niedziela, 27 maja 2012
75.Veri
-Muszę dziś do niej zagadać.-Powtarzałem to już od tygodnia. Nic jednak z tym nie robiłem.
-Tom!-Doszło mnie wołanie chyba z salonu.
-Czego?
-Idziesz na zakupy?
-Nie chce mi się.
-Dobra, w takim razie to ja zagadam do tej dziewczyny.
Kiedy to usłyszałem od razu popędziłem do brata.
-Jednak zmieniłem zdanie. Możemy jechać.
-Wiedziałem,że to podziała hahaha.
-I z czego się śmiejesz? Wyłaź.-Popchnąłem brata w stronę drzwi. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Od razu zacząłem rozglądać się za dziewczyną. W końcu ją dostrzegłem. Powoli ruszyłem w jej kierunku. Kiedy znalazłem się już jakieś dwa metry za nią szeptem zapytałem
-Hej piękna. Jak masz na imię?
Usłyszałem cichy chichot.
-Z czego się śmiejesz?
-Ja z niczego.-Nieznajoma odwróciła się do mnie przodem.-Jestem Verinen w skrócie Veri.
-Dosyć oryginalne imię. Podoba mi się.-Posłałem jej ciepły uśmiech.-Może miałabyś ochotę na kawę?
-Na kawę nie za bardzo,ale lody z chęcią.
Oczami Veri
Wybrałam się znowu do tego sklepu. Miałam nadzieję,że dzisiaj znowu go zobaczę. Postanowiłam,ze jeżeli on się do mnie dzisiaj nie zagada to ja to zrobię. Ubrałam kurtkę i wyszłam. Po drodze spotkałam Luizę.
-Cześć. Gdzie się wybierasz?
-Idę do sklepu. Idziesz ze mną?
-Nie dzięki. Śpieszę się do domu. Emil na mnie czeka.
-Dobra, przekaż mu że będę wieczorem.
-Hej.
Ruszyłam w dalsza drogę. Już po kilku minutach byłam w środku. Poszłam na dział z nabiałem. Właśnie zastanawiałam się który jogurt wybrać, kiedy usłyszałam za sobą szept.
-Hej piękna. Jak masz na imię.
Na dźwięk tego głosu lekko zadrżałam. Był taki ciepły i cudowny. Zaśmiałam się cichutko.
-Z czego się śmiejesz?
-Ja z niczego.-Odwróciłam się do niego przodem.-Jestem Verinen w skrócie Veri.
-Dosyć oryginalne imię. Podoba mi się.- Posłał mi ciepły uśmiech.-Może miałabyś ochotę na kawę?
-Na kawę nie za bardzo,ale lody z chęcią.
Usiedliśmy przy stoliku czekając aż kelner podejdzie. Nie musieliśmy długo czekać.
-Co dla państwa?
-Więc na co masz ochotę?-Tom znowu posłał mi ten ciepły uśmiech. Miałam wrażenie jakbym znała go od dawna. A przecież to nie możliwe.
-Hmmm. Na lody jak dla mnie jest trochę za zimno, więc może jakieś ciastko i herbata brzoskwiniowa.
-Dwa najlepsze ciastka i dwie herbaty brzoskwiniowe.-Chłopak szybko złożył zamówienie.
-O czym chciałeś rozmawiać?
-No nie wiem. Może o tym kim jesteś, co lubisz i takie tam. Chce cie lepiej poznać.
-Więc pytaj.-Uśmiechnęłam się lekko.
-Czym zajmujesz się na co dzień?
-Niczym, to znaczy nie pracuję. Nie muszę. W sumie to fajnie byłoby gdzieś pracować, ale nie wiem gdzie. Jestem tylko wolontariuszką w schronisku.
-Jak tam jest?
-Na pewno głośno.-Zaśmialiśmy się.-A tak na poważnie , to panuje tam miła atmosfera. Kocham tam przychodzić i widzieć codziennie te wesoło merdające ogony i te oczęta pełne miłości. -Po wypowiedzeniu tych słów zobaczyłam przed oczami swoich podopiecznych. Z zamyślenia wyrwał mnie Tom.
-Przynieśli zamówienie.
Rzeczywiście, przede mną stała filiżanka z herbatą i jakieś ciastko z kremem i polewą czekoladową. Upiłam łyk ciepłego napoju.
Rozmawialiśmy tak ze trzy godziny. Nawet nie zauważyliśmy ,że zrobiło się późno. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Luiza.
-Hej kochana. Co chciałaś?
-Kiedy będziesz?
-Nie wiem. Tak do godziny powinnam wrócić. Pa
Na chwilę zapanowała cisza.
-Odprowadzić cię?
-Jasne. Byłoby miło.
Szliśmy dłuższą drogą przez park. Słońce przyjemnie grzało, a my śmialiśmy się z byle czego. Kiedy dotarliśmy na miejsce wymieniliśmy się numerami telefonów i umówiliśmy się na następny dzień. Warkocz pocałował mnie w policzek po czym pożegnaliśmy się. Kiedy tylko weszłam do środka od razu dopadła mnie Luiza z masą pytań.
Oczami Toma
Ledwo wszedłem do domu a od razu podbiegł do mnie Scotty.
-Cześć piesku. Tęskniłeś?
-Tom! Czy ty nigdy nie możesz odebrać?-Dobiegł mnie wrzask brata z salonu. Zaśmiałem się pod nosem i ruszyłem do swojego pokoju.
Przez tydzień spotykałem się z Veri. Raz przychodziłem do jej "pracy" ,innym razem spotykaliśmy się na mieście. Za każdym razem dowiadywaliśmy się o sobie czegoś nowego. Uwielbiałem spędzać z nią czas. Można powiedzieć,że się zaprzyjaźniliśmy. Niestety nadszedł ten dzień w którym miałem lecieć z Billem do mamy i Gordona.
-Spakowałeś wszystko?Toooom!-Od rana musiałem wysłuchiwać jego narzekać,że jeszcze nic nie jest zrobione. Została mi do zapięcia ostatnia walizka.
-Bill, choć tu na chwile.
-Po co?
-Musisz mi pomóc. Walizki nie da się dopiąć.
Mój jakże szybki brat wreszcie dowlókł się do mojego pokoju.
-Co?
-Stań albo usiądź na tej walizce, bo dopiąć się nie da.
Blondyn wykonał moje polecenie. Po pięciu minutach męki udało się.
-Dzięki.
-Gotowy?
-Tak.
Zanieśliśmy wszystkie bagaże do samochodu i zapakowaliśmy się do niego wraz z psami. Droga na lotnisko nie była długa. Niedługo potem siedzieliśmy w naszym przytulnym samolocie.
Święta mogę zaliczyć do udanych. Cieszyłem się ze spotkania z rodziną. Kolacja wigilijna była naprawdę pyszna. Mama jak zwykle narzekała ,że jesteśmy za chudzi. Następne dni spędziliśmy na obijaniu się i rozmowach z rodziną. Oczywiście nie obyło się bez telefonowania do Veri. Dwa dni przed sylwestrem Billowi zebrało się na rozmowę.
-Możemy porozmawiać?
-Jasne? O co chodzi?
-Od kąt poznałeś tą dziewczynę, zmieniłeś się.
-Nie wiem o czym mówisz.
-Ale ja wiem. Widzę co się z tobą dzieje. Często gdzieś wychodzisz. łazisz uśmiechnięty.
-Oj no może trochę.-Oboje się roześmialiśmy.
Nadszedł sylwester. Wybrałem się z Billem i resztą zespołu9wraz z ich dziewczynami) do jakiegoś klubu. Bawiliśmy się prawie do południa po czym padliśmy jak zabici. Chyba nie muszę dodawać,że kiedy się obudziliśmy mięliśmy niezłego kaca.
~~~~~~~~~~~~
Na samym początku przepraszam,że tak długo nie dodawałam no i za to że odcinek krótki. Tak wiem nie postarałam się i za dużo poskracałam. Na swoją obronę mogę jedynie powiedzieć,że gdybym miała opisywać te scenki zajęło by mi to co najmniej rok. Tak wiem, notka nie była zbyt fajna, ale zwalam no na... szkołę.
Notkę dedykuję Jessicy (życzę szczęścia z Rafałem)
Ach serce, serce jedyne
Czemu jesteś takie zimne
Czy z kamienia żeś wykute
Czy po prostu z lodu wyrzeźbione
Ach serce, serce jedyne
Takie piękne i jedyne
W słońcu się mienisz kolorami tęczy
W mroku białe jesteś bez żadnej skazy
Ach serce, serce kochane
Kiedyś porzucone przez swoje niekochanie
Ach serce, serce jedyne
Pomnij, że zawsze cię pragnęłam
I innego nie chciałam boś jedyne
I tą grę o Ciebie ze złym losem przegrałam
Chociaż nie dla mnie przeznaczone
To na przekór wszystkiemu ze mną zjednoczone
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz