niedziela, 27 maja 2012

77.Moja zguba


Od godziny chodziłem w kółko po pokoju. Nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca .Byłem strasznie podekscytowany tym co mam już za kilka minut usłyszeć. Jedyna rzeczą której w tamtym momencie było poznanie prawy. Bałem się jednak co usłyszę. Na dźwięk dzwonka do drzwi zamarłem. Nie potrafiłem się nawet ruszyć. 


 Leżałam na szpitalnej sali. Od kilku minut zarzucałam sobie lekkomyślność. Jak mogłam być tak nieodpowiedzialna? Usłyszałam,że ktoś wchodzi do mojej sali. Powoli otworzyłam oczy i spojrzałam na tą osobę.  
-Coś ty sobie myślała? Co to niby miało być? Zostawić cie samą na godzinę ,a już lądujesz w szpitalu!-Na twarzy Jessicy było widać wściekłość. Myślałam, że mnie zabije. 
-Nie krzycz. Głowa mnie boli.- Ledo wycharczałam. Nie miałam już siły aby coś jeszcze dodać. 
-No i dobrze. Jak mogłaś być tak głupia? Kto normalny żre surowe ziemniaki i popija to alkoholem zmieszanym z lekami? Dziewczyno, cud że żyjesz. 
-Własnie. Kto normalny. Ale kto powiedział ,że jestem normalna?-Mimo opieprzy jaki miałam dostać, cieszyłam się ze jest ze mną. Tak, to prawda. Nażarłam sie ziemniaków i popiłam to ta mieszanką. Efekty były niezbyt miłe. Cała noc spędziłam pod kroplówką. Oczywiście zanim zdążyli mi zrobić płukanie żołądka, zdążyłam wszystko zwymiotować. Pozostał mi ból głowy i brzucha.

 Zastanawiałam sie skąd znałam polski. Po tym jak straciłam pamięć powiedziano mi, ze urodziłam sie  w Los Angeles i nigdy  stamtąd nie wyjeżdżałam. A to wspomnienie... To ewidentnie był szpital w Polsce. Nie wiem ile mogłam mieć wtedy lat. Co najwyżej 14.  To było wyjątkowo dziwne. Musiałam jak najszybciej dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Miałam wrażenie jakby życie po odzyskaniu pamięci nie było moje. Skoro nie było moje, to czyje? Nie potrafiłam uwierzyć we wszystko co mówiła mi Luiza. Czy byłabym zdolna zabijać ludzi z zimną krwią? Po co w ogóle miałabym to robić?  
-Jak to nic nie pamiętasz?-Luiza nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą powiedziałam.  
-Po prostu.  
-Wiec słuchaj. To było jakieś dwa może trzy lata temu. Miałaś dostarczyć towar do stałego klienta. Wszystko  szło zgodnie z planem... 
-Zaraz zaraz. Miałaś mi coś o mnie powiedzieć. Czym się zajmuję i takie tam. Tymczasem dowiaduję się, że pracuję w jakiejś mafii?- Byłam nieco zdenerwowana. No dobra, mocno wnerwiona.-O co tu w ogóle chodzi?!-Zapewne byłam już cała czerwona niczym burak. Głos niebezpiecznie mi drżał ze zdenerwowania. 
-Nie powinnaś narzekać.-Luiza widząc moje pytające spojrzenie pośpieszyła z wyjaśnieniami.-Inne dziewczyny maja gorzej. W czasie kiedy ty przekazywałaś towar lub jakieś informacje inne dziewczyny musiały robić jako dziwki. Uwierz mi, to nie jest przyjemna praca.  


 Wyszłam z domu pomimo sprzeciwów Luizy. Musiałam sobie wszystko poukładać. Nie przeszkadzało mi ,to że zrobiło się już ciemno i chłodno. Postanowiłam pospacerować po ulicach. Tej nocy było wyjątkowo cicho co dało mi możliwość skupienia się na wspomnieniach jakie posiadałam. Bo tak naprawdę miałam tylko je i nic więcej. 


 Nadal nie potrafiłem uwierzyć w to co usłyszałem ani w to co wydarzyło się kilka godzin wcześniej.  Najpierw słowa Julki ,a potem niezapowiedziana wizyta Veri. Chociaż nie powinienem jej już tak nazywać. Wszystko stało się w kilka minut. Najpierw Jula przekazała wspaniała wiadomość. Cieszyłem się jak małe dziecko. Bill próbował mnie uspokoić na różne sposoby. Podziałało dopiero gdy wylał na mnie z litr wody. Usiadłem na fotelu a z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Zastanawiałem się czy nie zadzwonić do niej. Problem rozwiązał sie sam. Było jakoś tak po 3 nad ranem. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie ruszyłem się by otworzyć.W progu stała właśnie ona. Uśmiechała się lekko. 
-Nie przeszkadzam?-Spytała się tym dawnym ukochanym akcentem. Mogłem go słucha godzinami, ale i tak by mi się nie znudził.  
-Nie, skądże. Wchodź.-Zabrałem od niej torbę, którą rzuciłem gdzieś w kąt. Chciałem ja przytulić. Wyciągnąłem w jej stronę ręce, ale dziewczyna tylko pokiwała przecząco głową i zaśmiała się. Spojrzałem na nią pytająco. W odpowiedzi na moje nieme pytanie wpiła mi się w usta. Nie powiem, spodobało mi się to przywitanie.
-Czym zasłużyłem sobie na takie miłe przywitanie? 
-Przepraszam, że musiałeś tyle wycierpieć z mojego powodu. Od tej pory będzie inaczej. Obiecuję.-Nie za bardzo wiedziałem o co jej chodzi. 
-Veri... 
-Nie. 
-Co nie? 
-Nie Veri, od zawsze Anita i tylko Anita. 
 Uśmiech wkradł się na moją twarz. Zauważyłem ,że drzwi są nadal otwarte na oścież. Zamknąłem je i zakluczyłem. Kiedy odwróciłem sie nie mogłem znaleść Anity. Po przeszukani prawie całego parteru wiedziałem już gdzie ją znajdę. Zarzuciłem torbę na ramie i poszedłem na górę do swojego pokoju. 
 Siedziała na łóżku wpatrzona w ramkę na szafce nocnej. Ściągnąłem ciężar z ramienia  i położyłem go obok szafy.  
-Nie jesteś zmęczona? 
-Ani trochę. -W jej głosie dosłyszałem smutek. 
-Co się dzieje? 
-Nie nic. Po prostu boje się, że będziemy mieli kłopoty.-Chwilę milczała rozglądając się po pomieszczeniu.-Nic się tu nie zmieniło.  
-Nie zmieniaj tematu. 
-Po prostu zwiałam. Tylko że z mafią, to nie jest takie proste.-Zawahała się pewnie oczekując mojej reakcji.- Będą mnie szukali. A kiedy już mnie znajdą... To na pewno dobrze sie nie skończy. 
-Nie myśl teraz o tym.-Pocałowałem ja w czoło.-Poradzimy sobie jakoś. Teraz idź spać. 
-Jakoś nie potrafię zmusić sie do snu. 
-Spróbuj.  
-Zaśpiewasz mi coś?- Zrobiła kocie oczy, więc nie mogłem odmówić. An szybko ściągnęła z siebie spodnie i bluzkę po czym wskoczyła na łóżko.  Zaśpiewałem  jedną z jej ulubionych piosenek. Już po chwili zapadła w spokojny sen, a ja zaraz po niej. 
****** 
 Jestem ciekawa jak ta notka wam się podobała. Zawiodłam się, ponieważ pod ostatnią notką były tylko 3 komentarze. Proszę o więcej, bo to właśnie one motywują mnie do myślenia i pisania kolejnych notek. Do następnej ;)

76. Kim ona jest?


Ten dzień zapowiadał się ciekawie. W nocy wróciliśmy do LA i nie miałem jak się spotkać z Veri. Tęskniłem za nią niewyobrażalnie. Kto by przypuszczał, że słynny Tom Kaulitz będzie aż tak przywiązany do jednej dziewczyny. Miałem nadzieje,że do naszego spotkania dojdzie w ciągu najbliższych godzin. Bill nie potrafił usiedzieć na miejscu, bo już za kilka godzin miał pojechać na lotnisko po Julkę.Widać było,że ta para nie potrafiła wytrzymać bez siebie nawet jednego dnia. Dla zabicia czasu postanowiliśmy trochę ogarnąć mieszkanie. Parter zajął nam ze trzy godziny. Nie wiem jak udało nam się przy tym nie zniszczyć nawet jednej szklanki, czy jakiejś ramki ze zdjęciem. Kolejne 2 godziny zajęło nam pierwsze piętro. Kiedy już skończyliśmy ,zeszliśmy na dół do salonu.
-Głodny jestem.-Bill zaczął jęczeć mi nad uchem. Myślałem,że mu czymś przywalę.
-No to coś sobie zrób do jedzenia. 
-Nie chce mi się. 
-I co? Może ja mam ci zrobić? 
-A mógłbyś? 
-No chyba śnisz.-Zaśmiałem się. 
-Oj Tomy.-Młody popatrzył na mnie kocimi oczami. Zignorowałem jego miny i powróciłem do brutalnie przerwanego mi filmu. 
-Poprosisz Julkę.A właśnie.Nie powinieneś już po nią jechać?  
-Zdążę.  
-Jasne, zwłaszcza że samolot ląduje za jakieś 10 minut. 
-O kurwa. 
-No właśnie. 
 Nim się obejrzałem ,brata już nie było. Postanowiłem się spotkać z Veri. Wybrałem numer i nacisnąłem zieloną słuchawkę. 
-Hej, miałabyś ochotę się dziś spotkać?-W moim głosie dało się wyczuć radość rozpierającą mnie od środka.
-Jasne, czemu nie.-Kiedy usłyszałem te słowa omal nie spadłem ze stołu. Nie pytajcie się co tam robiłem. 
-Tam gdzie zawsze za pół godziny. 
-Czekam. 
  
 Szybko przebrałem się w lepsze ciuchy i wyszedłem z domu. Droga do parku nie była zbyt długa.Przez cały czas zastanawiałem się co porabiała, kiedy mnie nie było.Im byłem bliżej miejsca naszego spotkania, tym bardziej czułem podniecenie. Pokonałem drogę w niecałe dwadzieścia minut. Kiedy dotarłem na miejsce, moja przyjaciółka już na mnie czekała.Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Siedziała na ławce i machała do mnie. Miała na sobie czerwoną sukienkę w kwiatki i tego samego koloru balerinki. Wyglądała słodko. Podszedłem szybkim krokiem i przywitałem się buziakiem w policzek. 
-Cześć. Długo na mnie czekałaś? 
-Nie, dwie trzy minuty.- Uśmiechnęła się słodko.-Więc co robimy? 
-Może po prostu pospacerujemy. Chciałbym ci dzisiaj kogoś przedstawić. 
-A kogo? 
-Niespodzianka.-Puściłem jej oczko. 
-No niech ci będzie.  
 Obeszliśmy park dookoła chyba z dziesięć razy. Pogoda była idealna na spacer. Dookoła nas było pełno dzieci bawiących się piłkami i innymi różnymi, niekoniecznie bezpiecznymi zabawkami. Kiedy tylko zaburczało nam w brzuchach postanowiliśmy pójść coś zjeść.


 Kiedy zaczęło się ściemniać poszliśmy do mnie. Przez całą drogę rozmawialiśmy o tym jak minęły nam święta oraz sylwester. Nim się obejrzałem, staliśmy pod moim domem.Auto Billa stało na podwórku, co oznaczała,że już wrócili. Otworzyłem bramkę i przepuściłem dziewczynę.Przed drzwiami byłem już mocno zdenerwowany.  Nacisnąłem klamkę i wpuściłem Veri do środka. Mój ukochany pies od razu podbiegł do nas się przywitać. 
-Chodź do salonu.-Wskazałem pomieszczenie ręką, a drugą głaskałem Scottyego.-Bill, Julka!-Wydarłem się na zakochańców. Roześmiana para zeszła z góry. Razem weszliśmy do salonu. 
-Veri, to Bill mój brat , a to jego dziewczyna Julka. To Veri, moja przyjaciółka. 


 Po szybkim przedstawieniu się Jula poprosiła mnie żebyśmy porozmawiali na osobności. Zostawiłem Verę niechętnie pod opieką brata i poszedłem za dziewczyną.  
-Co jest?-Spytałem się lekko wkurzony. 
-Mam kilka nowych informacji. Może zacznę po kolei. W szpitalu, kiedy próbowali ratować Anitę, trafiła jeszcze jedna dziewczyna.Strasznie do niej podobną. Także była w pierwszym miesiącu ciąży. Coś z mafią.  
-I co z tego?-Mało mnie obchodziła jakaś tam dziewczyna. Nie miałem zupełnie pojęcia po co Julka mi to mówiła. 
-Nie przerywaj.-Warknęła wściekła. Kiedy popatrzyłem na jej twarz wolałem wysłuchać jej do końca.- I to z tego,że leżały na jednej sali operacyjnej. Było straszne zamieszanie. Pełno krwi, ktoś wszystkie papiery pomieszał.Jedna z dziewczyn zmarła. Nie dało się zatamować krwawienia i w ogóle.
-Myślisz,że...-Nie potrafiłem skleić pełnego zdania. To co usłyszałem zupełnie mnie zamurowało.
-Nie wiem. Dziewczyna straciła pamięć. Próbuję się dowiedzieć dlaczego. Najprawdopodobniej mafia czy tam jakiś gang chciał, aby nic nie pamiętała. 
-Dlaczego jej nie zabili? 
-Miała zostać matką dziecka jednego z członków. Postaram się zdobyć więcej informacji na ten temat. 
-Bill wie?-Zacząłem kręcić się niespokojnie na krześle. Czułem jak cała krew spłynęła z mojej twarzy.
-Tak.  
 Miałem mętlik w głowie. Z jednej strony ciszyłem się. Wszystko wskazywało na to,że Anita żyje i jest dwa pokoje dalej. Bałem się jednak, że niepotrzebnie rozbudziłem w sobie nadzieję. Nie przeżyłbym ponownej straty ukochanej osoby. To wszystko było już ponad moje siły. 
-Jak mamy się dowiedzieć, która nie żyje?- Wstałem z krzesła i podszedłem do okna. Byłem odwrócony plecami do dziewczyny. 
-Najprościej będzie zrobić testy DNA. Niestety to trochę potrwa.  
-Nie masz kogoś w policji czy coś. Może jest szybszy sposób?-Mój głos lekko drżał. Nie potrafiłem opanować emocji.Przeniosłem wzrok na doniczkę z kwiatkiem. 
-Hmm. Jest chyba szybszy sposób. Masz coś na czym byłyby odciski palców Anity? 
-Nie wiem. Chyba tak. 
-No to na co czekasz? Leć po to coś. Zajmę Verę jakąś rozmową. Postaram się o odciski placów. Kiedy wyjdzie do WC powiem o wszystkim Billowi. Puszczę ci sygnałka kiedy wykonam moje zadanie. Pośpiesz się. 
 Popatrzyłem na dziewczynę z wdzięcznością. Julia wzięła na tacę trzy szklanki i dzbanek z kompotem. Popędziłem szybko do swojego pokoju. Zacząłem przeszukiwać wszystkie szafki. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że wszystkie jej rzeczy przeniosłem do pokoju obok.

 Zajrzałem do szafy. Było w niej ozdobne pudełko, którego nigdy nie pozwoliła otwierać. Miałem nadzieję,że nie jest zamknięte na kluczyk, bo dostanie się do jego zawartości trochę by zajęło. Drżącą ręką otworzyłem je. W środku znajdowało się kilka fotografii, jej opowiadanie , wiersze i kilka figurek. Wziąłem do ręki jakąś bluzkę i przez nią wyciągnąłem zdjęcie oraz figurkę anioła. Wrzuciłem obydwie rzeczy to woreczka. Związałem go gumką. Popatrzyłem na zdjęcie. Przedstawiało ono Anitę w objęciach Andreasa. Wyglądali na szczęśliwą parę. Poczułem ukłucie w sercu. Czyżby zazdrość?  
 Pozostało mi czekać tylko na sygnał od Juli. Każda sekunda wydawała się wiecznością. Postanowiłem się czymś zająć aby nie zwariować. Podszedłem do biurka. Panował na nim istny chaos. Poprzewracane ramki ze zdjęciami, porozrzucane jakieś kartki. Od dnia Jej śmierci nic nie ruszałem w jej pokoju. Powoli podniosłem jedną z czerwonych ramek z zamiarem postawienia jej. Zamiast tego podniosłem ją na wysokość oczu. Patrząc na nasze roześmiane twarze sam się uśmiechnąłem. Zapatrzyłem się w tą fotografię jak w jakiś ósmy cud świata. Nawet nie zauważyłem jak po moich policzkach płyną łzy. Z letargu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. "Julka". Szybko schowałem woreczek pod bluzę i zszedłem na dół. Dziewczyna czekała przy schodach.  


-Mam odciski na szklance.-Uśmiechnęła się. Poczułem lekkie podenerwowanie.Byłem pełen obaw co do wyników.-Tom?-Dziewczyna pomachała mi ręką przed oczami. 
-A tak. Mam.-Podałem dziewczynie woreczek z fotografią i figurką.-Co masz zamiar teraz zrobić? 
-Bill już o wszystkim wie. Powiedziałam,że muszę jeszcze odwiedzić wujka, który prosił mnie o pomoc przy jego chorej córeczce. To o chorej kuzynce zmyśliłam, ale idę z tymi rzeczami do wuja. Jest policjantem więc nam pomorze.Jak tylko będę coś wiedziała , to dam znak. 
-Veri się o mnie pytała?-Zastanawiałem się jaką wymówkę przygotować jednak Julka mnie wybawiła od próby myślenia.
-Tak. Powiedziałam jej, że musiałeś pogadać z menadżerem o płycie.Dobra, ja będę już szła. 
 Pożegnałem się z dziewczyną i wróciłem do Billa i Veri. Usiadłem na fotelu. 
-Co tak długo?-Dziewczyna śmiała się. Domyślałem się, że Bill albo opowiadał jej jakieś kawały, albo różne historie z naszej młodości.  
-A Jost zawsze marudzi i jakoś tak się zagadaliśmy. Mam nadzieję,że się nie nudziłaś. 
-Nie, oczywiście że nie. Bill przez cały czas mnie zabawiał. Muszę przyznać , że masz świetnego brata.  
 Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Veri wyjęła telefon z kieszeni i odebrała nie patrząc kto dzwoni. 
-Tak? Nie wiem. Za kilka minut będę. No, mam czas. Czekaj na mnie.-Przez cały czas trwania rozmowy nie wiedziałem o co chodzi. Miałem nadzieję,że nie wyjdzie zaraz po rozmowie. Chciałem patrzeć na nią całą noc. Uwielbiałem jej dźwięczny śmiech czy sposób w jaki jadła jakiekolwiek chrupki. Zawsze gryzła je jak jakaś wiewiórka. Kiedy ja brałem całą garść do ust, ona jadła po malutkim kawałeczku. 
-Przepraszam, ale muszę już iść. Koleżanka na mnie czeka. 
-Szkoda.-Bill jak zwykle musiał odwalić jakąś scenę. Tym razem zaczął udawać ,że płacze. Veri podeszła do niego i pogłaskała po głowie. 
-A ja?-Spytałem rozżalonym głosem. Dziewczyna podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek.-Tylko tyle?-Spytałem zawiedziony.
-Pa.-Verinen zaczęła się śmiać i wyszła. 
 Pozostało nam tylko czekać na jakieś wieści od Julki. 

75.Veri


-Muszę dziś do niej zagadać.-Powtarzałem to już od tygodnia. Nic jednak z tym nie robiłem. 
-Tom!-Doszło mnie wołanie chyba z salonu. 
-Czego? 
-Idziesz na zakupy? 
-Nie chce mi się. 
-Dobra, w takim razie to ja zagadam do tej dziewczyny. 
 Kiedy to usłyszałem od razu popędziłem do brata. 
-Jednak zmieniłem zdanie. Możemy jechać. 
-Wiedziałem,że to podziała hahaha. 
-I z czego się śmiejesz? Wyłaź.-Popchnąłem brata w stronę drzwi. Po kilkudziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Od razu zacząłem rozglądać się za dziewczyną. W końcu ją dostrzegłem. Powoli ruszyłem w jej kierunku. Kiedy znalazłem się już jakieś dwa metry za nią szeptem zapytałem 
-Hej piękna. Jak masz na imię? 
 Usłyszałem cichy chichot. 
-Z czego się śmiejesz? 
-Ja z niczego.-Nieznajoma odwróciła się do mnie przodem.-Jestem Verinen w skrócie Veri. 
-Dosyć oryginalne imię. Podoba mi się.-Posłałem jej ciepły uśmiech.-Może miałabyś ochotę na kawę? 
-Na kawę nie za bardzo,ale lody z chęcią. 



Oczami Veri 
 Wybrałam się znowu do tego  sklepu. Miałam nadzieję,że dzisiaj znowu go zobaczę. Postanowiłam,ze jeżeli on się do mnie dzisiaj nie zagada to ja to zrobię. Ubrałam kurtkę i wyszłam. Po drodze spotkałam Luizę. 
-Cześć. Gdzie się wybierasz? 
-Idę do sklepu. Idziesz ze mną? 
-Nie dzięki. Śpieszę się do domu. Emil na mnie czeka. 
-Dobra, przekaż mu że będę wieczorem. 
-Hej. 
 Ruszyłam w dalsza drogę. Już po kilku minutach byłam w środku. Poszłam na dział z nabiałem. Właśnie zastanawiałam się który jogurt wybrać, kiedy  usłyszałam za sobą szept.  
-Hej piękna. Jak masz na imię.
 Na dźwięk tego głosu lekko zadrżałam. Był taki ciepły i cudowny. Zaśmiałam się cichutko.  
-Z czego się śmiejesz?
-Ja z niczego.-Odwróciłam się do niego przodem.-Jestem Verinen w skrócie Veri. 
-Dosyć oryginalne imię. Podoba mi się.- Posłał mi ciepły uśmiech.-Może miałabyś ochotę na kawę? 
-Na kawę nie za bardzo,ale lody z chęcią. 

 Usiedliśmy przy stoliku czekając aż kelner podejdzie. Nie musieliśmy długo czekać. 
-Co dla państwa? 
-Więc na co masz ochotę?-Tom znowu posłał mi ten ciepły uśmiech. Miałam wrażenie jakbym znała go od dawna. A przecież to nie możliwe. 
-Hmmm. Na lody jak dla mnie jest trochę za zimno, więc może jakieś ciastko i herbata brzoskwiniowa. 
-Dwa najlepsze ciastka i dwie herbaty brzoskwiniowe.-Chłopak szybko złożył zamówienie. 
-O czym chciałeś rozmawiać? 
-No nie wiem.  Może o tym kim jesteś, co lubisz i takie tam. Chce cie lepiej poznać. 
-Więc pytaj.-Uśmiechnęłam się lekko. 
-Czym zajmujesz się na co dzień? 
-Niczym, to znaczy nie pracuję.  Nie muszę. W sumie to fajnie byłoby gdzieś pracować, ale nie wiem gdzie.  Jestem tylko wolontariuszką w schronisku. 
-Jak tam jest?
-Na pewno głośno.-Zaśmialiśmy się.-A tak na poważnie , to panuje tam miła atmosfera. Kocham tam przychodzić i widzieć codziennie te wesoło merdające ogony i te oczęta pełne miłości. -Po wypowiedzeniu tych słów zobaczyłam przed oczami swoich podopiecznych. Z zamyślenia wyrwał mnie Tom. 
-Przynieśli zamówienie. 
 Rzeczywiście, przede mną stała filiżanka z herbatą i jakieś ciastko z kremem i polewą czekoladową. Upiłam łyk ciepłego napoju.

 Rozmawialiśmy tak ze trzy godziny. Nawet nie zauważyliśmy ,że zrobiło się późno. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Luiza. 
-Hej kochana. Co chciałaś? 
-Kiedy będziesz? 
-Nie wiem. Tak do godziny powinnam wrócić. Pa 
 Na chwilę zapanowała cisza. 
-Odprowadzić cię? 
-Jasne. Byłoby miło. 
 Szliśmy dłuższą drogą przez park. Słońce przyjemnie grzało, a my śmialiśmy się z byle czego. Kiedy dotarliśmy na miejsce wymieniliśmy się numerami telefonów i umówiliśmy się na następny dzień. Warkocz pocałował mnie w policzek po czym pożegnaliśmy się. Kiedy tylko weszłam do środka od razu dopadła mnie Luiza z masą pytań. 

Oczami Toma  
 Ledwo wszedłem do domu a od razu podbiegł do mnie Scotty. 
-Cześć piesku. Tęskniłeś? 
-Tom! Czy ty nigdy nie możesz odebrać?-Dobiegł mnie wrzask brata z salonu. Zaśmiałem się pod nosem i ruszyłem do swojego pokoju. 


 Przez tydzień spotykałem się z Veri. Raz przychodziłem do jej "pracy" ,innym razem spotykaliśmy się na mieście. Za każdym razem dowiadywaliśmy się o sobie czegoś nowego. Uwielbiałem spędzać z nią czas. Można powiedzieć,że się zaprzyjaźniliśmy. Niestety nadszedł ten dzień w którym miałem lecieć z Billem do mamy i Gordona.
-Spakowałeś wszystko?Toooom!-Od rana musiałem wysłuchiwać jego narzekać,że jeszcze nic nie jest zrobione. Została mi do zapięcia ostatnia walizka. 
-Bill, choć tu na chwile. 
-Po co?
-Musisz mi pomóc. Walizki nie da się dopiąć.
 Mój jakże szybki brat wreszcie dowlókł się do mojego pokoju. 
-Co? 
-Stań albo usiądź na tej walizce, bo dopiąć się nie da. 
Blondyn wykonał moje polecenie. Po pięciu minutach męki udało się. 
-Dzięki. 
-Gotowy? 
-Tak.  


 Zanieśliśmy wszystkie bagaże do samochodu i zapakowaliśmy się do niego wraz z psami.  Droga na lotnisko nie była długa. Niedługo potem siedzieliśmy w naszym przytulnym samolocie.  

 Święta mogę zaliczyć do udanych. Cieszyłem się ze spotkania z rodziną. Kolacja wigilijna była naprawdę pyszna. Mama jak zwykle narzekała ,że jesteśmy za chudzi. Następne dni spędziliśmy na obijaniu się i rozmowach z rodziną. Oczywiście nie obyło się bez telefonowania do Veri.  Dwa dni przed sylwestrem Billowi zebrało się na rozmowę. 
-Możemy porozmawiać?  
-Jasne? O co chodzi? 
-Od kąt poznałeś tą dziewczynę, zmieniłeś się. 
-Nie wiem o czym mówisz. 
-Ale ja wiem. Widzę co się z tobą dzieje.  Często gdzieś wychodzisz. łazisz uśmiechnięty.  
-Oj no może trochę.-Oboje się roześmialiśmy. 


 Nadszedł sylwester. Wybrałem się z Billem i resztą zespołu9wraz z ich dziewczynami) do jakiegoś klubu. Bawiliśmy się prawie do południa po czym padliśmy jak zabici. Chyba nie muszę dodawać,że kiedy się obudziliśmy mięliśmy niezłego kaca. 

~~~~~~~~~~~~ 
 Na samym początku przepraszam,że tak długo nie dodawałam no i za to że odcinek krótki. Tak wiem nie postarałam się i za dużo poskracałam. Na swoją obronę mogę jedynie powiedzieć,że gdybym miała opisywać te scenki zajęło by mi to co najmniej rok. Tak wiem, notka nie była zbyt fajna, ale zwalam no na... szkołę. 
Notkę dedykuję Jessicy (życzę szczęścia z Rafałem) 


Ach serce, serce jedyne
Czemu jesteś takie zimne 
Czy z kamienia żeś wykute  
Czy po prostu z lodu wyrzeźbione
Ach serce, serce jedyne 
Takie piękne i jedyne 
W słońcu się mienisz kolorami tęczy 
W mroku białe jesteś bez żadnej skazy 
Ach serce, serce kochane 
Kiedyś porzucone przez swoje niekochanie 
Ach serce, serce jedyne 
Pomnij, że zawsze cię pragnęłam 
I innego nie chciałam boś jedyne 
I tą grę o Ciebie ze złym losem przegrałam  
Chociaż nie dla mnie przeznaczone 
To na przekór wszystkiemu ze mną zjednoczone

74.Ramki

Kiedy tylko wstałem, spojrzałem na zegarek. No tak, 13. Można było się tego spodziewać. Przeciągnąłem się leniwie i wstałem z łóżka. Swoje kroki skierowałem w stronę pokoju mojego klona.  Wszedłem bez pukania. 
-Witam zakochańców. Wstawać! Za pół godziny widzę was na dole.-Nie czekając na odpowiedź , wróciłem do swojego pokoju. Otworzyłem szafę. Wyciągnąłem z niej czarne spodnie i koszulkę tego samego koloru. Oczywiście ciuchy o kilka rozmiarów na mnie za duże.  Skierowałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się. 

 Staliśmy właśnie przy żelkach, kiedy moim oczom ukazała się Ona. Ciemnobrązowe , proste włosy. Niska z odpowiednim wyposażeniem. No i ten zaokrąglony brzuszek. 
-Bill-Szturchnąłem brata i wskazałem głową na dziewczynę. 
-Wygląda dokładnie jak... 
-Anita. Ona też by miała teraz taki brzuszek.-Odpowiedziałem smutnym głosem.
-Idziemy coś zjeść? 
-Jasne. 
 
 Do świąt pozostało kilka dni, więc postanowiliśmy zrobić zakupy świąteczne.  Wieczorem wróciliśmy obładowani torami. Zakupy schowałem do szafy. 
-Tom, jutro rano zawożę Julke na lotnisko. Pójdziemy potem do jakiegoś baru?
-Ledwo dziewczyna wyjeżdża, a ty już szukasz kogoś do towarzystwa?-Zaśmiałem się. 
-Nie ja, tylko ty. 
-Bill, rozmawialiśmy już o tym. 
-Tak wiem. Chcę jednak odzyskać tego dawnego Toma, który co noc przyprowadzał inną dziewczynę.Tego, który był wiecznie roześmiany, z którym dało się porozmawiać. Chodź, porozmawiamy.
-Przecież rozmawiamy cały czas. 
-Ugh, użyj czasem mózgu. 
  
Wspięliśmy się po schodach i weszliśmy do mojego pokoju. Spocząłem na łóżku, po czym poklepałem miejsce obok siebie. Bill usiadł. 
-No więc o czym chciałeś porozmawiać? 
-Kochałeś ją? 
-Co to za głupie pytanie? 
-Kochałeś? Odpowiedz. 
-Kochałem.-Odpowiedziałem po kilku sekundach. 
-Jesteś tego pewien? 
Uśmiechnąłem się do siebie. 
-Tak, oczywiście że jestem tego pewien. 
 Mój brat w odpowiedzi westchnął, po czym uśmiechnął sie ciepło. 
-Wiem,że bardzo przeżyłeś jej śmierć,ale nie możesz żyć przeszłością. Całymi dniami przesiadujesz w swoim pokoju. Tak nie można. 
-Wiem. 
-To czemu nic z tym nie zrobisz? 
-A co mam zrobić? Nie radze sobie. 
-Po pierwsze, wyjść do ludzi. Po drugie, to znajdź sobie kogoś.
-Tylko, że ja nie chcę nikogo innego. 
-Nie marudź. Idziesz ze mną na dół? 
-Tak tak. Zaraz zejdę. 
 
 Kiedy Bill wyszedł wyciągnąłem album ze zdjęciami. Wtedy przyszło mi coś do głowy. Zbiegłem na dół do salonu. 
-Julka1 Masz jakieś zdjęcia z Anitą? 
-Jasne. Są gdzieś w torbie.  Kochanie, przyniesiesz? 
 Już po kilku sekundach cały stół był oblężony przez fotografie. Z każdym zdjęciem była związana krótka bądź dłuższa historia. Humor nieco mi sie poprawił. 
-Chcecie coś do picia?  
-Cole.-Bill nawet nie spojrzał na mnie, gdyż zapatrzył się w zdjęcie na którym była Jula z pieskiem na rękach. 
-Ja też poproszę.-Uśmiechnęła się dziewczyna.  
 
-Bill, mamy jakieś ramki na zdjęcia? 
-Tak, powinny gdzieś być. 
-Poszukaj. 
-Czemu ja? 
-Bo jesteś młodszy i ci karzę. 
 Brat w odpowiedzi warknął i wyszedł z salonu. Po chwili wrócił z jakimś kartonem.  
-Co to jest?
-Ramki. 
-Dawaj. 
 Wyciągnęliśmy szukane przedmioty. 
-Co masz zamiar z nimi zrobić? 
-Zobaczysz. 
 Po pół godzinie wszystkie ramki były ze sobą złączone. Zajmowały prawie całą ścianę salonu. Powkładałem w ramki zdjęcia tworząc nie małą wystawkę. 
-Jak się podoba?-Zapytałem z uśmiechem? 
-No no. Muszę przyznać,że czasem myślisz. 
-Czasem? 
-No dobra, prawie nigdy.  
-Radzę ci uciekać.-Zacząłem gonić brata po całym domu. Julka przyglądała sie tej gonitwie i śmiała się. Do porządku przywołała nas po jakiejś godzinie, kiedy to Bill już opadł z sił.   

 Rano obudził mnie budzik bliźniaka. Leniwie wstałem z łóżka. Nie miałem na nic sił, ponieważ była dopiero 9. Obiecałem Billowi,że pojadę z nim odwieść Julkę na lotnisko.  Szybko się ubrałem i zszedłem na dół. 
W kuchni, przy stole siedziała już dziewczyna. 
-Hej.-Przywitałem ją całusem w policzek.  
-No hej. Siadaj i jedź.  
Dopiero po chwili dojrzałem talerz wypełniony górą kanapek. Usiadłem na przeciwko Juli i zająłem się jedzeniem. 
-Smakuje? 
-Bardzo. Bill dobrze sobie wybrał przyszłą żonę. 
-Haha, bardzo zabawne, wiesz? Bill sam mówił,że nie weźmie nigdy ślubu. 
-Zobaczysz, jeszcze zmieni zdanie. 
-No nie wiem. 
-Ale ja wiem.
-Co mnie obgadujecie?-Do pomieszczenia wpadł Bill. 
-A kto powiedział,że ciebie?-Julka wystawiła mu język po czym się zaśmiała. 
 
 Odstawiliśmy Julkę na lotnisko. Pożegnałem ją całusem w policzek i oddałem ją bratu. Całowali się chyba z godzinę. Ledwo zdążyła na samolot. W drodze powrotnej Bill zaczął myśleć na głos. 
-Tak się zastanawiam. Dlaczego lekarz nie wpuścił nikogo na salę An? No i dlaczego trumna była zamknięta? 
-Możemy zostawić ten temat? Chociaż w sumie masz rację. To dosyć dziwne. 
-To co do baru? Czy wolisz robić coś innego? 
-Mieliśmy dzisiaj robić te kolczyki. 
-Oki. 

 W salonie byliśmy już po pół godzinie. Bill zrobił sobie kolczyk w wardze po przeciwnej stronie. Ja zrobiłem sobie obok pierwszego. Nie powiem, wyglądało to dosyć fajnie. Potem postanowiliśmy wrócić do domu i się spakować. W planach mięliśmy pobyt w Niemczech przez kilka tygodni. 

73.Prolog


Siedzieliśmy w restauracji. Bill znowu zapomniał telefonu, przez co Jost się wnerwił. Oczywiście cała wina spadła na mnie. Powoli zaczynałem mieć już tego wszystkiego serdecznie dość.  Przez ostatnie lata tyle się zmieniło. I ten pobyt w Japonii. Coś cudownego. Było to rok temu, ale pamiętam jakby zdarzyło się wczoraj. Tak, ten kraj jest wyjątkowy i piękny. A skoro już o tym mowa... Minęły trzy miesiące od Jej pogrzebu. Nadal nie potrafiłem się z tym pogodzić.
-Lecimy na święta do mamy? -Z zamyślenia wyrwał mnie głos brata.
-Jak chcesz. 
-Znowu o niej myślisz?-Wyczułem troskę w jego głosie. 
-Wydaje ci się. Idziemy? 
-Gdzie ty chcesz iść? 
-Mamy za pół godziny pojawić się na sesji. Zapomniałeś? 
-A no fakt. 
 Zapłaciliśmy za obiad. Do studia nie mięliśmy daleko , więc przeszliśmy się.  


 Sesja zdjęciowa trwała do późna. Najpierw pozował Bill. Zajęło to jakieś trzy godziny. Potem ja, czyli tak ze dwie. I na koniec razem. Wolałem nie patrzeć na zegarek. 

-No to jeszcze tylko jedziemy po jakąś kolację.-Uśmiechnął się Bill. 
-Julka? 
 W odpowiedzi skinął mi głową. Julka ,to jego dziewczyna. Ma 20 lat. Jak ją poznał? Otóż była najlepsza przyjaciółką Anity. 
 Weszliśmy do nocnego sklepu. Do koszyka trafiły mrożone pizzy, cola, alkohol. 
-Truskawki? 
-I bita śmietana. Powinno jej się podobać. 
-Może jakieś kwiatki? 
-Oj Bill. Prawie co dzień dajesz jej wielki bukiet. Nie ma już gdzie tego trzymać. Bądź sobą i postaw na oryginalność.  
-Co masz na myśli?  
-Pomyśl.-Tak, wiem. To było chamskie z mojej strony. Mój braciszek przecież nie potrafi myśleć. 
-Mam.-Wykrzyknął. 
-Nie drzyj japy idioto. 
-Nie jestem idiotą. 
-Taaa, akurat. 

 Po meczących zakupach wróciliśmy do domu. Oczywiście musiałem pomóc młodemu w przygotowaniu kolacji.  W salonie porozstawialiśmy świeczki, gdzie się tylko dało.  Rozsypaliśmy płatki róż po całym pomieszczeniu. 
-To ja idę zrobić coś do żarcia,a ty zrób resztę. 
 Nie miałem za dużo do roboty. Ugotowałem makaron i zrobiłem sos. Ledwo nałożyłem to na talerze jak rozległ się dzwonek do drzwi. Ruszyłem w stronę drzwi, przy okazji zaglądając do brata, który dał mi znak że już skończył wszystko przygotowywać. 
 Kiedy otworzyłem, moim oczom ukazała się brązowowłosa piękność o błękitnych oczach. Miała na sobie jasnozieloną sukienkę. Przywitaliśmy sie całusem w policzek. 
-Jest Bill? 
-Tak, chodź do salonu.- Przepuściłem dziewczynę po czym ruszyłem za nią. 

 Siedziałem w swoim pokoju i rozmyślałem po raz kolejny tego dnia nad tym co się stało. 
 Kolejne minuty mijały. Nikogo nie wpuścili do sali. Krążyłem po korytarzu cały w nerwach. Ileż można! Nikt nie raczył powiedzieć nam co z Nią. 
-Tom, proszę usiądź. Na pewno nikomu nie pomożesz łażąc tak bez celu. 
-Ale czemu nikt nic nam nie mówi? 
 Po chwili z sali wyszedł lekarz. Podszedł do nas powolnym krokiem. 
-Przykro mi, ale nic nie mogliśmy zrobić. 
 Wtuliłem się w brata. Nie potrafiłem już powstrzymać łez. Zjechałem po ścianie, o którą byłem wcześniej oparty. Siedziałem tak wtulony w czarnego. W okół nas panowała cisza.  
-Dlaczego?
-Nie wiem. 
-Ona była w pierwszym miesiącu ciąży. Miałem zostać ojcem. Billy, dlaczego musiało to spotkać akurat mnie? 
-Tego nikt nie wie. Widocznie tak miało być. 

 Siedziałem tak jeszcze ze dwie godziny. W końcu zebrałem w sobie siły i wstałem. Po drodze do łazienki zacząłem ściągać z siebie ubrania. Wziąłem szybki prysznic. Wytarłem się ręcznikiem i założyłem bokserki. Wróciłem do łóżka. Z pokoju obok doszły mnie odgłosy i jęki. Zaśmiałem sie pod nosem i zasnąłem. 

72.-Kurwa który nie potrafi po sobie sprzątać?!


Jak on mógł mi to zrobić? Zawsze powtarzał mi,że mnie kocha. A teraz co?Całuje się z jakąś dziwką i to na moich oczach. Czemu życie jest takie okrutne? 
-Chodź.-Chłopak złapał mnie za rękę  i pomógł mi wstać. Wyszliśmy na zewnątrz. Za nami podążał Tobias, który robił tego wieczoru za kierowce. 
-Mógłbyś odwieść mnie do hotelu?-Spytałam łamiącym się głosem.
-Nie mała. Dzisiaj śpisz u mnie. 
-Ale... 
-Nie ma żadnego ale.-Chłopak usiadł obok mnie i zapiął pas.-Hej, nie łam się. Wszystko będzie dobrze. 
-Łatwo ci mówić. Właśnie zawalił się mój świat. 
-Na nim chyba świat się nie kończy? A rodzice, jakieś rodzeństwo. 
-Rodzice i brat nie żyją.-Po moim policzku popłynęła łza. Może nie okazywałam,że brakuje mi ich, ale cholernie za nimi tęskniłam.- Oprócz "przyjaciółki" nie mam nikogo. 
-Przykro mi. Tylko czemu powiedziałaś sarkastycznie słowo przyjaciółki? 
-Ehh. To dosyć skomplikowane. Sama nie wiem. Tak jakoś wyszło,że stałam się jej obojętna i teraz tylko udaje.-Warkocz przytulił mnie.  Chciałam znaleźć się daleko, gdzie nikt by mnie nie znalazł.  


 Auto wjechało na podjazd. Moim oczom ukazała się wielka posiadłość. Tom otworzył drzwiczki, wysiadł i pomógł mi wyjść. Ledwo trzymałam się na nogach. Chłopak objął mnie w pasie i zaprowadził do domu. W salonie świeciło się światło, a to oznaczało, że Bill najprawdopodobniej jest w domu. Wtulona w Toma przeszłam przez próg. 
-Cześć!-Krzyknął Warkocz. 
-Hej.-Dobiegły wrzaski Billa z kuchni. 
-Chodź. Powinnaś coś zjeść.-Chłopak pociągnął mnie w stronę wyżej wymienionego pomieszczenia. Przed drzwiami puścił moją rękę i wszedł do środka. Chwilę sie wahałam po czym weszłam do środka. 


 Usiadłam przy stole po czym wlepiłam w niego swój wzrok. Najchętniej zostawiłabym swoje serce gdzieś daleko. Najlepiej poza granicami świata. Ukryła je gdzieś daleko, tak żeby nikt nie mógł go znaleźć i zranić po raz kolejny.
-Na co masz ochotę?-Uśmiechnął się starszy z bliźniaków. 
-Jeśli powiem,że na spalenie żywcem,to uznałbyś moją odpowiedź?-Spojrzałam na chłopaka.Widząc jego spojrzenie dodałam.-Przecież wiem. Tak tylko mówię. Niech ci będzie. Może być coś do picia. 
Już po chwili stała przede mną szklanka z colą i dwa kawałki pizzy na czarnym talerzu. 
-Nie mam ochoty na jedzenie.-Mruknęłam. 
-Oj mała nie marudź. Mi brat nawet gdybym umierał nie podałby niczego, a ty jeszcze narzekasz.-Wyszczerzył się Bill. Chłopak wyciągnął rękę. Uścisnęłam ją.
-Hej, jestem Anita. 
-Nie będę się przedstawiał,bo to raczej nie ma sensu.Tak więc,po co mój szanowny brat cię tu ściągnął?  
-Jego się spytaj. 
Po zjedzonym posiłku Tom zaprowadził mnie do swojego pokoju,a raczej mnie tam wniósł bo zasnęłam na stole.


Oczami Toma
 Położyłem ją na łóżku.
-Przecież nie będzie spała w ubraniach.-Tak, moje przebłyski inteligencji czasem mnie przerażają.Tak więc ściągnąłem jej buty wraz ze skarpetkami.Paznokcie miała pomalowane na czarno,a na warstwie lakieru były jeszcze czerwone wzorki.Rozpiąłem pasek i rozporek, po czym zsunąłem spodnie z dziewczyny.Moje ręce powędrowały pod jej bluzkę.Rozpiąłem i zwinnie ściągnąłem jej stanik starając się nie zwracać uwagi,na to że leży przede mną jedynie w bluzce. Ułożyłem ją na moim łóżku, po czym przykryłem kołdrą. Sam poszedłem wziąć szybki prysznic. Ubrałem jedynie bokserki i wróciłem do pokoju. Położyłem się obok An. Dziewczyna wtuliła się we mnie ufnie. 
Oczami Anity miesiąc później... 
-Kurwa! Który nie potrafi po sobie sprzątać?!-Wydarłam się na cały dom. Znów to samo. Dzień w dzień muszę po nich sprzątać. Szybko posprzątałam salon. Kiedy skończyłam usiadłam na sofie. Z góry zeszli bliźniacy. 
-Mała, my jedziemy na wywiad. Będziemy za jakieś trzy godzinki. Zostajesz z Tobiasem. Jak coś to dzwoń. 
-Jasne.-Pożegnałam się z chłopakami całusem w policzek. 
 Kiedy tylko pojechali rozwaliłam się w salonie z laptopem. Postanowiłam sprawdzić pocztę oraz gg. Odczytanie wiadomości zajęło mi chyba z półtorej godziny. Resztę czasu postanowiłam spędzić przed telewizorem. Rozgościłam się tu już po dwóch dniach, a teraz byłam już lokatorką. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. 


 Obudziłam się w łóżku. Lampka leżąca na stoliku oświetlała postać warkocza. 
-Cześć.-Mruknęłam.-Długo spałam? 
-Może kilka godzinek.-Odparł uśmiechając się.   
-Co robimy? 
-Hmm, chyba wiem.-Pochylił się nade mną i pocałował mnie delikatnie bojąc się mojej reakcji. Zaskoczyło mnie to ponieważ wcześniej nie wykazywał ani odrobinę zainteresowania. No ale w końcu miesiąc postu robi swoje. Tak miesiąc.Odkąd się pojawiłam ani razy z żadną się nie przespał, nawet na żadną nie spojrzał. Oddałam pocałunek. Już po chwili całowaliśmy się namiętnie. Tom składał pocałunki na całym moim ciele omijając miejsca intymne. Chwilę potem nasze ubrania wylądowały na podłodze. Przejechałam ręką po jego nagim i umięśnionym torsie. Warkocz zaczął całować mnie między piersiami, doprowadzając tym samym do rozkoszy. Schodził pocałunkami coraz niżej. Doszedł do dziurki. Wsunął tam swój język i zaczął penetrować moje wnętrze. 
 Moje ciało wygięło się łuk. Jękłam z zachwytu. 
-Jesteś pewna?-Spytał po chwili. Nic nie odpowiedziałam tylko wzięłam do ręki jego już nabrzmiałą męskość. Zaczęłam składać delikatne pocałunki na główce jego małego przyjaciela. Po chwili wzięłam go do ust i zaczęłam ssać. Kiedy wyciągnęłam go z ust ,szepnęłam błagalnie  
-Wejdź we mnie. 
 Chłopak wszedł we mnie delikatnie nie chcąc sprawiać mi bólu. Poruszał wolno biodrami. Z początku strasznie bolało, ale jego pocałunki łagodziły to. Po chwili zwiększył tempo wiedząc,że nie sprawi mi tym bólu. Nasze jęki i krzyki było słychać chyba w całym domu. Oboje doszliśmy w tym samym czasie. Opadliśmy na łóżko zmęczeni. 
-Kocham cię.-Tom pocałował mnie w usta po czym opadł obok mnie. 
-Ja ciebie też.- Nie wiadomo kiedy zasnęliśmy ze zmęczenia.


  Następnego dnia wstaliśmy koło 11. Szybki prysznic i trzeba było zejść na dół. W salonie zastaliśmy Billa.
-Jak się spało?-Zaśmiał się. 
-Całkiem dobrze.-Odpowiedział mu brat obejmując mnie w pasie. Usiedliśmy na sofie obok kosmity(czyt.Billa) 
-Wydaje mi się,że o czymś zapomniałem.-Powiedział sam do siebie Tom. 
-Pewnie o śniadaniu do łóżka.-Zaśmiał się młodszy Kaulitz. 
-Nie, to nie to...O kurwa!-Warkocz automatycznie zbladł. 
-Co się stało?-Spytałam lekko wystraszona. 
-Zapomnieliśmy się zabezpieczyć.-Odparł drżącym głosem. 
-Spokojnie. Nic się nie stało.-Odparłam lekko się uśmiechając. 
-Jak to nic? A jeśli przez to zajdziesz w ciąże? 
-Nie zajdę.-Widząc pytający wzrok chłopaka wyjaśniłam.-Rok temu miałam wypadek i od tamtego czasu jestem bezpłodna.-Uśmiechnęłam się niemrawo.Widziałam,że bliźniakom nieco ulżyło. Kiedy tylko się zorientowałam,że chcą coś powiedzieć, zapytałam.-Co dzisiaj robimy?  
-Myślałem, że moglibyśmy polecieć do Niemiec.-Bill wyraźnie się ożywił. 
-W sumie, to czemu nie?-Zaśmiałam się lekko.-Chętnie pojechałabym wtedy do Polski.-W głowie miałam już ułożony plan działania.

 Tak więc szybko się spakowaliśmy. Godzinę później byliśmy już w samolocie. Lot minął nam spokojnie, dlatego że większość przespaliśmy. Na miejscu byliśmy koło godziny 18. 


 Przywitałam się z mamą bliźniaków. 
-Miło mi panią poznać. Chłopacy wiele o pani mówili. 
-Daj spokój skarbie z tą panią. Mów mi Simone. 
-Dobrze.-Uśmiechnęłam się szeroko. 
 Rozmawialiśmy do późna. Swoją drogą dom był całkiem ładny. Meble idealnie pasowały do jasnego koloru ścian. Za domem był piękny ogród z basenem. 


 Leżałam już w łóżku. Jako że zostałam przedstawiona jako koleżanka bliźniaków, spałam w pokoju gościnnym z czego Tom nie zbyt się ucieszył. Włączyłam laptopa. Kiedy tylko gg mi się załadowało od razu napisała do mnie Patka. 
P:Hej
A:Hej, co u was słychać? 
P:Tęsknimy. 
A:Ja też za wami tęsknię. Ale nie będziemy się smucić, więc pisz co się u was działo ostatnimi czasy. 
P:Gałek nie daje mi spokoju już od kilku miesięcy. 
A:Od ilu? 
P:No.. 
A: Pisz! 
P:Odkąd wyjechałaś 
A:Zajebie go  
P:Ani, daj spokój, nie warto. 
A:Uwierz mi ,że jednak warto. 
 Ta dyskusja trwała jeszcze z godzinkę. Po tym czasie poszłam zmęczona spać. 

 Wstałam koło 8. Od razu zaczęłam szukać w internecie potrzebnych mi informacji i załatwiać pewne sprawy. Potem szybko się ogarnęłam i zeszłam na śniadanie. W kuchni była już Simone i Tom. Przywitałam się z nimi grzecznie, po czym usiadłam przy stole. 


 Kolejne dni minęły nam w miarę spokojnie. Łaziliśmy po wiosce, a bliźniacy opowiadali mi wspaniałe historie z ich życia.Po tygodniu przenieśliśmy się do Homburga. Poznałam też resztę zespołu. Chłopacy mięli wiele do nadrobienia więc całą noc przegadali. Wszystko było by piękne, gdyby nie ten cholerny dzwonek do drzwi. 
-Otworzę.-Zadeklarował Bill. 
-Dobry wieczór. Czy zastaliśmy Anitę ...?-Dobiegł nas głos z przedpokoju. Jak się okazało, byli to policjanci. 
-Anita...? 
-Tak.-Odparłam zdziwiona. Czyżby coś mnie ominęło? 
-Musimy zadać ci parę pytań.-W odpowiedzi kiwnęłam głową i ręką wskazałam sofę naprzeciwko. Młodszy z mężczyzn wyciągnął notes. 
-Tak więc, co robiłaś ostatniej nocy? 
-Byłam z chłopakami w klubie. 
-Czy ktoś to może potwierdzić? 
-Taa, cała ta wiara-Wskazałam na całą resztę.-No i kilka osób z klubu, w tym barman. Czy mogę wiedzieć o co chodzi?
-Tak, oczywiście. Chodzi o morderstwo Damiana Gałka. 

 Przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem. Czy tą sprawa nie powinna zająć się polska policja? 
-Tylko co ja mam z tym wspólnego?-Zapytałam opanowanym głosem, chociaż w środku cała się trzęsłam ze strachu. 
-Miałaś motyw. Zabił ci rodzinę, a ty chciałaś się na nim odegrać. 
-Nie zrobiłam tego. Poza tym nie macie nawet żadnych dowodów,że to ja. 
-To się jeszcze okaże.Zabieramy twój laptop. Oddamy go, ja tylko sprawdzimy jego zawartość. 

 Po wyjściu policjantów wszystkie pary oczu skierowały się w moją stronę. 
-Możesz nam to wytłumaczyć?-Naskoczył mnie od razu Bill. 
-Ale nie ma czego wyjaśniać. 
-Jesteś oskarżona o morderstwo! 
-Sugerujesz coś? 
-Tak. Uważam, że nawet jeśli ty go nie zabiłaś, to zleciłaś to komu innemu. 
-Bill, przestań. Anita, a ty czemu milczysz?-Spojrzał na mnie Tom i oczekiwał odpowiedzi.-Żartujesz sobie ze mnie? 
-Od razu mówię,że nie kazałam go zabijać. 
-I tylko tyle zamierzasz mi powiedzieć?
-To nie moja wina że nie żyje. Sam sobie zawinił. 
-Może powiesz coś więcej? 
-Nie i koniec tematu. 
-Ale wiesz kto chciał go zabić? 
 Nic nie odpowiedziałam tylko położyłam się spać. 


  Dwa dniu później policja oddała mi laptopa i jeszcze raz mnie przesłuchała. Dzisiaj mięliśmy wracać do LA. Wszystko było już spakowane. Czekaliśmy teraz tylko na przyjazd wana żeby pojechać na lotnisko. 


Tydzień później oczami Toma 
 Siedzieliśmy w trójkę w kuchni. Czekałem aż zagotuje się woda na kawę. W domu panowała dziwna atmosfera. Każdy wyczuwał ,że niedługo coś się stanie. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Leniwie wstałem i poszedłem otworzyć drzwi. Moim oczom ukazał się wysoki chłopak o ciemnych włosach. Nie widziałem zbyt dobrze jego twarzy, bo na jego nosie spoczywały duże, ciemne okulary. 
-Jest Anita? 
-O co chodzi? 
-Jest? 
-Tak.-Wpuściłem go do środka. Chłopak od razu ruszył w stronę An, która stała w progu. Brunet złapał ją za rękę i zaczął ciągnąc na górę. Chciałem pójść za nimi, ale Anita zatrzymała mnie. Po chwili dało się słyszeć ostrą kłótnię. Ich krzyki słychać było doskonale nawet na dworze. Minęła godzina, może więcej. Usłyszałem jak ktoś zbiega na dół. 
Oczami Anity 
 Zbiegłam na dół, do salonu. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Mike znalazł się przede mną.
-Czego ode mnie oczekujesz? 
-Zapłacisz zza to co on zrobił. 
-Ale dlaczego ja? Przecież to nie moja sprawa. 
-Byłaś jego córką, a przecież ktoś musi zapłacić.
-Proszę, nie.-Mój szept był ledwo słyszalny. Chłopak jedynie zaśmiał się krótko. Zbliżył się na niebezpieczną odległość, tak że poczułam jego gorący oddech na szyi. Kolejne sekundy wydawały się nie istnieć, Tak jakby czas zatrzymał się chcąc zadać jak najwięcej bólu. Zimne ostrze przebiło moje serce. Widziałam strumień ciepłego czerwonego płynu wydobywającego się z mojego ciała.Usłyszałam tylko wołanie i błaganie.Upadłam. Wszystko widziałam jak przez mgłę. I ten anielski głos. Czy anioły płaczą? Tego nie wiem, ale mój na pewno tak. Płakał, a jego słone łzy spływały po bladych policzkach kończąc swoją wędrówkę na moim serce, które stawało się coraz zimniejsze. 


 Co było dalej? Nie wiem. Dalej nie było już chyba nic. 

71.Nie odstępuj ode mnie


 Czekała mnie długa podróż. Najpierw do Niemiec, gdzie miałam zaliczyć wszystkie kursy ,a potem do Los Angeles. Wsiadając do pociągu starałam się nie myśleć o tym co mnie czekało. Usiadłam na swoim miejscu i utkwiłam wzrok "Salon sukien ślubnych i wieczorowych" "Miałyśmy tyle planów, najpierw wspólne studia, kursy, praktyki a potem własny salon kosmetyczny. 

Porzuciłam marzenia. Nie warto się w nich zatracać. Liczyło się tylko tu i teraz. Niepotrzebne myśli starałam sie wyprzeć,aby na ich miejsce wstąpiły te bardziej pożądane w danej chwili. Nie chciałam myśleć o przeszłości, ani o tym co się z nią wiązało. Oczywiście, kilka spraw trzeba było doprowadzić do końca, ale i na to miała przyjść pora. 
 Pociąg ruszył otwierając przede mną bamę lepszego jutra. 


 Mieszkanie nie było duże. Pokój, łazienka i kuchnia. Wszystko to urządzone skromnie, ale z klasą.Ściany białe tak jak i całe wyposażenie. Szybko rozpakowałam się. Nie było tego dużo. Kiedy spojrzałam na zegarek było grubo po północy.  Zmęczona rozłożyłam sofę i położyłam się spać. Pamiętałam o tym,że pierwszy sen w nowym miejscu zawsze się sprawdza. 

 Szłam długim korytarzem. Na jego ścianach wisiały przeróżne zdjęcia. Wiedziałam,że gdzieś już widziałam te osoby. Droga dłużyła mi się w nieskończoność. Już miałam zawrócić, gdy zobaczyłam przed sobą jasną kulę.
Wyciągnęłam rękę w jej stronę. Dziwna ciecz zaczęła pochłaniać moje palce, potem rękę aż pochłonęła całe moje ciało.

Przez ten cały czas nauki i takich tam zapomniałam całkiem o planowaniu zemsty. Poznałam nowych ludzi. A raczej pewnego chłopaka. Był mi całym światem. Blondyn, o błękitnych oczach. Dobrze umięśniony i nie głupi. Wprost ideał. I samo jego imię przyprawiało mnie o dreszcz podniecenia.  
-Andreas!-Chłopak udawał,że mnie nie słyszy. Byłam już lekko wstawiona. Miałam już sięgnąć po kolejną butelkę piwa, gdy powstrzymała mnie silna dłoń. 
-Mam coś lepszego. 
-Co masz na myśli?
-Najpierw jedno proste pytanie. I oczekuję szczerej odpowiedzi. 
-Tak? 
-Bo widzisz... Kocham cię i chciałbym... Czy chcesz być moją dziewczyna?-Widać było,że chłopak jest dosyć spięty. 
Ty jesteś mój poranek, 
złoty błysk na szybie 
i wietrzyk, co zza okna 
oddechem mnie pieści. 

Ty jesteś krzew jaśminu, 
ty jesteś mój ogród, 
motyl, co śród jaśminu 
skrzydłami szeleści. 


Nie odstępuj ode mnie. 
Nie odstępuj ode mnie. 


Jeżeli każesz-będę, 
jeżeli odejdziesz- 
umrę, jak motyl umrę, 
jak jaśmin uwiędnę. 


Nie odstępuj ode mnie. 
Nie odstępuj ode mnie. * 

-Tak.-Andreas wziął mnie w objęcia i okręcił się ze mną dookoła kilka razy. 
-W takim razie chodźmy. 
-Gdzie?-Zapytałam śmiejąc się. 
-Zobaczysz.-Chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę tylnego wyjścia. Biegliśmy przed siebie. Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce. Stanęliśmy przed starym kinem. Wyglądało jak nawiedzone. Odrapane ściany, powybijane szyby zabite dechami. Niepewnym krokiem podążyłam za Andreasem. 
-Co my tu robimy? 
-Zobaczysz. 
 Weszliśmy do środka, gdzie panowała ciemność. Chłopak zaświecił światła i poszliśmy dalej, na jedną z sal. Bez słowa usiedliśmy w jednym z górnych rzędów. Andi zapalił czarną świecę. Nie zwracałam uwagi na to co robił. Bardziej interesowało mnie to miejsce. Rozglądałam się dookoła. Pełno butelek, puszek i innych śmieci. Nic szczególnego.
-Daj rękę.-Nie zastanawiałam się nad tymi słowami i wykonałam polecenie. Czułam jak chłopak podciąga rękaw i zaciska pasek na moim przedramieniu. 
-Co robisz?-Wyrwałam się z  zamyślenia. W tym momencie igła wbiła się w moja skórę, a następnie w żyłę. Ciepły płyn zaczął mieszać się z krwią. Już po chwili trwałam w błogostanie. 

 Nie można było mnie nazwać ćpunką. Brałam, ale od czasu do czasu. Kochałam ten błogi stan jak i chłopaka , który wprowadzał mnie w niego(w domyśle, w ten stan). Dzięki temu mogłam zapomnieć o wszystkim. Oczywiście dręczyły mnie pytania, co do mojego nietypowego snu. Czy rzeczywiście czekała mnie śmierć już za kilka miesięcy? Wszystko to co widziałam podczas śpiączki było takie nieprawdopodobne, a zarazem takie realne. No i te zapewnienia Marleny,że umrę w wieku 18 lat. Ponoć wyszło jej tak z kart i moja linia życia jest bardzo krótka. Może i prawda, ale to mnie najmniej obchodziło. 




 I wreszcie nadszedł ten dzień. Tak ważny, a jednak tak mało istotny. To właśnie tego dnia ważyło się moje być i nie być. Samolot z Berlina do Los Angeles właśnie wylądował. Na dworze nie było mrozu, ale ciepło także nie było.Zabrałam swoje bagaże i wsiadłam do czarnego auta podstawionego pod lotniskiem. Droga ni była zbyt długa. Już po kilku minutach zajechałam pod hotel. Kierowca wziął moje torby i zaprowadził do pokoju, który miałam zajmować. Wykończona lotem padłam na łóżko i zasnęłam prawie natychmiast.

 Żałowałam,że nie było tutaj ze mną mojego chłopaka.Jedynym pocieszeniem było to,że następnego dnia miała dołączyć Jessica.Cieszyłam się na to spotkanie jak dziecko. Dawno się z nią nie widziałam ani tym bardziej nie rozmawiałam. 
-Cześć!-Przytuliłyśmy się na powitanie.-Opowiadaj co się działo przez ten czas? 
-Cześć. Nie uwierzysz!-Dziewczyna aż podskoczyła z radości. 
-Wal. 
-Sama zgadnij. 
-No nie wiem. Masz się spotkać ze Scooterem Brownem?**
-Tak!!!! 




 Cały dzień przesiedziałyśmy gadając o różnych głupstwach. Ta rozmowa dobrze nam zrobiła. Wyjaśniłyśmy sobie sporo, przy okazji zbijając wazon i kilka innych drobnych przedmiotów. Posprzątałyśmy i usiadłyśmy przed telewizorem. Włączyłyśmy sprzęt i wlepiłyśmy oczy w ekran. Tak zleciał nam czas. Wieczorem zabrałam dziewczynę do restauracji na kolację. Kiedy wróciłyśmy do hotelu padłyśmy na łóżka zmęczone i od razu zasnęłyśmy. 


 Udało się! Jess dostała pracę."Stylistka Justina Biebera". Nic więcej w danej chwili mnie nie obchodziło.Wybrałam numer Andreasa. Chciałam z nimi porozmawiać.Ostatnimi czasy nie było okazji. Jeden, dwa trzy sygnały. Odebrał po 4. 
-Cześć kocie.-Przywitał mnie. 
-Hej. Co tam, u ciebie? 
-Nic ciekawego. Tęsknie za tobą.A ty co porabiasz? 
-Siedzie właśnie z Jess. Szkoda,że nie chciałeś ze mną tu przylecieć. 
-Dobrze wiesz,że nie lubię latać. 
-Tak, wiem. Dobra ja muszę kończyć. Jess mnie woła. Zabiera mnie na jakąś imprezę czy coś takiego. 
-Ty i impreza? 
-Taaa, sama w to nie wierzę. No ale cóż. Czego się nie robi dla przyjaciół?
-Hehe. Dobra. Życzę udanej zabawy. Pa. 
-Pa. 
 Ubrałam czara skórzana kurtkę i dołączyłam do Jessicy. Wieczór nie należał do ciepłych. Zamówiłyśmy taksówkę. Nie musiałyśmy długo czekać na pojazd. 


 W klubie było sporo osób.Grała głośna muzyka.Usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy po drinku. Po wypiciu trunku poszłyśmy potańczyć. Tak minęła nam godzina. Zamówiłyśmy po piwie. Po kilku łykach chłodnego napoju poczułam się lepiej. Rozglądałam się dookoła. To co obaczyłam spowodowało ,że moje serce stanęło. 

Oczami Jessicy 
 Bawiłyśmy się świetnie. Dawno nie widziałam Anity tak wyluzowanej. Zmęczone tańcem wróciłyśmy do baru i zamówiłyśmy po piwie. Kilka łyków i już miałam energię na dalsze harce.  
-Hej An, ten chłopak z czerwonymi włosami jest nawet ładny.-Spojrzałam na moją towarzyszkę. Nic nie odpowiedziała. Wiedziałam,że nie dotarło do niej ,to co mówiłam. Dziewczyna była cała biała. Ostatni rzadko jej się to zdarzało, więc wiedziałam że coś jest nie tak. Rozejrzałam się dookoła. Niestety nie ujrzałam niczego co mogłoby spowodować taki stan u mojej przyjaciółki


Oczami Anity 
 Poczułam jakby ktoś rozerwał na strzępy moje serce, a potem zaczął przypalać je żywym ogniem. Po moim policzku popłynęła łza. Wstałam. Chciałam uciec stamtąd. Gdzieś daleko, gdzie nikt by mnie nie znalazł. Wstałam i rzuciłam się do wyjścia. Jedak nie dałam rady ruszyć się z miejsca. Czułam jak ktoś obejmuje mnie mocno w pasie. Chciałam się wyrwać,ale chłopak trzymał mnie i nie miał zamiaru puścić. 
-Proszę, zostaw mnie. 
-Nie.-Znałam ten głos. Pojawiał się w moim śnie wiele razy. Słyszałam go też nieraz w piosence lub na filmikach. Odwróciłam się do Niego przodem i wtuliłam się w Jego obszerną bluzę. Chłopak złapał mnie za rękę i zaprowadził na sofę. Usiadł i usadził mnie na swoich kolanach. Nie chciałam już nic czuć. 

70. Pani dyrektor


 Przez całą lekcje nikt się na ten temat  nie odezwał. Wiedziałam,że będę wysłana do dyrektorki, ale nie przejmowałam się tym. Nikt też nie wiedział,że odzyskałam pamięć. Postanowiłam to wykorzystać. Gdy tylko zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji spakowałam się i wyszłam. Rzuciłam torbą o ścianę naprzeciw i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem w  celu poprawienia makijażu. Nic specjalnego. Puder i czarny cień do powiek. Nie mogłam pozwolić sobie na więcej w szkole. To i tak było przegięcie, ale nie chciałam wylecieć ze szkoły. 

 Do dzwonka zostało kilka minut. Siedziałam z Jess słuchając muzyki. Nagle ktoś kucnął obok. 
-Czego?-Spytałam najspokojniej jak się tylko dało. Nie musiałam nawet wysilać się by wiedzieć kto to był. 
-Kotek. Wiem,że straciłaś pamięć, ale nie wiem jak mogłaś zapomnieć,że jesteśmy parą. 
-Haha. I myślisz,że ktoś uwierzyłby ci  w te brednie? Myślałam,że jesteś na tyle rozsądny żeby mnie nie wnerwiać ale jednak się myliłam. Z tobą to chyba żadna by nie chciała być. -Uśmiechnęłam się szyderczo. 
-Haha. Arek, Ale ci pojechała.-Cała klasa zaczęła się śmiać. Chłopak tylko zacisnął zęby i odszedł.Akurat zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy.

 Lekcja nie była zbyt ciekawa. Przez większość czasu gapiłam się w tekst udając,że czytam. Potem jeszcze zanotowaliśmy zadanie domowe i mogliśmy się spakować.Jakoś przetrwałam.Przede mną była matma. Teraz już liczyłam się z tym,że wyląduje u dyrektorki. Zamyśliłam się na moment. To był ostatni moment na zmycie makijażu i wyciągnięcie kolczyków.


 Stanęliśmy po dzwonku pod klasą. 
-Masz przerąbane.-Zaśmiała się Anka. 
-Wiem.-Usłyszeliśmy kroki i stanęliśmy na baczność.Kobieta zbliżała się do drzwi. Nadal pewna siebie stałam z uśmiechem na twarzy. Nauczycielka stanęła przede mną i mina jej zbledła. 
-Anita. Do dyrektorki. W tej chwili. 
-Już idę.Nie miałam daleko do dyrekcja była na tym samym piętrze. Zapukałam do sekretariatu i weszłam do środka. 
-Dzień dobry.Jest pani dyrektor? 
-Tak. A coś się stało? 
-Pani R******* mnie wysłała.-Nie czekając na odpowiedź zapukałam do drzwi po lewej i gdy tylko usłyszałam proszę, nacisnęłam na klakę.Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. 
-Tak?-Kobieta nie raczyła nawet na mnie spojrzeć. 
-Pani R******* mnie przysłała.-Dyrektorka na mnie spojrzała i zaniemówiła z wrażenia. 


-Jak ty dziecko wyglądasz?! Natychmiast zmyj ten makijaż i powyciągaj te kolczyki. Chce się widzieć z rodzicami. 
-Nie. A spotkanie z moimi rodzicami jest a wykonalne.  
-Dlaczego? I jak ty się do mnie odzywasz?! 
-Nie żyją. 
-W tej chwili do łazienki zmyć ten makijaż. 
-Nie. 
-Ja się nie pytałam czy to zrobisz. 
-Moja odpowiedź brzmi nie. Nie może mi pani kazać zmieniać siebie. Jeśli nadal będzie się pani upierała abym to zrobiła okaże się pani nietolerancyjna. Każdy ma prawo wyglądać tak jak chce. Ja na przykład nie każę pani ubierać się na zielono.-Trochę przesadziłam, ale i tak starałam się mówić spokojnie.Kobieta stała nie dowierzając w to co przed chwilą usłyszała. W zasadzie już chciałam powiedzieć jej żeby zmieniła ubiór i fryzurę, ale zrezygnowałam. Jak wyglądała? Miała na sobie kremową sukienkę i jasne baleriny. Włosy wyglądały dosłownie jak snop siana. Zamyśliła sie na chwilę po czym powiedziała 
-Zmyj ten makijaż i idź do klasy. Nie wolno ci się malować. Dzisiaj skończy się to na ostrzeżeniu ,ale następnym razem dostaniesz minus 50. 
Kiwnęłam na znak,że zrozumiałam i wyszłam. 


 Zmyłam makijaż i udałam sie na matmę. Reszta lekcji minęła raczej spokojnie.Po historii miałam zamiar iść do domu,ale Jess zatrzymała mnie i poprosiła żebym poszła z nią na WF bo nie ćwiczyła. Było ciepło więc zajęcia odbyły sie na zewnątrz. Poszliśmy na orlika. Usiadłam z Jessi na ławce i patrzyłyśmy na rozgrzewkę. 
-Hahaha.-Wybuchła śmiechem Jessica.
-Co cie tak bawi? 
-Pamiętasz minę Arka? 
-Noo. A te jego teksty. Mógłby wreszcie wydorośleć.-Dziewczyna spojrzała na mnie podejrzliwie. 


 Po pół godziny intensywnego rozmyślała zaczęła robić mi wyrzuty. 
-Jak mogłaś mi nie powiedzieć?! Kiedy ci wróciła? 
-Jakoś tak... 
-No mów. 
-W czwartek wieczorem. 
-Opowiadaj dokładnie cała sytuację.
-Od czego by tu zacząć. Poszłam do parku. Siedziałam tak ze dwie godzinki i wtedy On do mnie podszedł. 
-Jaki On? Całowaliście się? 
-A ty co taka dociekliwa, hmm? Mówią na niego Szyszak. 
-Szyszak? 
-Tak.Jakieś skrócenie nazwiska czy coś. 
-Aha. I co dalej? 
-Całowaliśmy sie, on zaprosił mnie do siebie na kolacje i potem odwiózł do domu. 
-I tylko tyle? 
-Tak.-Stałam i poszłam za reszta dziewczyn. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.

 Przez ostatni czas dużo kłóciłam się z Jess. Nadeszło zakończenie roku. Zdałam jakimś cudem z każdego przedmiotu. Na szczęście dyrektorka nie komentowała mojego stylu. Z szyszakiem więcej się nie spotkałam. Udało mi się załatwić kursy na kosmetyczkę w Niemczech. Postanowiłam jak najwcześniej zadbać o swoją przyszłość. 

69. Powrót do szkoły


 Następny dzień spędziłam na leniuchowaniu. Dopiero wieczorem miałam zajęcie. Włączyłam gg i napisałam do Jessicy. 
-Hej Jess! 
-Hej, jak tam? 
-Nuda, a tam? 
-Masz pozdrowienia od Marty 
-Też ją pozdrów,mam pytanie 
-Wal 
-Chodzi mi o tą cała sytuacje, no dlaczego byłam w śpiączce 
-To było tak, jechałaś z rodzicami i bratem , nie wiem dokładnie gdzie. No i wtedy wjechał w was ten debil(chodzi o damiana) i on był pijany 
-I co dalej? 
-No i tylko ty i gałek żyjecie. 
 Całkiem mnie zamurowało. A więc pewnie dlatego byłam w śpiączce i straciłam pamięć. 
-Żyjesz? 
-Nie... o której jutro będziesz? 
-Tak koło 3. 
-Spoko, muszę sie sporo dowiedzieć. 
-Trzymaj się, pa :* 
-Papa 
-Dobranocka:*:* 
 Wyłączyłam gg. Przeczytałam i skomentowałam zaległości. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Wiedziałam tylko,że sie zemszczę. Jeszcze nie wiedziałam jak, ale wiedziałam,że na pewno to zrobię.  Weszłam na YouTube i dla poprawienia humoru oglądałam śmieszne filmiki. Koło trzeciej nad ranem wyłączyłam sprzęt i położyłam się spać. Długo się męczyłam, aby zasnąć. Dopiero po godzinie odpłynęłam do krainy Morfeusza. 

 Rano zabrano mnie na jakieś badania. Chcieli się dowiedzieć czy ta utrata pamięci jest chwilowa ,czy tak już zostanie. Jednak nic nie potrafili na ten temat powiedzieć. Trwało to dość długo, bo wróciłam na salę dopiero po drugiej. Zdążyłam zjeść obiad, kiedy przyszłą Jessi. 
-Hej kochana, nie przeszkadzam? 
-Nie, wejdź. 
-Przyniosłam ci parę rzeczy. Pomyślałam,że ci się przydadzą. 
-Dzięki jesteś kochana. 
-Wiem. 
-Ach ta twoja skromność.-Roześmiałyśmy się. 
-Hehe, rodzice powiedzieli,że przyjadą po mnie dopiero o 21 tak więc mamy czas. 
-To dobrze. Chciałabym się czegoś dowiedzieć.
-Pytaj o co chcesz. 
-Tak więc wiem tylko jak sie nazywam,ile mam lat no i jaki zespół lubię. Niestety nie wiem jaka jestem.
-Może pamiętnik pomoże?-Uśmiechnęła się i podała mi zeszyt. 
-Zobaczymy. W takim razie przeczytam go sobie później. Teraz ty opowiadaj o sobie, może coś o twojej rodzinie.  
-Dobra. To mam dwie młodsze siostry i młodszego brata.-Na te słowa przypomniały mi się pewne twarze oraz imiona. 
-Klaudia, Paweł i Wiki? 
-Tak.-Wyszczerzyła się.
-Coś jednak pamiętam. Ciekawe co ze szkołą. Pewnie będę musiała powtarzać klasę. 
-Może nie będzie tak źle. Zaliczysz materiał i jakoś to będzie. Tylko masz sporo do nadrobienia. 
-Domyślam się.  Mówiłaś komuś,że się obudziłam? 
-Tak. 
-Hmm. No cóż. Niech będzie i tak.  Jakoś powinnam dać sobie radę. Tylko co dalej? 
-Nie rozumiem. 
-No ,chodzi o to,że nie mam 18 lat, no i nie mam prawnych opiekunów. 
-A,no fakt. 
-Właśnie. Ale i z tego jakoś się wybrnie.-Aż do dziewiątej opowiadała mi o klasie i o szkole. Nie dowiedziałam się niczego konkretnego. Taka zwykła paplanina. Kiedy dziewczyna poszła zabrałam się za czytanie pamiętnika.


 Po lekturze byłam nieco skołowana. Nie sądziłam, że mam aż takie problemy. Postanowiłam uporać się z nimi później. Teraz najważniejsze było nadrobienie wszystkich zaległości. Postanowiłam położyć się spać. Kręciłam się dosyć długo na łóżku nie mogąc znaleźć sobie miejsca. To na plecach, na brzuchu. Położyłam się na lewym boku. Minęło pół godziny i nic. Przekręciłam się na prawy i już po kwadransie zasnęłam. 
  
 Rano zabrali mnie jeszcze na jakieś badania. Po obiedzie dostałam wypis. Zaczęłam wszystko pakować. W zasadzie nie było tego dużo, więc skończyłam po 5 minutach. Poszłam do łazienki się przebrać. 
 Pozostawał jeden drobny szczegół. Gdzie niby miałam zamieszkać? Ponoć miałam jakąś kuzynkę w Niemczech. Na razie jednak chciałam zostać w Polsce. Jednak wtedy albo dom dziecka, albo ktoś dorosły musiałby się mną zająć. Bo przecież jestem niepełnoletnia-Pomyślałam zdenerwowana tym faktem.


 Wzięłam torbę do ręki i poszłam po wypis. Wyszłam ze szpitala na parking. Mimo słońca wiał lekki wiatr. Skierowałam się w stronę bloku, w którym mieszkała moja babcia. Teraz ja miałam zamieszkać w tej kawalerce.  
 Powolnym krokiem przeszłam przez rondo. Każdy krok przybliżał mnie do nieuniknionego spotkania ze wszystkimi, których znałam.  

 Minął tydzień. Na szczęście pamięć wróciła. Kiedy ją odzyskałam chciałam na nowo stracić, Myśli krążące po mojej głowie były nie do zniesienia. Miałam teraz przed sobą pełno ważnych wyborów. Czy możliwym jest aby przyjaźń od tak wyparował? Znikła i nie chciała się odnaleźć? Sama nie byłam już pewna. Postanowiłam odłożyć to na potem. 

 Zmiana wyglądu to nie wszystko. Wiedziałam,że nie wystarczy jeden kolczyk i nowa fryzura ,abym stała się kimś innym. Jednak to był dobry początek. W sobotę najpierw poszłam do fryzjera. Podcięcie i grzywka. Oczywiście nie obyło się bez farbowania na czarno. Potem kolczyk, a raczej kolczyki. Najpierw w języku, potem w wardze i na końcu w brwi. Na szczęście nic mnie nie bolało ani nie byłam opuchnięta. Wróciłam do domu i zaparzyłam sobie rumianku. Do końca dnia siedziałam przed telewizorem i oglądałam jakieś horrory. Całą niedziele poświęciłam nauce. 

 Wstała leniwie i zaczęłam szykować się do szkoły.Pierwsza była biologia, więc nie bałam się o spóźnienie. Szybko zjadłam śniadanie i wyszłam po drodze zarzucając na siebie czarną bluzę. Droga do szkoły była dosyć długa. Na szczęście nikogo po drodze nie spotkałam.  
 Kiedy dotarłam pod klasę było już po dzwonku i nikogo nie było na korytarzu. Kiedy tylko otworzyłam drzwi od klasy i weszłam do środka zapanowała cisza. 
-Przepraszam za spóźnienie.-Pani akurat sprawdzała obecność. Po pomieszczeniu przeszły ciche szepty, które przerodziły się w głośna dyskusję. Uśmiechnęłam się do siebie i siadłam. 

68.Finał


 Siedziałam na łóżku. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Jakim cudem ona się znalazła w tym konkursie? Musiała pewnie dać komuś, kto robił przesłuchania. Innej opcji nie ma, bo łapówka nie wchodzi w grę. Postanowiłam położyć sie spać. W końcu za dwa dniu wielki finał. Miałam pewność,że na pewno uda mi się pokonać Marlenę i jeszcze 5 innych osób. Niestety trójka pozostałych stanowiła nie lada wyzwanie.  

 Rano nie wiedziałam co sie ze mną dzieje. Byłam w jakimś transie. Miałam dziwne przebłyski świadomości. Postanowiłam sie tym zbytnio nie przejmować. Ostatnie wda dni poświęciłam się bez reszty piosence. Ćwiczyłam do upadłego. Chciałam,żeby wszystko było idealne. 

 Zostałam tylko ja i Marlena. Na moje szczęście jedna z zawodniczek złamała nogę, a drugą bolało gardło,tak że nie mogła śpiewać. Przede mną była Marlena. Nie mogłam znieść jej występu. Był on okropny. Przez cała piosenkę fałszowała. Pewnie jesteście ciekawi jaką? Otóż była to "Piosenka księżycowa", która śpiewała Anita Lipnicka. Bolało to jeszcze bardziej, gdyż to dzięki tej piosenkarce zostałam tak nazwana, a teraz jakaś hmm.... debilka ją tak zniszczyła,że aż się wierzyć nie chce. Było mi zal wszystkich, którzy to, no w każdym razie śpiewem nie można było tego nazwać. Boże i jeszcze myliła tekst. Haha,a na końcu w ogóle go zapomniała. 

 Weszłam wolnym krokiem na scenę. Stanęłam na środku.  
-Witam moja ulubiona zawodniczkę.-Uśmiechnął się Bill. 
-Witam moje ulubione jury.-Uśmiechnęłam się lekko. 
-Co dzisiaj nam zaprezentujesz?-Spytał się zaciekawiony Justin. 
-Only hope, Mandy Moore.  
-Zaczynaj. 
 Podeszłam i usiadłam przy fortepianie. Trochę niepewnie zaczęłam grac pierwsze nuty.Z każdą kolejną byłam coraz pewniejsza siebie. 
There's a song that's inside of my soul 
It's the one that I've tried to write over and over again 
I'm awake and in the infinite cold 
But you sing to me over and over and over again 


So I lay my head back down 
And I lift my hands 
And pray to be only yours 
I pray to be only yours 
I know now you're my only hope 


Sing to me the song of the stars 
Of your galaxy dancing and laughing and laughing again 
When it feels like my dreams are so far 
Sing to me of the plans that you have for me over again 


So I lay my head back down 
And I lift my hands 
And pray to be only yours 
I pray to be only yours 
I know now you're my only hope 


I give you my destiny 
I'm giving you all of me 
I want your symphony 
Singing in all that I am 
At the top of my lungs I'm giving it back 


So I lay my head back down 
And I lift my hands 
And pray to be only yours 
I pray to be only yours 
I pray to be only yours 
I know now you're my only hope 


mmmmm, mmmmmmmmm 
oooooooooooooohhh   

 Po raz pierwszy byłam z siebie zadowolona. Dałam z siebie wszystko. Wstałam powoli i spojrzałam na widownię. Widok był piękny. Atmosfera jaka panowała na sali była nie do opisania. Za każdym razem kiedy śpiewałam ta piosenkę ,płakałam. Widocznie nie tylko ja, bo i nawet połowa widowni była zapłakana. Ten wieczór miałam zapamiętać do końca życia. Wszystkim chyba mowę odjęło, bo przez kolejne dwie minuty było cicho. Nawet najmniejszego dźwięku. 
-Wywarłaś na mnie duże wrażenie.Tego właśnie od ciebie oczekiwałem.Dzisiaj i w ogóle w całym tym hmm, konkursie to był najlepszy występ.-Uśmiechnęłam się na słowa Biebera. Teraz już wiedziałam,że wygrałam. 

 Słowa bliźniaków nadal krążyły mi po głowie. Jutro już miałam wracać do domu, więc wypadało się spakować. Do torby wrzuciłam wszystkie ciuchy i resztę rzeczy. Te najpotrzebniejsze miałam spakować rano. Zajrzałam do laptopa. Okazało się,że w folderze, gdzie miało być opowiadanie była tylko pustka. Kompletnie nic, prócz kilku ostatnich zdań. Nie potrafiłam tego wyjaśnić, bo miałam kilka kopi. Nikt też nie dał by rady włamać mi się na komputer. Postanowiłam rano zająć się tą sprawą. 
 Położyłam się na łóżku. Chciałam przywołać wspomnienia z występu. Zamiast tego widziałam wszystko ,to co napisałam. To nie było normalne. Powoli zaczynałam się bać.


 Zaczynałam zatapiać się we mgle. Nic nie widziałam ani nie słyszałam. Trwałam w pustce, która zdawała się nie mieć końca. Ale czy pustka ma koniec? Czy jest to określone miejsce? Na te pytania nie potrafiłam odpowiedzieć. 
-Gdzie ja jestem?-Spytałam się, zdziwiona dźwiękiem mojego głosu. 
-Jesteś w swojej świadomości.-Odpowiedział mi jakiś głos. 
-Kim jesteś? 
-Jestem tym czym ty. Jestem tobą,a ty mną. Razem tworzymy jedność. Można mnie różnie nazwać. Ja sama na siebie mówię Maryann. 
-Ale jak to możliwe. Przecież jeszcze przed godziną byłam w pokoju hotelowym. 
-Mylisz się. 
-Jak to? 
-To tylko twoja podświadomość. 
-Czyli ja śnię? 
-Można to tak nazwać, chociaż nie zgodziłabym się z tobą do końca. 
-Jak mogę się stąd wydostać? 
-Sama musisz do tego dojść. Jesteś teraz w czymś co przypomina zawieszenie. Możemy poczekać i na pewno sama wrócisz do rzeczywistości.
-Ale jak? 
-Sama musisz to odkryć. 
 Sama muszę to odkryć? To wydawało sie trudniejsze niż w rzeczywistości było. Mijały sekundy, minuty. Powoli zaczynałam odbierać bodźce z zewnątrz. Słyszałam jakiś głos.Tak, to na pewno była dziewczyna.I rozmawiała przez telefon. To był dobry znak. Zaczęłam się na nim skupiać. Głos stawał się coraz bardziej wyraźny. 
 Byłam jakby oddzielona od ciała. Chciałam otworzyć oczy, ale nie mogłam. Powieki były zbyt ciężkie. Z moich ust nie mógł wydobyć się żaden dźwięk.Postanowiłam chociaż poruszyć palcem. Nic z tego. 

 Odczekałam kilka minut. Udało się. Zaczęłam powili otwierać oczy. Rozejrzałam się dookoła. Dziewczyna wpatrywała się w okno. Zapewne nie zauważyła ,że się już obudziłam.Już? Ale,o co tak właściwie w tym chodziło? Jak to spałam? Nic nie mogłam sobie przypomnieć. Byłam w śpiączce. Toi wiedziałam na pewno. Nie potrafiłam sobie przypomnieć jak to się stało. Nic nie pamiętałam. W mojej głowie było tylko,to co mi się śniło. Ale jeśli ,te elementy które mi się śniły były chociaż w połowie prawdą to... osoba,która właśnie stała przy oknie była... 
-Hej Jess.-Powiedziałam, chociaż nie było to łatwe.Dziewczyna odwróciła się gwałtownie. 
-Nareszcie-Tylko tyle była w stanie wypowiedzieć. 

 Moja przyjaciółka wychodząc podała mi laptopa. Nie mogłyśmy za dużo porozmawiać.Przez cały dzień miałam robione badania. Prosiłam ją,aby nikomu nie mówiła,że straciłam pamięć. Rodzice przyjechali po nią po drugiej. Obiecała mi,że przyjdzie w poniedziałek, zaraz po szkole. Czyli niedziele musiałam spędzić sama. To było nawet wygodne, bo mogłam poukładać sobie myśli. 
 Włączyłam urządzenie. Niestety hasło. Ne pamiętałam go. Coś podpowiadało mi ciąg jakiś liczb. Nie miałam nic do stracenia, więc wpisałam go.Udało się!

 Na tapecie był jakiś zespół rockowy. W prawym dolnym rogu było napisane"Tokio Hotel".Tak pewnie nazywał sie ten zespół. Postanowiłam włączyć jakąś muzykę. Kiedy otworzyłam folder ukazały mi sie piosenki praktycznie tylko TH. Włączyłam pierwszą lepszą. 
Das Fenster öffnet sich nicht mehr
Hier drin ist es voll von dir und leer
Und vor mir geht die letzte Kerze aus
Ich warte schon ne Ewigkeit
Endlich ist es jetzt soweit
Da draußen ziehn die schwarzen Wolken auf


Ich muss durch den Monsun
Hinter die Welt, ans Ende der Zeit
Bis kein Regen mehr fällt
Gegen den Sturm, am Abgrund entlang
Und wenn ich nicht mehr kann, denk ich daran
Irgendwann laufen wir zusamm'
Durch den Monsun, dann wird alles gut


Ein halber Mond versinkt vor mir
War der eben noch bei dir?
Und hält er wirklich was er mir verspricht?
Ich weiß, dass ich dich finden kann
Hör deinen Namen im Orkan
Ich glaub, noch mehr dran glauben kann ich nicht


Ich muss durch den Monsun
Hinter die Welt, ans Ende der Zeit
Bis kein Regen mehr fällt
Gegen den Sturm, am Abgrund entlang
Und wenn ich nicht mehr kann, denk ich daran
Irgendwann laufen wir zusamm'
Weil uns einfach nichts mehr halten kann
Durch den Monsun


Hey, hey!


Ich kämpf mich
Durch die Mächte hinter dieser Tür
Werde sie besiegen
Und dann führn sie mich zu dir


Dann wird alles gut
Dann wird alles gut
Wird alles gut
Alles gut


Ich muss durch den Monsun
Hinter die Welt, ans Ende der Zeit
Bis kein Regen mehr fällt
Gegen den Sturm, am Abgrund entlang
Und wenn ich nicht mehr kann denk ich daran
Irgendwann laufen wir zusamm'
Weil uns einfach nichts mehr halten kann
Durch den Monsun
Durch den Monsun


Dann wird alles gut
Durch den Monsun
Dann wird alles gut
 Po wysłuchaniu tej piosenki, wiedziałam już dlaczego lubię tak ten zespół. Pełno było ich zdjęć. Właściwie cały ten laptop był z Tokio Hotel. Włączyłam gg. Ilość wiadomości była ogromna.Większość to powiadomienia o nowych notkach. Przez całą noc starałam się to wszystko przeczytać. Połowę udało mi się przeczytać do rana. Po 7 poszłam spać.