehn dass es nicht geht 
Es gibt nichts mehr zu reden denn wenn`s nur regnet 
Ist es besser aufzugeben 


Und es verdichtet sich die Stille über uns 
Ich versteh nich ein Wort mehr aus deinem Mund 
Haben wir zu viel versucht, warum konnten wir´s nicht ahnen 
Es wird nicht leicht sein das alles einzusehn 


Symphonie 
Und jetzt wird es still um uns 
Denn wir steh´n hier im Regen haben uns nicht´s mehr zu geben 
Und es ist besser wenn du gehst 


Denn es ist Zeit 
Sich ein zu gestehn dass es nicht geht 
Es gibt nichts mehr zu reden denn wenn´s nur regnet 
Ist es besser aufzugeben 


Irgendwo sind wir gescheitert 
Und so wie´s ist so geht´s nich weiter 
Das Ende ist schon lang geschrieben 
Und das war unsre.... 


Symphonie 
Und jetzt wird es still um uns 
Denn wir steh´n hier im Regen haben uns nicht´s mehr zu geben 
Und es ist besser wenn du gehst 


Denn es ist Zeit 
Sich ein zu gestehn dass es nicht geht 
Es gibt nichts mehr zu reden denn wenn`s nur regnet 
Ist es besser aufzugeben 
 Właśnie tą piosenkę miałam w głowie. Postanowiłam zacząć wszystko od początku. Być może z Miłoszem. Z takim rozważaniem doszliśmy do cmentarza. Nie zabawiliśmy tam długo. Uprzątnęłam nagrobki, zapaliłam znicze i takie tam. Potem poszliśmy na pizze. Musiałam się jakoś zrehabilitować za poranną pobudkę.Na szczęście klony przestały się na mnie gniewać. Potem jeszcze trochę połaziliśmy po sklepach. Odwiedziłam znajomych i na tym zakończył się nasz dzień. Na łóżko padłam szczęśliwa,że w ogóle do niego się doczołgałam. Tej nocy nic mi się nie śniło. Co było dosyć dziwne, bo odkąd trafiłam do sekty miałam zawsze sny. Odkąd trafiłam do sekty... miałam sny...Coś mi się nie zgadzało. Sen... sekta...Tak to wszystko się jakoś łączyło. To wszystko było ze sobą związane. Sen był tak realistyczny. Tak... właśnie ten sen,  to on był kluczem do wszystkiego i niczego. Postanowiłam odstawić to na potem. Ubrałam się szybko i spakowałam rzeczy. Nie musiałam czekać na chłopaków, to oni czekali na mnie. Bez śniadania wsiedliśmy do auta. Najprawdopodobniej przespałam całą podróż. Obudziłam się w garażu. Oczywiście ani żywej duszy. Rozciągnęłam kości i wyszłam z auta. Nagle powróciło do mnie to co było kiedyś. Jak wpatrywałam sie w zdjęcie Toma i myślałam"Boże jak ja go kocham". Teraz też go kochałam,ale jako brata. Dosyć. Skarciłam siebie w myślach. Robiłam wszystko na opak. Na przykład w seksie nie powinnam być taka tradycyjna, nieśmiała. To nie w moim stylu.  
 Ostatnie przygotowania. Zapinałam zamek od sukienki panny młodej. Od samego rana był harmider. Goście już się zjechali. Tom i Bill poszli się przebrać, a ja robiłam Aniołowi makijaż. 
-Nigdy nie wspominałaś mi skąd znasz francuski. 
-Tak jakoś wyszło. Dużo podróżowałam. 
-Skąd pochodzisz?  
-Urodziłam się w Polsce.Potem mieszkałam w Francji, Anglii, we Włoszech w USA i w końcu trafiłam do Niemiec. 
-Dużo zwiedziłaś. 
-Trochę. Jeszcze w żadnym z tych krajów nie spotkałam takich jak wy. 
-Dziękuję za komplement.
-Ależ nie ma za co.-Roześmiałyśmy się. Czas płynął bardzo szybko. Nawet nie zauważyłam jak zabrzmiało ceremonialne"Tak". Ogółem było bardzo miło. Poznałam Andreasa. Czas tak szybko leciał. Nie potrafiłam sie nacieszyć jedną chwilą, jak przychodziła następna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz