sobota, 26 maja 2012

31.Koncert


Do pomieszczenia weszła moja ciocia i... Nie mogłam uwierzyć ,że bliźniacy to jej synowie.  
-An to są moi synowie. 
-Hej. 
-Hej.-Powiedzieli chórem i usiedli na sofie. Zamknęłam drzwi i sięgnęłam po szklankę z wodą. Ręce tak mi drżały, że wypadła mi z rąk. Jessica popatrzyła się na mnie nie wiedząc o co chodzi. 
-Ani zrób coś żeby ci tak ręce nie latały. 
-Nie mogę, a przynajmniej tobie by się to nie spodobało. 
-Ani o co chodzi? 
-Nie o nic.-Usiadłam obok cioci. Jessica już sięgała by posprzątać szkło, gdy jej przerwałam.- Zostaw. Później posprzątam. 
-Ok. 
-Macie jakieś plany na dzisiaj? 
-Tak. Idę z Jess na koncert. O właśnie Jessi szykuj się. 
-A ty nie szykujesz się? 
-Nie. 
-A idziesz? 
-Tak. 
-No to szykuj się. 
-Nie chce wystarczy mi 5 minut. 
-Ok to ja idę się szykować. 
-Ok. 

 Jessica poszła się do łazienki wyszykować, a ja w tym czasie gadałam z rodzinką. 
-Dlaczego twoja mama chciała żebym was doglądała? 
-Dlatego że Jessica nie dałaby sobie ze mną rady gdyby coś się stało. 
-Na przykład? 
-No nie wiem. Może myślała, że zacznę pić ,brać albo inne takie. 
-Ale dla czego? 
-Bo nie tak dawno uciekłam z domu i wstąpiłam do sekty. Czasami zdarz mi się też wypić. Od czasu do czasu zapale i ona boi się, że zacznę brać. 
-A zaczniesz? 
-Nie wiem. 
-A czemu ci tak ręce drżą? 
-Nie ważne. 
-Jakby co to my mamy pokój po lewej. 
-Ok. 
-To pa. 
-Cześć. 
-Cześć. 


 Ciocia z bliźniakami wyszła ,a ja poszłam się szykować. Po kilku minutach wyszłyśmy z hotelu. 
 Na koncercie było dosyć fajnie. Wiedziałam już co muszę zrobić. Czekałam tylko na odpowiedni moment. Po koncercie było spotkanie z fankami.  
-Jessi, no idź do niego. 
-Nie. 
Idź. 
-Nie pójdę. 

 Tak. To była ta chwila. Złapałam ją mocno za rękę i  pociągnęłam za sobą. Stałyśmy już na tyle blisko, że mogłam spokojnie wcielić swój plan w życie. Popchnęłam Jess na Justina. W ostatniej chwili złapał ją. 
-Zabije cię.-Syknęła. 
-Nie ma za co. Powiedziałam na tyle cicho, że tylko ona to usłyszała.Dodałam już głośniej i po angielsku.-Najmocniej przepraszam. To moja wina. Nic wam nie jest?-Ledwo powstrzymywałam się od śmiechu.  
-Nie nic.-Odpowiedział.- Wszystko w porządku?-Spytał  Jessi patrząc jej w oczy. 
-Tak. 
Wycofałam się powoli. Teraz to tylko ona musiała działać.        

 Wróciłam do hotelu. Włączyłam TV. Po godzinie usłyszałam czyjeś śmiechy. Po chwili do pokoju weszła Jess cała w skowronkach. 
-I jak było? 
-On ma pokój na tym samym piętrze.
-Czyli, ze dobrze? 
-Idziemy jutro na spacer. 
-Cieszę się.
 Przez cały wieczór gadałyśmy o ich spotkaniu.Dochodziła 1 nad ranem. 
-Jessi ja idę spać. 
-Ej no a ja? 
-To też choć spać.  
-Nie chce mi się. 
-Masz pecha.- Ściągnęłam ciuchy i włożyłam na siebie  dużą  koszulkę z krótkim rękawem. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Po chwili Jessi wylała na mnie lodowatą wodę. Wstałam jak oparzona i wydarłam się na nią.
-Kurwa coś ty zrobiła? 
-Oj no sorki. Nie chciałam ,żebyś spała. 
-Wyszłam cała mokra na hol. 
-Ani wracaj. 
-Nie. 
-Będę grzeczna. 
-Dobranoc.  
 Zapukałam do drzwi. Po chwili Tom je otworzył. 
-Cześć. Sorry, że tak późno, ale chce spać a Jess mi nie daje. 
-Spoko właź. 

 Weszłam. Wszyscy ( dosłownie czyli Bill, jego mama, panowie G i David) popatrzyli się na mnie jak na wariatkę. Usiadłam obok Georga. 
-Co się stało? 
-Jess nie chciała żebym poszła spać. 
-Jesteś cała mokra.- Zaczęła Simon. -Twoja matka mnie zabije jak się rozchorujesz. 
-Nic mi nie będzie. 
-Co ty masz na rękach? 
 Spojrzałam na ręce. Cała była pocięta. Nie było już wolnego miejsca od śladów po żyletce. 
-A na nogach? 


 Spojrzałam na nogi. No tak nie było wolnego miejsca na rękach to zabrałam się za nogi. Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Wszyscy czekali na odpowiedz. 
-No słucham. Twoja mama wie ,że się tniesz?
-Nie. 
-Dlaczego to robisz? 
-Sama nie wiem. To była spontaniczna decyzja , a teraz nie potrafię przestać. 
-Od kiedy?
-Po tym jak uciekłam. Nie po tym jak wróciłam do domu. Musiałam jakoś odreagować. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz