niedziela, 27 maja 2012

72.-Kurwa który nie potrafi po sobie sprzątać?!


Jak on mógł mi to zrobić? Zawsze powtarzał mi,że mnie kocha. A teraz co?Całuje się z jakąś dziwką i to na moich oczach. Czemu życie jest takie okrutne? 
-Chodź.-Chłopak złapał mnie za rękę  i pomógł mi wstać. Wyszliśmy na zewnątrz. Za nami podążał Tobias, który robił tego wieczoru za kierowce. 
-Mógłbyś odwieść mnie do hotelu?-Spytałam łamiącym się głosem.
-Nie mała. Dzisiaj śpisz u mnie. 
-Ale... 
-Nie ma żadnego ale.-Chłopak usiadł obok mnie i zapiął pas.-Hej, nie łam się. Wszystko będzie dobrze. 
-Łatwo ci mówić. Właśnie zawalił się mój świat. 
-Na nim chyba świat się nie kończy? A rodzice, jakieś rodzeństwo. 
-Rodzice i brat nie żyją.-Po moim policzku popłynęła łza. Może nie okazywałam,że brakuje mi ich, ale cholernie za nimi tęskniłam.- Oprócz "przyjaciółki" nie mam nikogo. 
-Przykro mi. Tylko czemu powiedziałaś sarkastycznie słowo przyjaciółki? 
-Ehh. To dosyć skomplikowane. Sama nie wiem. Tak jakoś wyszło,że stałam się jej obojętna i teraz tylko udaje.-Warkocz przytulił mnie.  Chciałam znaleźć się daleko, gdzie nikt by mnie nie znalazł.  


 Auto wjechało na podjazd. Moim oczom ukazała się wielka posiadłość. Tom otworzył drzwiczki, wysiadł i pomógł mi wyjść. Ledwo trzymałam się na nogach. Chłopak objął mnie w pasie i zaprowadził do domu. W salonie świeciło się światło, a to oznaczało, że Bill najprawdopodobniej jest w domu. Wtulona w Toma przeszłam przez próg. 
-Cześć!-Krzyknął Warkocz. 
-Hej.-Dobiegły wrzaski Billa z kuchni. 
-Chodź. Powinnaś coś zjeść.-Chłopak pociągnął mnie w stronę wyżej wymienionego pomieszczenia. Przed drzwiami puścił moją rękę i wszedł do środka. Chwilę sie wahałam po czym weszłam do środka. 


 Usiadłam przy stole po czym wlepiłam w niego swój wzrok. Najchętniej zostawiłabym swoje serce gdzieś daleko. Najlepiej poza granicami świata. Ukryła je gdzieś daleko, tak żeby nikt nie mógł go znaleźć i zranić po raz kolejny.
-Na co masz ochotę?-Uśmiechnął się starszy z bliźniaków. 
-Jeśli powiem,że na spalenie żywcem,to uznałbyś moją odpowiedź?-Spojrzałam na chłopaka.Widząc jego spojrzenie dodałam.-Przecież wiem. Tak tylko mówię. Niech ci będzie. Może być coś do picia. 
Już po chwili stała przede mną szklanka z colą i dwa kawałki pizzy na czarnym talerzu. 
-Nie mam ochoty na jedzenie.-Mruknęłam. 
-Oj mała nie marudź. Mi brat nawet gdybym umierał nie podałby niczego, a ty jeszcze narzekasz.-Wyszczerzył się Bill. Chłopak wyciągnął rękę. Uścisnęłam ją.
-Hej, jestem Anita. 
-Nie będę się przedstawiał,bo to raczej nie ma sensu.Tak więc,po co mój szanowny brat cię tu ściągnął?  
-Jego się spytaj. 
Po zjedzonym posiłku Tom zaprowadził mnie do swojego pokoju,a raczej mnie tam wniósł bo zasnęłam na stole.


Oczami Toma
 Położyłem ją na łóżku.
-Przecież nie będzie spała w ubraniach.-Tak, moje przebłyski inteligencji czasem mnie przerażają.Tak więc ściągnąłem jej buty wraz ze skarpetkami.Paznokcie miała pomalowane na czarno,a na warstwie lakieru były jeszcze czerwone wzorki.Rozpiąłem pasek i rozporek, po czym zsunąłem spodnie z dziewczyny.Moje ręce powędrowały pod jej bluzkę.Rozpiąłem i zwinnie ściągnąłem jej stanik starając się nie zwracać uwagi,na to że leży przede mną jedynie w bluzce. Ułożyłem ją na moim łóżku, po czym przykryłem kołdrą. Sam poszedłem wziąć szybki prysznic. Ubrałem jedynie bokserki i wróciłem do pokoju. Położyłem się obok An. Dziewczyna wtuliła się we mnie ufnie. 
Oczami Anity miesiąc później... 
-Kurwa! Który nie potrafi po sobie sprzątać?!-Wydarłam się na cały dom. Znów to samo. Dzień w dzień muszę po nich sprzątać. Szybko posprzątałam salon. Kiedy skończyłam usiadłam na sofie. Z góry zeszli bliźniacy. 
-Mała, my jedziemy na wywiad. Będziemy za jakieś trzy godzinki. Zostajesz z Tobiasem. Jak coś to dzwoń. 
-Jasne.-Pożegnałam się z chłopakami całusem w policzek. 
 Kiedy tylko pojechali rozwaliłam się w salonie z laptopem. Postanowiłam sprawdzić pocztę oraz gg. Odczytanie wiadomości zajęło mi chyba z półtorej godziny. Resztę czasu postanowiłam spędzić przed telewizorem. Rozgościłam się tu już po dwóch dniach, a teraz byłam już lokatorką. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. 


 Obudziłam się w łóżku. Lampka leżąca na stoliku oświetlała postać warkocza. 
-Cześć.-Mruknęłam.-Długo spałam? 
-Może kilka godzinek.-Odparł uśmiechając się.   
-Co robimy? 
-Hmm, chyba wiem.-Pochylił się nade mną i pocałował mnie delikatnie bojąc się mojej reakcji. Zaskoczyło mnie to ponieważ wcześniej nie wykazywał ani odrobinę zainteresowania. No ale w końcu miesiąc postu robi swoje. Tak miesiąc.Odkąd się pojawiłam ani razy z żadną się nie przespał, nawet na żadną nie spojrzał. Oddałam pocałunek. Już po chwili całowaliśmy się namiętnie. Tom składał pocałunki na całym moim ciele omijając miejsca intymne. Chwilę potem nasze ubrania wylądowały na podłodze. Przejechałam ręką po jego nagim i umięśnionym torsie. Warkocz zaczął całować mnie między piersiami, doprowadzając tym samym do rozkoszy. Schodził pocałunkami coraz niżej. Doszedł do dziurki. Wsunął tam swój język i zaczął penetrować moje wnętrze. 
 Moje ciało wygięło się łuk. Jękłam z zachwytu. 
-Jesteś pewna?-Spytał po chwili. Nic nie odpowiedziałam tylko wzięłam do ręki jego już nabrzmiałą męskość. Zaczęłam składać delikatne pocałunki na główce jego małego przyjaciela. Po chwili wzięłam go do ust i zaczęłam ssać. Kiedy wyciągnęłam go z ust ,szepnęłam błagalnie  
-Wejdź we mnie. 
 Chłopak wszedł we mnie delikatnie nie chcąc sprawiać mi bólu. Poruszał wolno biodrami. Z początku strasznie bolało, ale jego pocałunki łagodziły to. Po chwili zwiększył tempo wiedząc,że nie sprawi mi tym bólu. Nasze jęki i krzyki było słychać chyba w całym domu. Oboje doszliśmy w tym samym czasie. Opadliśmy na łóżko zmęczeni. 
-Kocham cię.-Tom pocałował mnie w usta po czym opadł obok mnie. 
-Ja ciebie też.- Nie wiadomo kiedy zasnęliśmy ze zmęczenia.


  Następnego dnia wstaliśmy koło 11. Szybki prysznic i trzeba było zejść na dół. W salonie zastaliśmy Billa.
-Jak się spało?-Zaśmiał się. 
-Całkiem dobrze.-Odpowiedział mu brat obejmując mnie w pasie. Usiedliśmy na sofie obok kosmity(czyt.Billa) 
-Wydaje mi się,że o czymś zapomniałem.-Powiedział sam do siebie Tom. 
-Pewnie o śniadaniu do łóżka.-Zaśmiał się młodszy Kaulitz. 
-Nie, to nie to...O kurwa!-Warkocz automatycznie zbladł. 
-Co się stało?-Spytałam lekko wystraszona. 
-Zapomnieliśmy się zabezpieczyć.-Odparł drżącym głosem. 
-Spokojnie. Nic się nie stało.-Odparłam lekko się uśmiechając. 
-Jak to nic? A jeśli przez to zajdziesz w ciąże? 
-Nie zajdę.-Widząc pytający wzrok chłopaka wyjaśniłam.-Rok temu miałam wypadek i od tamtego czasu jestem bezpłodna.-Uśmiechnęłam się niemrawo.Widziałam,że bliźniakom nieco ulżyło. Kiedy tylko się zorientowałam,że chcą coś powiedzieć, zapytałam.-Co dzisiaj robimy?  
-Myślałem, że moglibyśmy polecieć do Niemiec.-Bill wyraźnie się ożywił. 
-W sumie, to czemu nie?-Zaśmiałam się lekko.-Chętnie pojechałabym wtedy do Polski.-W głowie miałam już ułożony plan działania.

 Tak więc szybko się spakowaliśmy. Godzinę później byliśmy już w samolocie. Lot minął nam spokojnie, dlatego że większość przespaliśmy. Na miejscu byliśmy koło godziny 18. 


 Przywitałam się z mamą bliźniaków. 
-Miło mi panią poznać. Chłopacy wiele o pani mówili. 
-Daj spokój skarbie z tą panią. Mów mi Simone. 
-Dobrze.-Uśmiechnęłam się szeroko. 
 Rozmawialiśmy do późna. Swoją drogą dom był całkiem ładny. Meble idealnie pasowały do jasnego koloru ścian. Za domem był piękny ogród z basenem. 


 Leżałam już w łóżku. Jako że zostałam przedstawiona jako koleżanka bliźniaków, spałam w pokoju gościnnym z czego Tom nie zbyt się ucieszył. Włączyłam laptopa. Kiedy tylko gg mi się załadowało od razu napisała do mnie Patka. 
P:Hej
A:Hej, co u was słychać? 
P:Tęsknimy. 
A:Ja też za wami tęsknię. Ale nie będziemy się smucić, więc pisz co się u was działo ostatnimi czasy. 
P:Gałek nie daje mi spokoju już od kilku miesięcy. 
A:Od ilu? 
P:No.. 
A: Pisz! 
P:Odkąd wyjechałaś 
A:Zajebie go  
P:Ani, daj spokój, nie warto. 
A:Uwierz mi ,że jednak warto. 
 Ta dyskusja trwała jeszcze z godzinkę. Po tym czasie poszłam zmęczona spać. 

 Wstałam koło 8. Od razu zaczęłam szukać w internecie potrzebnych mi informacji i załatwiać pewne sprawy. Potem szybko się ogarnęłam i zeszłam na śniadanie. W kuchni była już Simone i Tom. Przywitałam się z nimi grzecznie, po czym usiadłam przy stole. 


 Kolejne dni minęły nam w miarę spokojnie. Łaziliśmy po wiosce, a bliźniacy opowiadali mi wspaniałe historie z ich życia.Po tygodniu przenieśliśmy się do Homburga. Poznałam też resztę zespołu. Chłopacy mięli wiele do nadrobienia więc całą noc przegadali. Wszystko było by piękne, gdyby nie ten cholerny dzwonek do drzwi. 
-Otworzę.-Zadeklarował Bill. 
-Dobry wieczór. Czy zastaliśmy Anitę ...?-Dobiegł nas głos z przedpokoju. Jak się okazało, byli to policjanci. 
-Anita...? 
-Tak.-Odparłam zdziwiona. Czyżby coś mnie ominęło? 
-Musimy zadać ci parę pytań.-W odpowiedzi kiwnęłam głową i ręką wskazałam sofę naprzeciwko. Młodszy z mężczyzn wyciągnął notes. 
-Tak więc, co robiłaś ostatniej nocy? 
-Byłam z chłopakami w klubie. 
-Czy ktoś to może potwierdzić? 
-Taa, cała ta wiara-Wskazałam na całą resztę.-No i kilka osób z klubu, w tym barman. Czy mogę wiedzieć o co chodzi?
-Tak, oczywiście. Chodzi o morderstwo Damiana Gałka. 

 Przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem. Czy tą sprawa nie powinna zająć się polska policja? 
-Tylko co ja mam z tym wspólnego?-Zapytałam opanowanym głosem, chociaż w środku cała się trzęsłam ze strachu. 
-Miałaś motyw. Zabił ci rodzinę, a ty chciałaś się na nim odegrać. 
-Nie zrobiłam tego. Poza tym nie macie nawet żadnych dowodów,że to ja. 
-To się jeszcze okaże.Zabieramy twój laptop. Oddamy go, ja tylko sprawdzimy jego zawartość. 

 Po wyjściu policjantów wszystkie pary oczu skierowały się w moją stronę. 
-Możesz nam to wytłumaczyć?-Naskoczył mnie od razu Bill. 
-Ale nie ma czego wyjaśniać. 
-Jesteś oskarżona o morderstwo! 
-Sugerujesz coś? 
-Tak. Uważam, że nawet jeśli ty go nie zabiłaś, to zleciłaś to komu innemu. 
-Bill, przestań. Anita, a ty czemu milczysz?-Spojrzał na mnie Tom i oczekiwał odpowiedzi.-Żartujesz sobie ze mnie? 
-Od razu mówię,że nie kazałam go zabijać. 
-I tylko tyle zamierzasz mi powiedzieć?
-To nie moja wina że nie żyje. Sam sobie zawinił. 
-Może powiesz coś więcej? 
-Nie i koniec tematu. 
-Ale wiesz kto chciał go zabić? 
 Nic nie odpowiedziałam tylko położyłam się spać. 


  Dwa dniu później policja oddała mi laptopa i jeszcze raz mnie przesłuchała. Dzisiaj mięliśmy wracać do LA. Wszystko było już spakowane. Czekaliśmy teraz tylko na przyjazd wana żeby pojechać na lotnisko. 


Tydzień później oczami Toma 
 Siedzieliśmy w trójkę w kuchni. Czekałem aż zagotuje się woda na kawę. W domu panowała dziwna atmosfera. Każdy wyczuwał ,że niedługo coś się stanie. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Leniwie wstałem i poszedłem otworzyć drzwi. Moim oczom ukazał się wysoki chłopak o ciemnych włosach. Nie widziałem zbyt dobrze jego twarzy, bo na jego nosie spoczywały duże, ciemne okulary. 
-Jest Anita? 
-O co chodzi? 
-Jest? 
-Tak.-Wpuściłem go do środka. Chłopak od razu ruszył w stronę An, która stała w progu. Brunet złapał ją za rękę i zaczął ciągnąc na górę. Chciałem pójść za nimi, ale Anita zatrzymała mnie. Po chwili dało się słyszeć ostrą kłótnię. Ich krzyki słychać było doskonale nawet na dworze. Minęła godzina, może więcej. Usłyszałem jak ktoś zbiega na dół. 
Oczami Anity 
 Zbiegłam na dół, do salonu. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Mike znalazł się przede mną.
-Czego ode mnie oczekujesz? 
-Zapłacisz zza to co on zrobił. 
-Ale dlaczego ja? Przecież to nie moja sprawa. 
-Byłaś jego córką, a przecież ktoś musi zapłacić.
-Proszę, nie.-Mój szept był ledwo słyszalny. Chłopak jedynie zaśmiał się krótko. Zbliżył się na niebezpieczną odległość, tak że poczułam jego gorący oddech na szyi. Kolejne sekundy wydawały się nie istnieć, Tak jakby czas zatrzymał się chcąc zadać jak najwięcej bólu. Zimne ostrze przebiło moje serce. Widziałam strumień ciepłego czerwonego płynu wydobywającego się z mojego ciała.Usłyszałam tylko wołanie i błaganie.Upadłam. Wszystko widziałam jak przez mgłę. I ten anielski głos. Czy anioły płaczą? Tego nie wiem, ale mój na pewno tak. Płakał, a jego słone łzy spływały po bladych policzkach kończąc swoją wędrówkę na moim serce, które stawało się coraz zimniejsze. 


 Co było dalej? Nie wiem. Dalej nie było już chyba nic. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz