niedziela, 27 maja 2012

66.Wstawaj, ubieraj się i idziemy na obiad


  Byłam tak szczęśliwa. Stałam nie wierząc , w to co przed chwilą się stało. Chciałam ,aby ta chwila trwała wiecznie.  Udało mi się. Zaśpiewałam! Nic nie było w stanie opisać mojej radości. Telefon sie rozdzwonił. Nie miałam ochoty teraz wysłuchiwać gratulacji, ani wysłuchiwać jaka ja byłam wspaniała. 
-Zapraszam cie na lody.-Zawołałam radośnie, widząc zbliżająca się Klaudie.  
-O tej porze? 
-Faktycznie już późno. No to w takim razie wracamy do hotelu na szampana.-Zaśmiałyśmy się. 

 Nie spałyśmy chyba do rana. Położyłyśmy sie dopiero po piątej. Obudził mnie dźwięk telefonu. Mama. 
-Hej mamuś. 
-Czemu nie odbierałaś? 
-Nie miałam sił. 
-A tak naprawdę? 
-Nie chciałam z nikim rozmawiać?-Zaśmiałam się cicho. 
-Gratuluję. 
-Dzięki.  
-Zadzwonię potem.Pa. 
-Oki.Pa. -Spojrzałam na godzinę. Była 12.38 Postanowiłam obudzić moja współtowarzyszkę i wraz z nią udać się na obiad. 
-Klaudia! Wstawaj, ubieraj sie i idziemy na obiad!-Wrzasnęłam nad jej głową. 

 Zjadłyśmy zapiekanki. Miałam zamiar zwiedzić dzisiaj całe miasto, a przynajmniej jego część. Łaziłyśmy ulicami Berlina. Co chwilę zatrzymywałyśmy się na jakiś wystawkach. Kolorowe suknie, mieniąca się biżuteria. Wszystko to było jak z bajki. Niestety nic nie trwa wiecznie. Na dworze było już ciemno i zaczynało sie robić chłodno. Chcąc nie chcąc musiałyśmy wrócić do hotelu. 

 Zsiadłam do laptopa.Postanowiłam dopisać coś do mojego opowiadania. 
 Jak zginęła Anita? To dobre pytanie. Otóż, to było tak. 
  Stałam na deszczu. Krople spływały po włosach, twarzy i po całym moim ciele. Nie przejmowałam się zbytnio. Byłam na skraju wytrzymałości. Kuba uciekł. Tak po prostu. Zostałam sama z dwója dzieci. Nie było dnia żebym nie myślała o nich jak i mojej karierze. Dzisiaj miałam zagrać kolejny koncert. Fani czekali już na hali. Miałam wyjść na scenę już pięć minut temu. Nie spieszyło mi się. Były to moje urodziny. Wiedziałam co mnie czeka. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer. Po kilku sygnałach odebrał. 
-No hej. A ty gdzie? Wszyscy już na ciebie czekamy. 
-Tom, dzieci są z wami? -Spytałam lekko drżącym głosem. 
-Tak. Przyjechać po ciebie? 
-Mógłbyś? 
-Będę za 10 minut.-Tak jak obiecał przyjechał. Wsiadłam do auta cała przemoczona. Droga minęła  nam w milczeniu. Wiedziałam co czeka mnie dzisiejszego wieczoru. Nic jednak nie mogłam zrobić. Widocznie tak to własnie miało się skończyć. 

 Weszłam do ciepłego i jasnego pomieszczenia. Dzieci podbiegły do mnie. 
-Hej. Mam nadzieje,że jesteście grzeczne. 
-Jasne,że są.-Zaśmiała się Jessica. 
-Mamusiu, ale ty będziesz żyć, prawda? Powiedz,że tak. Proszę.-Zdziwiła mnie wypowiedź mojej córeczki.Ale co miałam jej powiedzieć."Nie, mamusia zostawi was już dziś wieczorem"albo"Tak kochanie. Będę żyła.Skąd ci przyszło do głowy,że mama może umrzeć?" Wybrała odpowiedz najbardziej odpowiednią. 
-Kochanie. Posłuchajcie. Zawsze was kochałam i zawsze będę kochać. Ja będę zawsze żyła. W waszych wspomnieniach. Będę zawsze z wami.-Ta odpowiedź im wystarczyła. Nagle drzwi się otworzyły. Do pokoju weszła Marlena.  
-Zabierzcie stąd dzieci.-Powiedziałam głosem nieznoszącym sprzeciwu. Kontem oka zobaczyłam jak Gustav wraz z Marlen biorą maluchy na ręce i wychodzą z pomieszczenia. 
-Wiesz po co przyszłam?-Zapytała z cwanym uśmieszkiem. 
-Doskonale.-Moja postawa pozostawała niezmieniona. Nie wyrażałam żadnych uczuć. 
-Jak widać nie ma ty Kuby.-Zaśmiała się. Poczułam jak przez ten dźwięk zbiera mi się na wymioty. I to wcale nie ze strachy. To z obrzydzenia.

 Kiedy spojrzałam na zegarek, przeraziłam sie.Było już naprawdę późno,a ja miałam rano wstać i poćwiczyć. Zmęczona położyłam się spać.  


 Cały dzień przygotowywałam sie do występu. Musiałam przecież wybrać odpowiednia piosenkę i strój. Postawiłam znów na polską piosenkę.  
 Ubrałam na siebie piękną jasnoniebieską sukienkę i odpowiednie buty. Nie wiem czym Klaudia mnie wysmarowała. Efekt był powalający. Blada twarz, czerwone usta. Oczy pomalowane niebieskim cieniem do powiek i rzęsy, na których znajdował się tusz. Jedyne co nie pasowało, to kolczyk w wardze. 

 Doszłyśmy na miejsce. Tak jak poprzednim razem, zajęłyśmy miejsca na widowni. Tym razem występy trwały krótko, ponieważ ponad połowa odpadła. Czekając na mój występ próbowałam się uspokoić. Poczułam wibracje w kieszeni. 
-Hej. 
-Cześć. Życzę powodzenia. 
-Dzięki Jess. Mam pytanie. 
-Dawaj. 
-Jesteś pewna,że nie chcesz przyjechać? 
-Wiesz,że nie lubię Niemiec.
-Oglądałaś albo czytałaś na temat występów? 
-Nie. A powinnam? 
-No raczej. W takim razie nie było pytania. Musze kończyć. Pa. 
-Pa. 

 Weszłam na scenę raźnym krokiem. Cała trema zniknęła. Stanęłam na środku. 
-Co dziś nam zaprezentujesz?-Spytał się Justin. 
-Laleczka z saskiej porcelany. 
-Dawaj.  


Odkąd pamięta zawsze stała 
Na toaletce obok lustra 
W białych baletkach wychylona 
W powietrzu uiesiona nóżka 
Nudziła się wśród bibelotów 
Kurz wyłapując w suknie złotą 
I tylko z dołu perski dywan 
Czasem jej puszczał perskie oko. 


Ref.: Laleczka z saskiej porcelany 
Twarz miala bladą jak pergamin 
Nie miała taty ani mamy 
I nie tęskniła ani, ani... 


Aż dnia pewnego na komodzie 
Prześliczny książe nagle stanął 
Kapelusz miał w zastygłej dłoni 
I piekny uśmiech z porcelany 
A w niej zabiło małe serce 
Co nie jest taką prostą sprawą 
I śniła,że dla niego tańczy 
A on ukradkiem bije brawo 

Ref.: Laleczka z saskiej porcelany 
Twarz miala bladą jak pergamin 
Nie miała taty ani mamy 
I nie tęskniła ani, ani... 

Jej siostrą była dumna waza 
A bratem zabytkowy lichtarz 
Laleczka z saskiej porcelany 
Maleńka smutna pozytywka. 

Lecz jakie króche bywa szczęście 
W nietrwałym świecie z porcelany 
Złośliwy wiatr zatrzasnął okno 
I ksiąze rozbił się "na amen" 
I znowu stoi obok lustra 
Na toaletce całkiem sama 
I tylko jedna mała kropla 
Spłynęła w dół po porcelanie 


Laleczka z saskiej porcelany 
Twarz miała bladą jak pergamin 
Na zawsze odszedł ukochany 
A ona wcią ztęskniła za nim 
Jej siostrą była dumna waza 
A bratem zabytkowy lichtarz 
Laleczka z saskiej porcelany 
Maleńka smutna pozytywka... 

 Chodziłam po scenie poruszając się odpowiednio. Każdy mój ruch wypływał z poprzedniego. Wszystko wyszło idealnie. Moje przypuszczenia potwierdziły brawa i okrzyki dobiegające z widowni. 
-Jestem pod wrażeniem. Wszystko pięknie i ładnie,ale... Ta piosenka nie pasuje do ciebie. Jestem zawiedziony bo oczekiwałem czegoś lepszego. Mam nadzieję,że następnym razem pokażesz coś co wyrażałoby twoją osobowość.-Opinia Biebera nieco mnie zaskoczyła.  
-Jestem na tak.-Powiedział Tom. Poprawiło mi to humor. 
-A mi się podobało. Widać,że czujesz się swobodnie na scenie. Mam nadzieję,że następnym razem zaprezentujesz nam coś naprawdę ładnego. A teraz złaź ze sceny i szykuj się na kolejny występ.-Wyszczerzył się Bill. Byłam zadowolona. Właśnie takiej opinii oczekiwałam.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz