niedziela, 27 maja 2012
70. Pani dyrektor
Przez całą lekcje nikt się na ten temat nie odezwał. Wiedziałam,że będę wysłana do dyrektorki, ale nie przejmowałam się tym. Nikt też nie wiedział,że odzyskałam pamięć. Postanowiłam to wykorzystać. Gdy tylko zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji spakowałam się i wyszłam. Rzuciłam torbą o ścianę naprzeciw i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem w celu poprawienia makijażu. Nic specjalnego. Puder i czarny cień do powiek. Nie mogłam pozwolić sobie na więcej w szkole. To i tak było przegięcie, ale nie chciałam wylecieć ze szkoły.
Do dzwonka zostało kilka minut. Siedziałam z Jess słuchając muzyki. Nagle ktoś kucnął obok.
-Czego?-Spytałam najspokojniej jak się tylko dało. Nie musiałam nawet wysilać się by wiedzieć kto to był.
-Kotek. Wiem,że straciłaś pamięć, ale nie wiem jak mogłaś zapomnieć,że jesteśmy parą.
-Haha. I myślisz,że ktoś uwierzyłby ci w te brednie? Myślałam,że jesteś na tyle rozsądny żeby mnie nie wnerwiać ale jednak się myliłam. Z tobą to chyba żadna by nie chciała być. -Uśmiechnęłam się szyderczo.
-Haha. Arek, Ale ci pojechała.-Cała klasa zaczęła się śmiać. Chłopak tylko zacisnął zęby i odszedł.Akurat zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy.
Lekcja nie była zbyt ciekawa. Przez większość czasu gapiłam się w tekst udając,że czytam. Potem jeszcze zanotowaliśmy zadanie domowe i mogliśmy się spakować.Jakoś przetrwałam.Przede mną była matma. Teraz już liczyłam się z tym,że wyląduje u dyrektorki. Zamyśliłam się na moment. To był ostatni moment na zmycie makijażu i wyciągnięcie kolczyków.
Stanęliśmy po dzwonku pod klasą.
-Masz przerąbane.-Zaśmiała się Anka.
-Wiem.-Usłyszeliśmy kroki i stanęliśmy na baczność.Kobieta zbliżała się do drzwi. Nadal pewna siebie stałam z uśmiechem na twarzy. Nauczycielka stanęła przede mną i mina jej zbledła.
-Anita. Do dyrektorki. W tej chwili.
-Już idę.Nie miałam daleko do dyrekcja była na tym samym piętrze. Zapukałam do sekretariatu i weszłam do środka.
-Dzień dobry.Jest pani dyrektor?
-Tak. A coś się stało?
-Pani R******* mnie wysłała.-Nie czekając na odpowiedź zapukałam do drzwi po lewej i gdy tylko usłyszałam proszę, nacisnęłam na klakę.Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
-Tak?-Kobieta nie raczyła nawet na mnie spojrzeć.
-Pani R******* mnie przysłała.-Dyrektorka na mnie spojrzała i zaniemówiła z wrażenia.
-Jak ty dziecko wyglądasz?! Natychmiast zmyj ten makijaż i powyciągaj te kolczyki. Chce się widzieć z rodzicami.
-Nie. A spotkanie z moimi rodzicami jest a wykonalne.
-Dlaczego? I jak ty się do mnie odzywasz?!
-Nie żyją.
-W tej chwili do łazienki zmyć ten makijaż.
-Nie.
-Ja się nie pytałam czy to zrobisz.
-Moja odpowiedź brzmi nie. Nie może mi pani kazać zmieniać siebie. Jeśli nadal będzie się pani upierała abym to zrobiła okaże się pani nietolerancyjna. Każdy ma prawo wyglądać tak jak chce. Ja na przykład nie każę pani ubierać się na zielono.-Trochę przesadziłam, ale i tak starałam się mówić spokojnie.Kobieta stała nie dowierzając w to co przed chwilą usłyszała. W zasadzie już chciałam powiedzieć jej żeby zmieniła ubiór i fryzurę, ale zrezygnowałam. Jak wyglądała? Miała na sobie kremową sukienkę i jasne baleriny. Włosy wyglądały dosłownie jak snop siana. Zamyśliła sie na chwilę po czym powiedziała
-Zmyj ten makijaż i idź do klasy. Nie wolno ci się malować. Dzisiaj skończy się to na ostrzeżeniu ,ale następnym razem dostaniesz minus 50.
Kiwnęłam na znak,że zrozumiałam i wyszłam.
Zmyłam makijaż i udałam sie na matmę. Reszta lekcji minęła raczej spokojnie.Po historii miałam zamiar iść do domu,ale Jess zatrzymała mnie i poprosiła żebym poszła z nią na WF bo nie ćwiczyła. Było ciepło więc zajęcia odbyły sie na zewnątrz. Poszliśmy na orlika. Usiadłam z Jessi na ławce i patrzyłyśmy na rozgrzewkę.
-Hahaha.-Wybuchła śmiechem Jessica.
-Co cie tak bawi?
-Pamiętasz minę Arka?
-Noo. A te jego teksty. Mógłby wreszcie wydorośleć.-Dziewczyna spojrzała na mnie podejrzliwie.
Po pół godziny intensywnego rozmyślała zaczęła robić mi wyrzuty.
-Jak mogłaś mi nie powiedzieć?! Kiedy ci wróciła?
-Jakoś tak...
-No mów.
-W czwartek wieczorem.
-Opowiadaj dokładnie cała sytuację.
-Od czego by tu zacząć. Poszłam do parku. Siedziałam tak ze dwie godzinki i wtedy On do mnie podszedł.
-Jaki On? Całowaliście się?
-A ty co taka dociekliwa, hmm? Mówią na niego Szyszak.
-Szyszak?
-Tak.Jakieś skrócenie nazwiska czy coś.
-Aha. I co dalej?
-Całowaliśmy sie, on zaprosił mnie do siebie na kolacje i potem odwiózł do domu.
-I tylko tyle?
-Tak.-Stałam i poszłam za reszta dziewczyn. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
Przez ostatni czas dużo kłóciłam się z Jess. Nadeszło zakończenie roku. Zdałam jakimś cudem z każdego przedmiotu. Na szczęście dyrektorka nie komentowała mojego stylu. Z szyszakiem więcej się nie spotkałam. Udało mi się załatwić kursy na kosmetyczkę w Niemczech. Postanowiłam jak najwcześniej zadbać o swoją przyszłość.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz