Jak co dzień łaziłyśmy z Jessicą po mieście. Pogoda dopisywała. Nie miałyśmy zbytnio planów na dalsze spędzenie tego jakże przepięknego popołudnia.Była połowa marca, a właściwie już za połową. Weszłyśmy do sklepu z butami. Tam spotkałam kolegę Wiktora.
-Cześć śliczne.-Podszedł do nas i przywitał się całusem w policzek.
-Hej. Czego chcesz?-Nie byłam dla niego zbyt miła, bo jakiś czas wcześniej wpakował nas w kłopoty.
-Sorry za ostatnie. Przegiąłem. -Zrobiła minę zbitego psa.
-Trochę. -Udawałam obrażoną chociaż powili złość zaczynała mi mijać.
-Mam coś co może was zainteresować. -Chłopak wyciągnął kopertę z torby.
-Co takiego?-Spytałam spoglądając na nią.
-Bilety na koncerty.-Uśmiechnął się cwanie i wyciągnął do nas rękę z kopertą.
-Po twojej minie zgaduje,że chcesz nam je dać w ramach przeprosin?
-Tak.
-A co to za koncerty?
-W Berlinie. Biebera, a na drugi dzień Tokio Hotel.
-Wow. Musiałeś się nieźle wykosztować.
-Bilety za przejazd też są już załatwione.
-Skoro tak, to jedziemy.-Chłopak uśmiechnął się i wręczył nam kopertę.
Pakowanie nie zajęło mi sporo czasu. Wrzuciłam tylko to co mi się miało przydać. Laptop jakieś ciuchy i parę innych drobiazgów. Zjadłam kolację i usiadłam do komputera. Nie miałam nic do roboty. Odrobiłam lekcje i zaczęłam czytać jakąś książkę. Odłożyłam ją dopiero o 2 nad ranem i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz