sobota, 26 maja 2012

54.-Tak jestem tego pewna


Pod szkołę zajechał Tom. Nie miałam ochoty na gadanie, więc bez słowa wsiadłam do auta. W domu też specjalnie nie miałam humoru, więc szybko poszłam spać. Z nauką nie miałam żadnych problemów. Dzień za dniem. Każda kolejna godzina przybliżała nas do ślubu Toma. Przygotowania szły pełną parą. Ślub został przełożony na wcześniejszy termin. Trzeba było rozesłać zaproszenia, sporządzić menu i takie tam. W szkole nikt się nie zorientował, że jestem w ciąży.No może oprócz Miłosza. Odkąd się dowiedział, to przez cały czas mi pomagał. Ostatnio dzwoniła Majka. Zaczęło im się układać. Postanowiła do niego wyjechać. Kupili w czwórkę dom(czyt. Majka, Jessi, Justi i Chris). 


 Czy  wy także macie wrażenie, że dotyka was nieszczęście? A pomimo tego potraficie cieszyć się z czyjegoś szczęścia? Ja tak miałam. I chodźby wbijano mi nóż w plecy, w serce, to i tak miałam powód do radości. Bo czym jest życie? Jest ono naszymi lękami, obawami o każdy następny dzień.Ale nie tylko. To także chwile radości, podniecenia i największego szczęścia.
Każdego dnia myślałam o Kubie. Nie potrafiłam się odnaleźć w tym wszystkim.  Nic mi nie pomagało. Nawet rozmowy z Billem. Marlen przeprowadziła się i teraz zajmowała pokój razem z Gustavem.  


 Nie, nie pogodzę się z odejściem Kuby.Jeśli powie mi,że już mnie nie kocha i żebym dała sobie z nim spokój, to wtedy wrócę i o nim zapomnę. Ale tylko wtedy.  
-Bill, chcę pojechać do polski. 
-Kiedy? 
-W ten piątek. 
-Nie da rady. 
-Dlaczego? 
-Jestem umówiony. 
-Znowu? 
-Jak znowu? Dopiero co ją poznałem. 
-Jak ma na imię? 
-Arleta.
-Ładnie. A o której masz to spotkanie? 
-Na 12. 
-No to pojedziemy wieczorem. 
-Sam nie wiem. Za tydzień ślub Toma. Trwają przygotowania. 
-Daj spokój. Już prawie wszystko skończone. 
-No dobra. 
-Dzięki.-Poszłam się położyć. Niestety brzuszek był już coraz większy, a i było coraz to trudniej się poruszać. Spakowałam do torby jakieś ciuchy i poszłam spać.  
      
     W szkole 
-Odwal się.-Wrzasnęłam do Emilii. Tak, takie imię nosił ten plastik.
-Bo? 
-Jak się za raz nie zamkniesz to ci pomogę. 
-Uważaj co do mnie mówisz. 
-To raczej ty uważaj. Spieprzaj stąd. 
-Jak jesteś taka cwana to dawaj, no chyba że jesteś tylko mocna w gębie. 
-Ha, ja przynajmniej jestem w czymś dobra. Nie to co ty. A tak dla twojej wiadomości to potrafię się także bić.
-Więc na co czekasz, dziwko? 


 I przywaliłam jej. Wnerwiła mnie. Mogła gadać na mnie jak chciała, ale tego określenia nie zniosłam. Nazywano mnie już nawet "plastik-fantastki". Może i była w tym prawda, ale mnie to nie obchodziło. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do gmachu szkoły. Ostatnia lekcja byłaby nawet spoko, gdyby nie dyrektorka. I trafiłam na dywanik. Na szczęście dyrka była spoko.  
-Dlaczego uderzyłaś Emilii? 
-No bo ona nazwała mnie tak jak. No po prostu nieodpowiednio i tak jakoś wyszło. 
-Jak cię nazwała? 
-Dziwka. 
-No to rzeczywiście miałaś prawo się zdenerwować.-Kobieta zaśmiała się.-Tak właściwie to wzywałam cię w innej sprawie. 
-Tak? A w jakiej? 
-Jak by to powiedzieć.-Słychać było w jej głosie wahanie. Tak jakby zastanawiała się czy, aby przypadkiem mnie nie urazi.-Słyszałam, że jesteś w ciąży. 
-No tak, ale nie wiem po co mnie pani wzywała. 
-Sama mam trójkę dzieci, więc wiem że ciąża bywa ciężka. Nie powinnaś się bić. Postaram się żebyś miała indywidualne nauczanie. 
-Nie, dziękuję. Mam nadzieję, że nie powie pani kuzynom co się dzisiaj stało. 
-No niestety nie ma tak dobrze. Już do nich dzwoniłam w tej sprawie. Za chwilę powinni być. 


 W milczeniu czekałam na to co się stanie.Po 3 minutach ktoś zapukał do gabinetu. 
-Proszę. 
-Dzień dobry.-Zawołali radośnie bliźniacy. 
-A wam co tak wesoło?-Spytałam się czując jak strach mnie opuszcza. 
-A nic.A z tobą porozmawiamy w domu.-Zaśmiał się Bill.-Możemy się dowiedzieć co tak właściwie się stało? 
 Opowiedziałam im ze szczegółami całe zajście. Od dyrki dostałam naganę. Na szczęście na tym się skończyło. Do końca tygodnia miałam już nie przychodzić do szkoły. 


     W domu 
-Czy ty potrafisz się tylko bić?-Wrzasnął Tom. 
-No, wiesz. Uczę się od najlepszych.-Spojrzałam na niego wymownie. Widziałam, że trudem się powstrzymuje żeby mnie nie walnąć. Wstałam i podniosłam torbę z ziemi.Chciałam już iść do swojego pokoju,ale zatrzymał mnie głos Toma.-Idziesz jutro z nami? 
-Gdzie? 
-No, na USG. 
-No raczej tak.-Poszłam na górę. Nie miałam za bardzo pomysłu na to co robić. Wzięłam do ręki gitarę. Za dobrze na niej nie grałam, ale źle też nie. Naszła mnie jakaś straszna wena i napisałam kilka piosenek. Czas już nie miał znaczenia. Nie w tamtej chwili. Wszystko dookoła znikło. Byłam tylko ja i mój świat. Bałam się tego spotkania. Nie wiedziałam czego się spodziewać.Czy już za późno na uratowanie tego co było? Czy jeśli okazałoby się, że to już koniec, że nie ma już nas, że oni są razem, to czy byłabym w stanie dalej żyć? Tego nie wiedziałam. Kuba był pierwszą i jedyną osobą, którą pokochałam. Tylko jego tak naprawdę. Nawet nie zauważyłam jak zasnęłam. 


-Wstawaj!-Wydarł się Bill. 
-Czego? 
-Ubieraj się. Za 20 minut na dole, bo Tom dłużej nie będzie czekać.-Bill wyszedł z pokoju, a ja rzuciłam się na podbój szafy.Narzuciłam na siebie jakieś spodnie i bluzkę. Zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni na szybkie śniadanko. 


 W gabinecie 
-Chcesz poznać płeć?-Spytała się moja położna. Angelika już znała płeć dziecka. Chłopiec. Miałyśmy tą samą położną, więc weszliśmy razem do gabinetu. 
-Tak. 
-To chyba dziewczynka. 
-...-Byłam w szoku.-Dziewczynka? 
-Tak, jestem tego pewna. 
 Wyszliśmy z gabinetu bardziej happy.Nic już chyba nie mogło popsuć mi humoru.Do końca dnia siedziałam przed telewizorem. Oczywiście nie oszczędziłam sobie rozmowy z Jessicą.
-Tak? 
-Hej Jessi, co u was? 
-A nic ciekawego. A u ciebie? 
-Nic takiego. Byłam dzisiaj z Tomem i Angelika u lekarza. Znam już płeć dziecka.
-Dawaj. 
-Dziewczynka. 
-Super. Powiem reszcie. Sorki, ale muszę już kończyć bo Justin za chwilę ma próbę. 
-Jasne. Nie przeszkadzam. Pa. 
-Pa. 


 Ranek. Niestety trzeba było jakoś przetrwać te pół dnia. Na nic nie miałam ochoty. Próbowałam się jakoś uspokoić. Wszystko mnie drażniło. Nie mogąc usiedzieć w miejscu poszłam na spacer. Chodzenie alejkami mnie uspokoiło. Akurat kiedy wróciłam bliźniacy zbierali się do wyjazdu. Pobiegłam na górę po torbę. Tak szybko jak się tam znalazłam, tak szybko się też znalazłam w samochodzie. Jazda była długa. Dojechaliśmy wieczorem. Już od dłuższego czasu paparazzi przestało się  mną interesować, więc spokojnie mogłam chodzić po mieście. Chłopacy niestety musieli się maskować. Załatwiliśmy pokój w hotelu. Bill zamówił pizze. Ja nie miałam ochoty na jedzenie. Czułam, że muszę załatwić to jeszcze dziś. Szłam ulicami zastanawiając się jak to będzie wyglądać.Z tego co słyszałam to zamieszkali u niego. Z każdym krokiem czułam coraz to większą wściekłość. Miałam ochotę wykrzyczeć jej wszystko w twarz.Byłam coraz bliżej. Stanęłam przed białym domem. W oknach widać było światła. Zadzwoniłam do drzwi.Otworzyła mi właśnie ona. 


-Zawołaj Kubę.-Poprosiłam w miarę grzecznie. 
-Nie ma go. Powiem mu, że byłaś. 
-Bardzo zabawne wiesz?-Spytałam się sarkastycznie śmiejąc się przy tym.-Dobrze wiem, że jest.Albo go sama zawołasz,albo ja to zrobię.-Heh nie ma co trochę jej minka zrzedła.Weszłam do domu nie czekając na odpowiedz.-Jakub!!-Wydarłam się na całego.Po chwili chłopak się zjawił. 
-Po co tu przyjeżdżałaś?-W swoje pytanie włożył tyle jadu ile tylko potrafił. 
-Chcę z tobą porozmawiać. 
-O czym? 
-Nie przy niej.-Skinęłam głową na dziewczynę. 
-Marlenko, kochanie.Proszę zostaw nas samych.-Powiedział przesłodzonym głosem. Aż rzygać mi się zachciało na to jego"Marlenko". Tak, byłam kiedyś jej przyjaciółką. Wszystko się zmieniło. Dołączyła do grupki dziewczyn, które uważały się za najważniejsze. Olała mnie. Tak po prostu. Nie powiem, zabolało mnie to. Zawsze powtarzała,że będziemy przyjaciółkami. To ona z tego zrezygnowała. Od tamtej pory robiła wszystko byleby mi dopiec. Postanowiłam nie być jej dłużna.  


-Dlaczego wyjechałeś? 
-Chcę być teraz z Marleną. Ułożyłem sobie z nią życie. Nie wiem po co przyjechałeś. Przecież dobrze wiesz, że nie ma już nas..-Chciał coś jeszcze powiedzieć,ale mu przerwałam. 
-Jak to ułożyłeś sobie życie z nią? A my? Nasze plany? Co z nami? Co z naszą córeczką?-Zaczęłam krzyczeć zdenerwowana....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz