sobota, 26 maja 2012

48.C.P.


 Miesiąc później 
-Tom!-Wydarłam się na chłopaka.-Zaproś ją w końcu.  
-Może tak ciszej? 
-Sorki. Ale zaproś ją w końcu. 
-Niby dlaczego? 
-Przecież ją kochasz, a i ona ciebie. 
-Nie zaczynaj. 
-Oj przestań. Mały wypad za miasto nie zaszkodzi. 
-Może i masz racje. 
-Jasne, że mam. 
 Ostatnio miałam dziwne wrażenie,że ktoś mnie obserwuje. Zbytnio się tym nie przejmowałam. Zwłaszcza teraz, gdy miałam inne sprawy na głowie. Tom miał zabrać Angele do domku nad morzem.  
             Oczami Jessicy  
-Słońce o co chodzi? 
-O nic.  
-Przecież widzę.-Justin znał mnie na wylot. 
-Martwię się o An. 
-Na pewno nic jej nie jest.-Justi objął mnie ramieniem. Weszliśmy do jakiejś restauracji. Zamówiliśmy  spaghetti,a na deser sernik wiśniowy. Zaczęliśmy się karmić nawzajem. Śmialiśmy się przy tym niemiłosiernie. Wszyscy patrzyli na nas jak na wariatów. Na szczęście nikt nas nie rozpoznał. Po objedzie poszliśmy do parku. Po jakiejś godzince wróciliśmy. 
        Oczami Anity        
Tym razem zakochana parka wróciła wcześniej niż zwykle. Nagle zrobiło mi się niedobrze. W ostatniej chwili zdążyłam. Po godzinie byłam strasznie wyczerpana. Położyłam się na łóżku(oczywiście w pokoju d.a.). Jessi przyniosła mi wodę. 
-Ani? 
-Hymm? 
-Jesteś w ciąży, prawda? 
-Na jakiej podstawie tak mówisz? 
-No sama popatrz. Wymiotujesz, masz niezłe humorki heh no i okres ci się spóźnia. 
-Może rzeczywiście masz rację. 
-Przekonajmy się. Idę po test. 
-To ja czekam.
 Już po pół godzinie Jess była z powrotem. Najgorsze były te 3 minuty w oczekiwaniu na wynik. Bałam się tego, że wynik będzie pozytywny. Moje obawy okazały się prawdą. 
-Gratulacje.-Powiedziała Jessica. 
 Postanowiłyśmy na razie nikomu nie mówić o ciąży. Przez następne kilka dni nie wychodziłam prawie z pokoju. Znalazłam jakąś książkę. 
-Dawno nie czytałam.-Uśmiechnęłam się. Otworzyłam na zaznaczeniu. Gdy tylko przeczytałam kilka pierwszych zdań do pokoju przez okno weszła jakaś dziewczyna. Od razu ją rozpoznałam. Była to Sara. 
-Musisz  stąd uciekać. 
-Dlaczego? 
-Oni za chwilę tu będą.-Te kilka zdań postawiło mnie na nogi. Szybko zbiegłam na dół. Wszyscy popatrzyli na mnie jak na wariatkę. Po chwili obok mnie znalazła się Sara. Wybiegłyśmy przed dom. Niestety nie zdążyłyśmy. Sara jeszcze próbowała ich zatrzymać. Jakiś facet złapał mnie za ręce. Próbowałam się wyrwać. Moje próby ucieczki spełzły na niczym ponieważ dostałam czymś ciężkim w głowę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. 
              Oczami Jessicy
 Anita wraz z Sarą wybiegły przed dom. Wyszłam na zewnątrz dowiedzieć się o co chodzi. Zobaczyłam jak ktoś wrzuca Ani do auta. Po sekundzie pojazd ruszył z piskiem opon. Wróciłam do domu i powiedziałam o wszystkim reszcie.  
 Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Justi objął mnie ramieniem i zaczął pocieszać. Przez kolejne dni prawie nie wychodziłam. Tom pojechał z Angelą nad morze. Wrócili jako para. Bill z dnia na dzień coraz więcej wychodził z domu. Gustav poznał jakąś dziewczynę imieniem Marlen. Kuba nawet nie wychodził z łóżka. Georg? Geo znalazł sobie tymczasową dziewczynę. Nikt jej nie poznał oprócz Toma. W mediach było pełno plotek na temat zniknięcia An. TH robiło wszystko żeby ją odnaleźć. 
 Nikt nie wiedział o ciąży. Jeszcze przed porwaniem jej ustaliłyśmy, że powie wszystkim na urodzinach bliźniaków. Teraz to już nie miało sensu. Wszyscy staraliśmy się żyć pomimo tego co się stało. Nie przyjmowałam do siebie wiadomości, że może już nie żyć chociaż tak to wszystko wyglądało. 
            Oczami Anity 
 Obudziłam się z potwornym bólem głowy. W koło mnie panowała ciemność. Obok siedziała zanosząca się od płaczu Sara.
-Przepraszam. 
-Nie masz za co przepraszać. 
-Powinnam wcześniej cie ostrzec. 
 Spędziłam w piwnicy kilka dni. Potem przeniesiono mnie do pokoju na piętrze. Pomimo złych warunków nie mogłam narzekać na zimno czy brak wody. Raz dziennie dostawałam coś do jedzenia. Przestałam się interesować wszystkim dookoła. Każdego dnia widziałam jak brzuch mi się zaokrąglał. Nie miałam pojęcia dlaczego mnie tu trzymali, ani tego co będzie. 
Każdego dnia modliłam się o cud. 
Każdego dnia mówiłam do dziecka. 
Każdego dnia przeklinałam się za Tamten dzień.
Każdego dnia czekała na to co miało nadejść. 
 Dni mijały. Jeden po drugim. Przestałam już nawet liczyć. Bo i po co? Nic już nie miało sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz