Ten dzień zapowiadał się ciekawie. W nocy wróciliśmy do LA i nie miałem jak się spotkać z Veri. Tęskniłem za nią niewyobrażalnie. Kto by przypuszczał, że słynny Tom Kaulitz będzie aż tak przywiązany do jednej dziewczyny. Miałem nadzieje,że do naszego spotkania dojdzie w ciągu najbliższych godzin. Bill nie potrafił usiedzieć na miejscu, bo już za kilka godzin miał pojechać na lotnisko po Julkę.Widać było,że ta para nie potrafiła wytrzymać bez siebie nawet jednego dnia. Dla zabicia czasu postanowiliśmy trochę ogarnąć mieszkanie. Parter zajął nam ze trzy godziny. Nie wiem jak udało nam się przy tym nie zniszczyć nawet jednej szklanki, czy jakiejś ramki ze zdjęciem. Kolejne 2 godziny zajęło nam pierwsze piętro. Kiedy już skończyliśmy ,zeszliśmy na dół do salonu.
-Głodny jestem.-Bill zaczął jęczeć mi nad uchem. Myślałem,że mu czymś przywalę.
-No to coś sobie zrób do jedzenia.
-Nie chce mi się.
-I co? Może ja mam ci zrobić?
-A mógłbyś?
-No chyba śnisz.-Zaśmiałem się.
-Oj Tomy.-Młody popatrzył na mnie kocimi oczami. Zignorowałem jego miny i powróciłem do brutalnie przerwanego mi filmu.
-Poprosisz Julkę.A właśnie.Nie powinieneś już po nią jechać?
-Zdążę.
-Jasne, zwłaszcza że samolot ląduje za jakieś 10 minut.
-O kurwa.
-No właśnie.
Nim się obejrzałem ,brata już nie było. Postanowiłem się spotkać z Veri. Wybrałem numer i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Hej, miałabyś ochotę się dziś spotkać?-W moim głosie dało się wyczuć radość rozpierającą mnie od środka.
-Jasne, czemu nie.-Kiedy usłyszałem te słowa omal nie spadłem ze stołu. Nie pytajcie się co tam robiłem.
-Tam gdzie zawsze za pół godziny.
-Czekam.
Szybko przebrałem się w lepsze ciuchy i wyszedłem z domu. Droga do parku nie była zbyt długa.Przez cały czas zastanawiałem się co porabiała, kiedy mnie nie było.Im byłem bliżej miejsca naszego spotkania, tym bardziej czułem podniecenie. Pokonałem drogę w niecałe dwadzieścia minut. Kiedy dotarłem na miejsce, moja przyjaciółka już na mnie czekała.Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Siedziała na ławce i machała do mnie. Miała na sobie czerwoną sukienkę w kwiatki i tego samego koloru balerinki. Wyglądała słodko. Podszedłem szybkim krokiem i przywitałem się buziakiem w policzek.
-Cześć. Długo na mnie czekałaś?
-Nie, dwie trzy minuty.- Uśmiechnęła się słodko.-Więc co robimy?
-Może po prostu pospacerujemy. Chciałbym ci dzisiaj kogoś przedstawić.
-A kogo?
-Niespodzianka.-Puściłem jej oczko.
-No niech ci będzie.
Obeszliśmy park dookoła chyba z dziesięć razy. Pogoda była idealna na spacer. Dookoła nas było pełno dzieci bawiących się piłkami i innymi różnymi, niekoniecznie bezpiecznymi zabawkami. Kiedy tylko zaburczało nam w brzuchach postanowiliśmy pójść coś zjeść.
Kiedy zaczęło się ściemniać poszliśmy do mnie. Przez całą drogę rozmawialiśmy o tym jak minęły nam święta oraz sylwester. Nim się obejrzałem, staliśmy pod moim domem.Auto Billa stało na podwórku, co oznaczała,że już wrócili. Otworzyłem bramkę i przepuściłem dziewczynę.Przed drzwiami byłem już mocno zdenerwowany. Nacisnąłem klamkę i wpuściłem Veri do środka. Mój ukochany pies od razu podbiegł do nas się przywitać.
-Chodź do salonu.-Wskazałem pomieszczenie ręką, a drugą głaskałem Scottyego.-Bill, Julka!-Wydarłem się na zakochańców. Roześmiana para zeszła z góry. Razem weszliśmy do salonu.
-Veri, to Bill mój brat , a to jego dziewczyna Julka. To Veri, moja przyjaciółka.
Po szybkim przedstawieniu się Jula poprosiła mnie żebyśmy porozmawiali na osobności. Zostawiłem Verę niechętnie pod opieką brata i poszedłem za dziewczyną.
-Co jest?-Spytałem się lekko wkurzony.
-Mam kilka nowych informacji. Może zacznę po kolei. W szpitalu, kiedy próbowali ratować Anitę, trafiła jeszcze jedna dziewczyna.Strasznie do niej podobną. Także była w pierwszym miesiącu ciąży. Coś z mafią.
-I co z tego?-Mało mnie obchodziła jakaś tam dziewczyna. Nie miałem zupełnie pojęcia po co Julka mi to mówiła.
-Nie przerywaj.-Warknęła wściekła. Kiedy popatrzyłem na jej twarz wolałem wysłuchać jej do końca.- I to z tego,że leżały na jednej sali operacyjnej. Było straszne zamieszanie. Pełno krwi, ktoś wszystkie papiery pomieszał.Jedna z dziewczyn zmarła. Nie dało się zatamować krwawienia i w ogóle.
-Myślisz,że...-Nie potrafiłem skleić pełnego zdania. To co usłyszałem zupełnie mnie zamurowało.
-Nie wiem. Dziewczyna straciła pamięć. Próbuję się dowiedzieć dlaczego. Najprawdopodobniej mafia czy tam jakiś gang chciał, aby nic nie pamiętała.
-Dlaczego jej nie zabili?
-Miała zostać matką dziecka jednego z członków. Postaram się zdobyć więcej informacji na ten temat.
-Bill wie?-Zacząłem kręcić się niespokojnie na krześle. Czułem jak cała krew spłynęła z mojej twarzy.
-Tak.
Miałem mętlik w głowie. Z jednej strony ciszyłem się. Wszystko wskazywało na to,że Anita żyje i jest dwa pokoje dalej. Bałem się jednak, że niepotrzebnie rozbudziłem w sobie nadzieję. Nie przeżyłbym ponownej straty ukochanej osoby. To wszystko było już ponad moje siły.
-Jak mamy się dowiedzieć, która nie żyje?- Wstałem z krzesła i podszedłem do okna. Byłem odwrócony plecami do dziewczyny.
-Najprościej będzie zrobić testy DNA. Niestety to trochę potrwa.
-Nie masz kogoś w policji czy coś. Może jest szybszy sposób?-Mój głos lekko drżał. Nie potrafiłem opanować emocji.Przeniosłem wzrok na doniczkę z kwiatkiem.
-Hmm. Jest chyba szybszy sposób. Masz coś na czym byłyby odciski palców Anity?
-Nie wiem. Chyba tak.
-No to na co czekasz? Leć po to coś. Zajmę Verę jakąś rozmową. Postaram się o odciski placów. Kiedy wyjdzie do WC powiem o wszystkim Billowi. Puszczę ci sygnałka kiedy wykonam moje zadanie. Pośpiesz się.
Popatrzyłem na dziewczynę z wdzięcznością. Julia wzięła na tacę trzy szklanki i dzbanek z kompotem. Popędziłem szybko do swojego pokoju. Zacząłem przeszukiwać wszystkie szafki. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że wszystkie jej rzeczy przeniosłem do pokoju obok.
Zajrzałem do szafy. Było w niej ozdobne pudełko, którego nigdy nie pozwoliła otwierać. Miałem nadzieję,że nie jest zamknięte na kluczyk, bo dostanie się do jego zawartości trochę by zajęło. Drżącą ręką otworzyłem je. W środku znajdowało się kilka fotografii, jej opowiadanie , wiersze i kilka figurek. Wziąłem do ręki jakąś bluzkę i przez nią wyciągnąłem zdjęcie oraz figurkę anioła. Wrzuciłem obydwie rzeczy to woreczka. Związałem go gumką. Popatrzyłem na zdjęcie. Przedstawiało ono Anitę w objęciach Andreasa. Wyglądali na szczęśliwą parę. Poczułem ukłucie w sercu. Czyżby zazdrość?
Pozostało mi czekać tylko na sygnał od Juli. Każda sekunda wydawała się wiecznością. Postanowiłem się czymś zająć aby nie zwariować. Podszedłem do biurka. Panował na nim istny chaos. Poprzewracane ramki ze zdjęciami, porozrzucane jakieś kartki. Od dnia Jej śmierci nic nie ruszałem w jej pokoju. Powoli podniosłem jedną z czerwonych ramek z zamiarem postawienia jej. Zamiast tego podniosłem ją na wysokość oczu. Patrząc na nasze roześmiane twarze sam się uśmiechnąłem. Zapatrzyłem się w tą fotografię jak w jakiś ósmy cud świata. Nawet nie zauważyłem jak po moich policzkach płyną łzy. Z letargu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. "Julka". Szybko schowałem woreczek pod bluzę i zszedłem na dół. Dziewczyna czekała przy schodach.
-Mam odciski na szklance.-Uśmiechnęła się. Poczułem lekkie podenerwowanie.Byłem pełen obaw co do wyników.-Tom?-Dziewczyna pomachała mi ręką przed oczami.
-A tak. Mam.-Podałem dziewczynie woreczek z fotografią i figurką.-Co masz zamiar teraz zrobić?
-Bill już o wszystkim wie. Powiedziałam,że muszę jeszcze odwiedzić wujka, który prosił mnie o pomoc przy jego chorej córeczce. To o chorej kuzynce zmyśliłam, ale idę z tymi rzeczami do wuja. Jest policjantem więc nam pomorze.Jak tylko będę coś wiedziała , to dam znak.
-Veri się o mnie pytała?-Zastanawiałem się jaką wymówkę przygotować jednak Julka mnie wybawiła od próby myślenia.
-Tak. Powiedziałam jej, że musiałeś pogadać z menadżerem o płycie.Dobra, ja będę już szła.
Pożegnałem się z dziewczyną i wróciłem do Billa i Veri. Usiadłem na fotelu.
-Co tak długo?-Dziewczyna śmiała się. Domyślałem się, że Bill albo opowiadał jej jakieś kawały, albo różne historie z naszej młodości.
-A Jost zawsze marudzi i jakoś tak się zagadaliśmy. Mam nadzieję,że się nie nudziłaś.
-Nie, oczywiście że nie. Bill przez cały czas mnie zabawiał. Muszę przyznać , że masz świetnego brata.
Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Veri wyjęła telefon z kieszeni i odebrała nie patrząc kto dzwoni.
-Tak? Nie wiem. Za kilka minut będę. No, mam czas. Czekaj na mnie.-Przez cały czas trwania rozmowy nie wiedziałem o co chodzi. Miałem nadzieję,że nie wyjdzie zaraz po rozmowie. Chciałem patrzeć na nią całą noc. Uwielbiałem jej dźwięczny śmiech czy sposób w jaki jadła jakiekolwiek chrupki. Zawsze gryzła je jak jakaś wiewiórka. Kiedy ja brałem całą garść do ust, ona jadła po malutkim kawałeczku.
-Przepraszam, ale muszę już iść. Koleżanka na mnie czeka.
-Szkoda.-Bill jak zwykle musiał odwalić jakąś scenę. Tym razem zaczął udawać ,że płacze. Veri podeszła do niego i pogłaskała po głowie.
-A ja?-Spytałem rozżalonym głosem. Dziewczyna podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek.-Tylko tyle?-Spytałem zawiedziony.
-Pa.-Verinen zaczęła się śmiać i wyszła.
Pozostało nam tylko czekać na jakieś wieści od Julki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz